Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Grudzień

W Empiku tłumy. Z jednej strony to dość wzmacniające, że tyle ludzi czyta kupuje prezenty na święta - a jest co, bo wyroiło albumów (nowa Nigella dla pań, a dla panów kloc, którym można ogłuszyć - kronika kalendarza Pirelli), wznowień ("Don Camillo i jego trzódka") czy wydawnictw dla pokemonów (Ileś tam najlepszych statusów GG, #wtf!). Z drugiej - każdy ma furię w oczach, ustawioną trajektorię, szuka tych książek po trupach, depcząc i potrącając. Mam czasem wrażenie, że wystarczyłoby, żeby sprzedawać okładki, na wagę. Kilo ziemniaków, pętko zwyczajnej i 1,5 kilo albumu w czerwonej złoconej okładce ze smokiem.

W "U mnie czy u Ciebie" obsługa dalej przeraźliwie ślamazarna, ale karmią dalej dobrze. Przy stoliku obok resztki szczytu klimatycznego w postaci trojga starszych Azjatów, jedzących, tak, żurek.

I zimno. I szaro. Mam zimową depresję. Kolejną w tym roku. I kota-bulimika. Znowu. Mać jego pręgata. I dużo się dzieje. Za dużo. Mogło by się trochę przestać dziać.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 13, 2008

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 1

« On a verge of indecision - Szaro, buro, kostropato »

Komentarze

wonderwoman

mój Kot bulimii nie ma jak je kitketa. jak whiskasa, czy cóś innego- zawsze wyrzyga. cholera wie dlaczego…

Skomentuj