Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Obejrzałam oryginalny film “Cztery pory roku” z 1981 i dalej nie wiem, czy na 100% już go kiedyś oglądałam. Tak jak miałam wrażenie przy okazji współczesnego serialu, zdecydowanie przestawiło się okienko postrzegania starości. Nick, który zostawia nudną i przewidywalną Anne, po czym związuje się z młodziutką Ginny, nagle zaczyna odstawać zarówno od swoich rówieśników, których dziwią jego “szaleństwa” (pożycie intymne i pływanie nago), ale też wcale nie zachowuje się jak młodzik, tylko marudny dziad, oferując partnerce prezenty i mnóstwo mansplainingu. Nie ma tutaj tej radości i świeżości, jaką okazywał serialowy Nick. Ewidentnie rozjazd między pokoleniami jest większy niż współcześnie. Chyba też z tego powodu niespecjalnie byłam w stanie się odnaleźć w statycznych historiach związków tzw. porządnych ludzi, bez hobby, za to z poważną pracą i niczym więcej.
Co ciekawe, współczesnych serial nie był pierwszy - w 1984 roku Alda wyprodukował serial na wątkach filmu, ale z innymi aktorami. Raczej nie będę szukać.