Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Jak mam czas

... to siedzę i myślę, a jak nie mam czasu, to tylko siedzę. Ale tak uczciwie to najlepiej mi się myśli chwilę przed snem (i w toalecie) i kiedy sobie idę. Jeśli idę sama, to wiadomo - idę i myślę. Jeśli idę z większą grupą, to wlokę się z tyłu (zwykle dlatego, że zostaję w celu zrobienia zdjęcia) i mam przemyślenia. Szłam sobie dzisiaj na jogę i przyznam, że dość ożywcza nawet była subtelna uwaga rzucona przez dwóch niezbyt świeżych i niezbyt trzeźwych panów treści "Te, lala, nie biegnij tak, bo ci się mleko zwarzy" (normalnie jak we wczesnej podstawówce). Dzisiaj miałam przemyślenia natury ogólnej o tym, że człowiek się zmienia.

Od zawsze się rozglądałam, bo sam proces chodzenia mnie nie satysfakcjonował. Kiedyś, kiedy nie miałam własnego domu, zaglądałam ludziom w okna. Z taką trochę zazdrością, trochę żeby zobaczyć, jak żyją. Czy siedzą przy stole, czy mają książki, czy jest tak, jak w innych domach, czy inaczej. I zastanawiałam się, czemu tak jest, że oni siedzą, a ja idę[1]. Czy już przyszli, czy w ogóle nigdzie nie wychodzili. Ostatnio przy tej okazji zauważyłam, że przestałam zaglądać z zazdrością. Zerkam z ciekawością, patrzę na rośliny, meble, ściany, słoiki w kuchni i miny ludzi, kiedy ze sobą rozmawiają. Lubię patrzeć na ludzi zajętych tylko wyglądaniem z okna czy patrzeniem na świat z balkonu. Natomiast z zazdrością zaczęłam rejestrować ogrody. Kwiaty, trawniki, drzewa, huśtawki, sadzawki i skalniaki. Odwieczna tęsknota za kawałkiem ziemi, sianiem i schylaniem się nad bruzdami w polu?

Tylko za kotami rozglądam się z jednakową ciekawością. Dziś widziałam biało-czarnego zadekowanego na sjestę pod krzakiem i trzy szare, uprawiające jakieś tajemnicze kocie zajęcia pod kocim blokiem na Grunwaldzkiej. Jednego spłoszyłam włażąc na trawnik, żeby zrobić zdjęcie anty-gejowskiego graffiti. Nie wiem, co komu homoseksualista szkodzi.

[1] Z kolei, jak jadę pociągiem i mijam domy czy ludzi stojących przy szlabanach, myślę o tym, że to oni są na miejscu i nie muszą nigdzie jechać. W przeciwieństwie do mnie.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 26, 2008

Link permanentny - Kategorie: Koty, Moje miasto - Komentarzy: 5

« Prywatna eskalacja - Terry Pratchett - Straż nocna »

Komentarze

mikowhy

Dobrze znów w domu posiedzieć i Twe sekjuritowe wynalazki obchodząc poczytać. Forma jak zwykle kojąca…

Rafał

Coś za dużo sądzę...znaczy się pora na dobranoc.Wracam pod liścia.

Rafał

Aha, mało chodzę bo dużo jeżdżę (niestety) o czym wciąż przypomina mi mój BMI ;-(.No i ten, pedał szkodzi temu co nie zna osobiście żadnego (czyli większości – taki lęk przed nieznanym jak sądzę).Przy okazji ostatniej parady równości zrobiono sondaż..http://www.tvn24.pl/1,1552795,druk.html.To wiele tłumaczy jak sądzę (w kwestii graffiti ofkors).

Rafał

Ja z oknami mam tylko podczas wieczornych spacerów z psem…czasem dochodzą dźwięki (np. rozmowy z komórek dobiegające z balkonów).Bywa dziwnie…A koty, wstyd przyznać ale dopiero odkąd zostałem zakocony przez syna.Ale za to teraz widzę koty wszędzie :-)

wonderwoman

mam dokładnie tak samo z zaglądaniem ludziom w okna.

Skomentuj