Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Magdalena Mikołajczyk - Jestem dość

Jeśli macie wrażenie, że mignęło już Wam gdzieś to hasło, to macie rację. Od prawie roku Magda (@matkojedyna) publikuje na instagramie pod #jestemdość sceny ze swojego życia (publikuje dłużej, ale wcześniej z innymi #), przy okazji których wyjaśnia, czemu to, jaka jest i co robi, jest dość. Książka to nieco dłuższa forma takich historii, mniej tu i teraz, bardziej jak się to Magdowe poczucie bycia w sam raz trudno i mozolnie wykuwało. I nie jest to poradnik! Nie chcę trywializować, że pokolenie X ze wszystkimi tego konsekwencjami (“mieszkaliśmy w jeziorze, nikt nie narzekał”), scena kabaretowa, depresja, onkologicznie chore dziecko i fantastyczne mechanizmy kompensacji, żeby sobie z tym poradzić; Magda napisała o tym z samego dna serca, jak dojść do takiego momentu w życiu, żeby mimo wszystkiego, co się przydarza, oczekiwań innych i własnych, poczuć się taką zupełnie wystarczającą. Tego nie da się streścić jak fabuły thrillera. Czytałam czasem przełykając łzy, czasem chichocząc pod wąsem, często dokładając mentalną zakładkę, że ja też, też tak mam, też dążę do takiego momentu, że brzydkie kółko[1] mnie nie wyprowadzi z równowagi. Zachwycam się trójwymiarową okładką i tym, że jednocześnie z pisaniem książki Matkojedyna publikowała na instagramie, bez powtórzeń, bez kopiuj-wklej, nie wiem, jak to robiła, trzech osób za mało. Idźcie kupić, doskonała rzecz na grudzień i nie tylko (polecenie niesponsorowane).

[1] Nie mam w sobie dość siły, żeby zrobić sobie tutaj wiwisekcję, co mnie ukształtowało w perfekcjonistkę (wiecie, ten komiks, co to “ale ty przecież nic nie robisz”), ale walczę z tym, zrobione jest lepsze od doskonałego. Lata temu eks-firma, obserwując wypalenie zawodowe u sporej części pracowników, wysłała i mnie na spotkanie z kołczinią (taki plasterek na złamaną nogę). Spotkanie całkiem niegłupie, o oczekiwaniach i perspektywach, decyzjach i poczuciu sprawczości, jak już przeszłam przez ćwiczenia oddechowe, żeby uspokoić kolejny atak paniki, kołczini zaproponowała mi wizualizację, żebym narysowała kółko, podzieliła na ileś części, przypisała do części… Narysowałam więc kółko, skrzywiłam się, powiedziałam “żenada, ja to nawet prostego kółka nie umiem narysować”, po czym kołczini zapytała mnie, dlaczego jestem dla siebie taka nieprzyjemna. Czy skarciłabym kogokolwiek, kto podczas spotkania narysowałby krzywo kreskę? Zapewne nie. A siebie właśnie trzasnęłam metaforycznym plaskaczem, bo brzydko narysowałam kółko. Wracając z przydługiej dygresji, nie bądźcie jak ja wtedy, tylko jak Magda teraz. Bądźcie dość.

#120

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudnia 1, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, panie - Komentarzy: 1

« O tym, że ten listopad - Triumf koloru »

Komentarze

Tores-
Mi się wydaje, że jestem już na tym etapie, że good enough, i być może w wielu rzeczach tak jest (porządek w domu, hehe), ale jak tak poskrobać, to jednak bardziej po wierzchu. Chociaż może to i wystarczy na codzień ;)

Skomentuj