07 czerwca 2008
Niespodziewana sobota w Lesznie
Podjęłam dziś heroiczną próbę uprasowania sukienki. Nie żeby po tym moim prasowaniu była dużo gładsza, ale przynajmniej zwierzyna ucieszyła się z kocyka na podłodze i zaraz po schowaniu żelazka zaległa. Sukienkę prasowałam w celu ślubu kolegi P. (innego P.), co to przez ostatnie kilka lat regularnie narzekaliśmy, że taki fajny facet, a nie bierze ślubu. I zupełnie znienacka, dzień po tym, jak sobie z niego po raz kolejny żartowałam, że mógłby zrobić imprezę, sukienkę sobie kupię, a jemu prezent, poinformował wszystkich lakonicznie, że jak już bardzo nalegamy, to jutro o 14. I zaiste, wziął i się ożenił. Lubię śluby.
Na Deptaku opodal rynku były zabawne kafelki (jak w Taipei), a więcej zdjęć tu.
iskanna powiedział(a),
07 czerwca 2008 o 17:17:27
Idea ślubu znienacka bardzo mi się.
Zuzanka powiedział(a),
07 czerwca 2008 o 17:18:35
Mnie też. Dowcip polegał na tym, że w zasadzie większość znajomych dowiedziała się w ciągu ostatniego tygodnia. Fun :->
havvah powiedział(a),
07 czerwca 2008 o 20:46:59
Noooo, nam powiedział na zwyczajowej kawce o 12 w piątek. Łomot szczęk było słychać chyba w całym budynku :D
wonderwoman powiedział(a),
07 czerwca 2008 o 21:18:39
któż to, któż?
Zuzanka powiedział(a),
07 czerwca 2008 o 21:19:23
Pinio :->
wonderwoman powiedział(a),
08 czerwca 2008 o 21:13:53
to mnie już tyle nie ma, że nie wiem któż to… :(