Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Żyję, aby jeść

Okolica Młyńskiej jest dość specyficzna - nie dziwią ani kamienice z przełomu ubiegłych wieków, ani charakterystyczna maniera nazywania lokali gastronomicznych (przy samym sądzie jest bistro "Pod kluczem", urocze wyczucie, kawałek dalej - "Toga"), precyzująca zapewne i typ klienteli. Amarena (tak, wróciłam po nieudanym podejściu w październiku) nomenklaturowo się wyłamuje, ale dobrze wiedzieć, że w centrum jest miłe, zacisze miejsce, w którym po latach można sobie przypomnieć, jak to przyjemnie jest zjeść leniwe śniadanie, przerywane tylko szelestem stron gazety ("Palce lizać" nie zachwyciło). Dawno nie jadłam tak pysznych, chrupiących bułeczek. I jak nie lubię jadać sama, tak w Amarenie się z tym źle nie czułam.

Po czym okazało się, że nie ma już l'Heroine na Wrocławskiej, a zamiast niej jest bezpretensjonalna tapasownia Credo. Marynowane polędwiczki, grillowane bakłażany, doskonały Grana Padano, pasty ostre i nieostre, świeże pieczywo, zupy, wina, soki, a w porze lunchu niedrogie zestawy obiadowe. Jedzenie mają zdecydowanie lepsze niż stronę www.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 30, 2011

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 2

« Joanna Jodełka - Polichromia - 642 dni »

Komentarze

Kociara

Gdyby co będe jutro w Republice Roż o 12:00 ;) Napisz do mnie na pingerze. ;)

Abery

Chciałem kiedyś zajrzeć do tej Heroiny i nie udało się, bo zamknęli:( Nie wiedziałem, że jest tam już na miejscu nowa jadłodajnia. Wymienione w notce potrawy brzmią smacznie. Czy autorka posta spróbowała tam czegoś? Strona restauracji rzeczywiście świeci pustkami...

Skomentuj