Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Mężczyzna, zwany niegdyś “Dymitrem”, opowiada narratorowi historię sprzed kilkudziesięciu lat, z czasów świeżo po wojnie. Zostaje warunkowo zwolniony z więzienia, z aluzji można się domyślić, że za działalność w AK w czasie wojny i dostaje zadanie do wykonania. Ma pojechać do Bagnisk, miejsca rządzonego przez jego dawnego dowódcę z oddziału, Zygmunta, który był dla niego wzorem i ma potwierdzić teorię, iż dowódca jest zdrajcą, Złowrogim, który wydawał Polaków Niemcom. Przed nim był już w Bagniskach tajny agent, ale został zdekonspirowany i zabity. Zabiera jednego z współaresztowanych towarzyszy, stosik pieniędzy i jedzie, ale raczej żeby oczyścić imię Zygmunta z podejrzeń. Na miejscu znajduje piękną panią fryzjerkę, z którą tak zupełnie przy okazji wchodzi w bliższe stosunki, również kulinarne, oraz więcej znajomych z czasów okupacji. Sprawa rozwiązuje się podczas partii pokera w nocnym lokalu, a narrator zachwyca się pięknymi nogami dorosłej już córki “Dymitra”.
To dość nietypowy kryminał, mimo udziału milicji, taki bardziej rozliczeniowo-westernowy. Sporo czasu zajmują zachwyty damską anatomią i nocne dyskusje Polaków o pryncypiach. Jeden z bohaterów zastępuje frazą "batożę to" jeden z pospolitszych czasowników, trochę ubolewam, byłoby barwniej bez cenzury.
Się je: niedogotowany kapuśniak z chlebem, wiejską kiełbasę, pieczoną kurę, grzybki w occie, ogórki z beczki i sery rozmaite, jabłka z własnego ogródka, placki kartoflane, jajecznicę, zimne mięsa, sałatkę, pączka, bułkę z masłem, jajka po wiedeńsku.
Się nie je: sandacza pod beszamelem, śledzia po japońsku, rolmopsów, indyka w maladze, czerwonego kawioru astrachańskiego (bo nie ma).
Się pali: papierosy Triumf, gitany, “Magyara”.
Się pije: herbatę z termosu, samogon, starowin, wódkę, burgund, gdański gold-wasser, sok grapefruitowy, koniak, zbożową kawę, wodę borżomi (najlepszą na kaca), kawę z mlekiem.
Się leży: na rekamierce.
Inne z tej serii.
#114