30 czerwca 2010

Ryszard Ćwirlej - Ręczna robota

Umieszczony w * Czytam o 00:08:44

W tym tomie mało polityki, bo w roku 1985 ważniejsza była gospodarka. Najpierw na Śląsku zostaje znaleziony kolejarz, któremu odcięto rękę. Po jakimś czasie tak samo okaleczonego pracownika PKP znajdują w pociągu berlińskim na dworcu w Poznaniu. Pechowo zwłoki znaleziono 8. marca, kiedy wszyscy, również milicja, świętują za pomocą goździków i kolejnych setek, więc padło na Teosia Olkiewicza, który w zasadzie nie prowadził jeszcze samodzielnie śledztwa i zupełnym przypadkiem, idąc do melino-zamtuzu, trafił na podejrzanego w mundurze i rudowłosą melę. Po trochę słabszym drugim tomie ten jest równie ładny co pierwszy. Dodatkowy smaczek dla Ślązaków - część akcji dzieje się w Katowicach.

Uwielbiam Ćwirleja za język, bogato przetykany zarówno gwarą poznańską (i śląską), jak i słownictwem ogólnie uznawanym za emocjonalne. Za żywe dialogi realnych ludzi, a nie drętwe i gładkie zdania typu "Umyj ręce, bo obiad stygnie". Za dokładną mapę poznańskich wyszynków, domów pań negocjowalnego afektu i miejsc czy ulic, których już nie ma. Za celne (chociaż oczywiście metodą ze "Zmienników" antycypowane) obserwacje PRL-owskiej rzeczywistości. I za to, czego i mnie żal:

Rynek Łazarski to osobliwe miejsce. Gdyby ten otoczony z trzech stron secesyjnymi kamienicami plac, którego południowo-zachodnia część otwiera się szerokim wyjściem na ulicę Głogowską, znajdował się na przykład w Antwerpii czy nawet bliżej, w Kolonii, mógłby z powodzeniem stanowić centrum ekskluzywnej dzielnicy. Niestety... Był to Poznań.

Cały cykl:

Komentarze »

  1. Antek powiedział(a),

    30 czerwca 2010 o 09:20:27

    Dzieki za dobra porade w sprawie letniej lektury. Bylem kiedys zachwycony M. Krajewskim
    i jego opisem starego Wroclawia. Moze to bedzie podobna pozycja, tylko z
    naszym lokalnym kolorytem?

  2. Zuzanka powiedział(a),

    30 czerwca 2010 o 09:44:15

    Ćwirlej umie pisać kryminały, w przeciwieństwie do Krajewskiego, który mnie z kolei nie zachwycił.

  3. Antek powiedział(a),

    30 czerwca 2010 o 17:57:52

    Mialem na mysli udatna budowe atmosfery, klimatu lat 20-30-tych (aspekt
    spoleczno-narodowosciowy, architektoniczny, props itd.). To jestem jeszcze
    bardziej ciekaw "Recznej roboty"!

  4. Zuzanka powiedział(a),

    30 czerwca 2010 o 18:00:25

    A czytałeś poprzednie? Bo jeśli nie, to zdecydowanie lepiej zacząć od "Upiorów nad Wartą". Ćwirlej podczas pisania książki aktywnie korzysta z mapy, z gazet z epoki (ceny towarów!), pamiętników i notatek. I zna Poznań. Według mnie to lepsza wizytówka Poznania niż Musierowicz ;-)

  5. Tores powiedział(a),

    02 lipca 2010 o 11:18:01

    Właśnie po to zajrzałam, żeby sprawdzić, czy nie ma informacji, od której książki zacząć i proszę, jest :) Bardzo przydatna recenzja ;)
    A przy okazji polecam "Polichromię" Joanny Jodełki, bardzo dobrze napisany kryminał.

  6. Zuzanka powiedział(a),

    02 lipca 2010 o 12:05:54

    @Tores, dokleiłam kolejność cyklu na dole. A Joannę Jodełkę dopiszę sobie na listę do przeczytania.

  7. Antek powiedział(a),

    06 lipca 2010 o 20:43:56

    Pozycje Cwirleja zakupione i jada do mnie te kilka tysiecy km. Chyba "Trzynasty" zrobi mi szczegolna przyjemnosc. Pozwole sobie (na Twoim blogu!) zaaoponowac - Mock przez swoje slabosci jest wlasnie ujmujacy, ale moze to kwestia plci czytelnika?? Musierowicz znam osobiscie i trudno mi byc obiektywnym, ale ma piekne momenty, zwlaszcza "drugoplanowe" opisy: naglego deszczu na al. Wielkopolskiej, rozgrzanej nocy wsrod jezyckich kamienic, ul. Zacisze itd. Przejedzajacych ulicami suk w stanie wojennym. Dla mnie sa one nawet bardziej wartosiowe od calej akcji tych powiesci. Sa jak pocztowki.

  8. Zuzanka powiedział(a),

    07 lipca 2010 o 14:34:49

    @Antek, to nie tak, że ja nie lubię Musierowicz. Bardzo lubię wczesne tomy (do +/- Kalamburki) i chętnie do nich wracam, wyciągając co smaczniejsze - jak to ładnie nazwałeś - pocztówki (^eri ma taki śliczny blog ze zdjęciami: http://musierowicz.blox.pl/html ). Znielubiłam, jak zaczęła mocno przekręcać (np. pizzeria z pociętymi książkami, której w Poznaniu nie było w ogóle).

    Z Mockiem mam taki problem (chyba pisałam kiedyś), że metodami nie różni się od przestępców, których łapie. A zamiast soczystego kryminału od Krajewskiego dostaję rozprawkę o historycznej geografii Wrocławia ze szczątkową akcją, skupioną na stanie duszy i żołądka Mocka. I do tego one takie brzydkie i mroczne są. Niemiłe. Inaczej niemiłe niż kryminały skandynawskie.

    A "Trzynasty" bardzo ładnie osadzony geograficznie. Jest takich parę miejsc, że za każdym razem, jak koło nich przejeżdżam, to myślę: "O, tu się działo to i to".

  9. Antek powiedział(a),

    12 lipca 2010 o 16:29:11

    Jestem po lekturze "Trzynastego" Cwirleja i chcialbym sie podzielic: ogolnie "czwora". Dobra i wartka akcja, osadzenie w Poznaniu, zywy i gwarowy jezyk. Ale tez: b. malo opisow ("klimatycznych"), jezyk dialogow to glownie ostre wulgaryzmy (czasem zabawne). I jakos nie moge sobie tez przypomniec, by zycie wtedy krecilo sie w 50% wkolo wodki, bimbru, gorzaly, zacieru, sety, piwa poznanskiego i noteckiego, ogrodkow piwnych, rzygania i kaca. No moze roslem po prostu w nienormalnej rodzinie?
    Ale jeszcze dwie jego pozycje przede mna. I moze ocena sie poprawi?

  10. Zuzanka powiedział(a),

    12 lipca 2010 o 18:11:47

    No umówmy się, że to jest powieść milicyjna. Ideą jest przeprowadzenie czytelnika przez akcję (trup -> znalezienie mordercy i powodu). Siłą rzeczy milicjanci (sami nie będący wiodącą inteligencją narodu, z chlubnym wyjątkiem) obracają się wśród środowisk przestępczych (czyli melin, lupanarów i handlarzy walutą). Dla mnie to kwintesencja gatunku. Wiele wspólnego z życiem nie ma, ale z ręką na sercu - ile miałeś w życiu kontaktu z - kiedyś - milicją, a teraz policją?

Dodaj komentarz