Lubię
... kiedy wracam do domu, a tam jeszcze pachnie śniadaniowymi naleśnikami.
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
... kiedy wracam do domu, a tam jeszcze pachnie śniadaniowymi naleśnikami.
Czytam, ale słowa zużywam w celach biznesowych i chwilowo nie mam głowy, żeby. Zbyt dużo słów.
17 sekund zajmuje organizmowi rozpoczęcie wydzielania kortyzolu. Po 63 (?) sekundach uśmiechu (nawet sztucznego) zaczynają się wydzielać endorfiny.
Narysuj okrąg. Podziel na osiem części. Wiesz, jaką minę zrobiłaś, kiedy narysowałaś krzywo? Jesteś na siebie zła, że koło jest krzywe?
Wybierz osiem wartości, które są dla Ciebie najważniejsze.
Określ w skali od 1 do 10, do jakiego punktu aktualnie możesz dojechać z każdą wartością. 1? 2? 4? 2? 5? 3? 4? 2? Wiesz, że to znaczy, że dopóki nie poprawisz tych wartości chociaż o 1-2 punkty, będziesz miała poczucie przegranej?
Ja myślisz, jak się poczujesz, kiedy któraś wartość osiągnie 10? I nie, nie mów, że to nie możliwe. Chcesz żyć z poczuciem, że masz moc oddziaływania na swoje życie na poziomie 2 na 10?
Kiedy uznasz, że żyjesz w zgodzie z jedną z wartości? Kiedy uznasz, że osiągnęłaś 10/10?
Dlaczego te wartości są dla Ciebie ważne?
Co możesz zrobić, żeby podnieść którąkolwiek wartość chociaż o punkt?
Oddychaj powoli. Wyśpij się. Pij wodę. Jedz dobre rzeczy. Ruszaj się, nawet jeśli nie chce Ci się wstać z krzesła, chociaż nadgarstkiem. Przytul się do córki.
Jeśli nie wierzysz, że jest siła wyższa, zbuduj w sobie poczucie sensu.
I to tak naprawdę ustawia mi dzień. Dziś jechałam przez Bukowską, tuż nad moją głową schodził do lądowania samolot, migając światłami w porannych chmurach. W radiu najpierw KSU, potem Dezerter. Za oknem mija mnie samochód z firmą drobiarską o nazwie EGGSPERT. Prowadzący opowiada o słowach, które nie mają tłumaczeń na inny język - np. takich czy takich. Dokładam mój ulubiony (moje ulubione?) bokeh, prowadzący wrzuca "suchara", a ktoś ze słuchaczy rdzennie polskie "kombinować". Rozważam leniwie, skręcając, czy jest słowo na to poczucie rozedrgania, kiedy wysyłasz e-mail/rzucasz zdanie w rozmowie i zaczynasz wewnętrznie się spinać, bo wiesz, że to jest już poziom konfrontacji. Adrenalina i gęsia skórka jednocześnie. I silne przekonanie, że można było tego nie robić. Ale bez żalu, że się zrobiło. Nie, nie panika.
I Pearl Jam przy wjeździe na parking.
O poranku radio rzekło, że dziś już po raz szesnasty obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Na tę okoliczność zaczęłam zastanawiać się nad łatwością, z jaką przypadkowy przechodzień ocenia niby nieznaczącą aktywność. Piknik na łące, składam bukiet z florystycznej dziczyzny, czasem wstanę, skoszę kolejny łanik. M. mnie obserwuje i w pewnym momencie konstatuje "Aleś się zawzięła na ten bukiet". Parę miesięcy mija, a mi dalej w głowie siedzi uwierająca moją hobbystyczną, kilkunastominutową (na litość, co się robi na pikniku?!) aktywność pejoratywna przesada. J. pokazuje czasem zdjęcia kota. Czasem też inne. Jedna, druga dowcipnie komentująca rzuca "Masz kota na punkcie kota". Żarcik, ale z przyganą. Świat jest poważny, kuchenkę trzeba umyć, pochwal się lepiej praniem poskładanym, dziecka sukcesem w szkole. Z dzieckiem też nie jest łatwo - występuje w mojej narracji z wielu powodów, ale najgłówniejszym jest to, że zwyczajnie jest obok mnie od ponad czterech lat i poza czasem oddzielnie wymuszonym finansowo-edukacyjnymi realiami uczestniczy we wszelkiej aktywności. Kiedyś nie miałaś dzieci, a teraz zupełnie na tym punkcie oszalałaś. Nieznośna lekkość bytu, swędząca łatwość diagnozy.
W Lidlu na stoisku między dziecięcymi majtkami i elektronarzędziami "Kronos" Gombrowicza za niespełna cenę. Wzięłam, co tak będzie sam leżał. Jako metaforę tego zdrowia psychicznego, co dzisiaj.
Urząd gminy, poszłam po nowy dowód. Czekam, aż pani w okienku przeprocesuje dokumenty i składam sobie żurawia[1] na stoliku. Krzesło obok siedzi młodzieniec z dziewczyną. Młodzieniec kontuzjowany w nogę, ale z jakichś przyczyn dokumenty wypełnia dziewczę, młodzieniec dyktuje.
- Adres?
- Emilii Plater.
- Emilii przez dwa "m?" - indaguje panna.
- Napisz "e-kropka" - sprytnie rozwiązuje problem on.
- Plater jak talerz? - kontynuuje dociekliwe dziewczę.
Kurtyna.
[1] Żurawia, albowiem zwyczajem przedszkolnym w placówce Maja jest rozdawanie prezentów wszystkim przez solenizanta. Jutro odbębniamy zaległe urodziny, mieliśmy robić kartonowe słonie, ale nastąpiła w rodzinie schizma w kwestii ustalenia wielkości słonia. TŻ wycina więc słonie w skali mikro, a ja składam kwadraty. Bardzo lubię placówkę mojego dziecka, bo dużo się uczę (składam jednego żurawia w 7 minut bez instrukcji).