Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Narrator, emerytowany lekarz, pan Braithwaite, wielki fan Flauberta, usiłuje poznać swojego ulubionego pisarza poprzez analizę śladów, jakie ten po sobie zostawił. Robi to wbrew woli autora, który chciał, żeby oceniać go przez pryzmat książek, jakie napisał, a nie jak żył. Odwiedza muzea, gdzie znajduje nie jedną, a dwie papugi, które Flaubert wypożyczył z muzeum, czyta ocalałą korespondencję, analizuje zapiski znajomych i fakty z życia pisarza. Oczywiście ma poczucie, że cała ta praca i tak nie pozwoli na całkowite zrozumienie tego, kim był i co myślał człowiek, który dodatkowo pieczołowicie budował swoją legendę i cenzurował zapiski.
Od razu powiem, że nie czytałam nic Flauberta, więc niekoniecznie jestem w stanie czerpać przyjemności z treści książki w sposób, jaki zapewne założył autor. Ale nawet bez znajomości lektur źródłowych to opowieść o poszukiwaniu śladów przeszłości w tym, co zostało i konfrontacja, czy rzeczywiście warto byłoby się spotkać ze swoim idolem. Już nie pamiętam gdzie przeczytałam, że czytelnik chciałby, żeby pisarz był dla niego wzorem, konsekwentnym, moralnym i żyjącym higienicznie, żeby nie było wstyd się z takim spotkać; niekoniecznie zaakceptuje nawet najlepiej piszącego zwyrodnialca, który na przykład strzelał do ptaków. Barnes rozważa to podejście, nie kończy jednak książki werdyktem.
Inne tego autora.
#110