Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Miasto z krasnalami

Kiedyś często bywałam we Wrocławiu, teraz to pierwsza wizyta po kilku latach. I trochę rozczar, bo po poprzednich razach miałam nieco idylliczny obraz archetypowo Fajnego Miasta. Może kwestia pory roku (w listopadzie to chyba tylko ciepłe kraje dostają punkty za sam udział), może tego, ze przez te ostatnie kilka lat znalazłam w Poznaniu dużo tego, co podobało mi się kiedyś we Wrocławiu, może to przychodzące z wiekiem znudzenie? Wrocław jest miastem starym, ale taką trochę zgrzybiałością emeryta, melancholijnym smuteczkiem rodem z Kabaretu Starszych Panów. Nie mogę się do końca przekonać, mimo że ma wszystko to, czego człowiekowi potrzeba do szczęścia - niezłe restauracje[1], dużo ładnych kamienic i krasnale. O krasnal-spotting słyszałam już od znajomych i przyznaję, że wciąga - po krótkim spacerze Świdnicką znalazłam kilka, a pewnie jest dużo więcej.

Wprawdzie ubolewałam, że nikt nie świeci już neonem moralnego niepokoju, ostrzegającym przed złymi włamywaczami, czyhającymi na mienie niezadanych Wrocławian, którzy nie ubezpieczyli się w PZU, ale nadrobiło to "Przejście 1977 - 2005" Jerzego Kaliny[3].

U nas u wylotu Półwiejskiej jest Stary Marych ze swoim rowerem, a we Wrocławiu cały tłumek zwykłych ludzi - pani z siatką, z której wygląda butelka z mlekiem, pan z oponą do roweru, staruszka w swetrze z zakupami, młoda matka z wózkiem (tak, brakuje zażywnej jejmości z wianuszkiem papieru toaletowego). Lubię. Więcej zdjęć niebawem.

[1] Odkryłam Ragtime Cafe na Placu Solnym[2] metodą "będę szła, aż znajdę miejsce, które do mnie zagada". Zagadało. W środku wieczorami jazz na żywo, w menu zupy, śniadania, przekąski (boczek z suszonymi śliwkami bdb), dania (polędwica z kurkami podobno nader przyjazna) i drinki (wyjątkowo można chceć mojito i nie usłyszeć, że nie, bo nie ma świeżej mięty).

[2] Dwa Rynki obok siebie to bardzo fajny wynalazek. Na jednym ratusz, na drugim stragany z kwiatami i dwa razy więcej miejsca na knajpki, ławki i nastrojowe zakątki (oraz banki, bo każda reprezentacyjna okolica nie może się obyć bez banków przecież). Dla każdego coś miłego.

[3] Nieustająco ubolewam, że nie umiem generować takich uroczych podpisów pod zdjęciami jak autor trzaskprask blogu, bo te aż się proszą (o, na przykład - "Pani Zdzisława zastanawia się, czy podnieść gazetę, która spadła staruszce")...

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopada 14, 2008

Link permanentny - Tag: wrocław - Kategorie: Polska, Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 3

« Jesienne róże - Wprowadzono mnie w błąd »

Komentarze

Rafał

No tak.Wszystko fajnie ale jeżeli trzask to naprawdę Paweł Loroch to ja przepraszam :-(. No po prostu przepraszam. Słucham radia 94 od zawsze i kulinaria w jego wykonaniu są rzadkiej brzydoty. No nic nie poradzę ,no. A fotki+komentarz bezcenne.Co robić droga redakcjo?
Aha, Droga Gospodyni, śmiało, bez kompleksów :-)

Zuzanka

A bo to rzadko może być tak, że ktoś ma wszystko najlepsze (a jak jest, to jest to nie sprawiedliwe, bo inni tak nie mają). Ja się jednak powstrzymam, bo tak nie umiem.

Rafał

Niesprawiedliwość bierę na klatę i z godnością (weźmy takiego Teklaka żeby daleko nie szukać).No proszę Weź się nie powstrzymuj, no. A poza protokołem to Zanęciłaś mi Wrocław niepomiernie, już mi wybyła odraza nabyta przed laty Jeno tylko znajdę pretekst i ruszam :-)

Skomentuj