07 czerwca 2008

Niespodziewana sobota w Lesznie

Umieszczony w * Listy spod róży * Nie czytać, nie oglądać * Z fotkami o 17:15:34

Podjęłam dziś heroiczną próbę uprasowania sukienki. Nie żeby po tym moim prasowaniu była dużo gładsza, ale przynajmniej zwierzyna ucieszyła się z kocyka na podłodze i zaraz po schowaniu żelazka zaległa. Sukienkę prasowałam w celu ślubu kolegi P. (innego P.), co to przez ostatnie kilka lat regularnie narzekaliśmy, że taki fajny facet, a nie bierze ślubu. I zupełnie znienacka, dzień po tym, jak sobie z niego po raz kolejny żartowałam, że mógłby zrobić imprezę, sukienkę sobie kupię, a jemu prezent, poinformował wszystkich lakonicznie, że jak już bardzo nalegamy, to jutro o 14. I zaiste, wziął i się ożenił. Lubię śluby.

Na Deptaku opodal rynku były zabawne kafelki (jak w Taipei), a więcej zdjęć tu.

Komentarze »

  1. iskanna powiedział(a),

    07 czerwca 2008 o 17:17:27

    Idea ślubu znienacka bardzo mi się.

  2. Zuzanka powiedział(a),

    07 czerwca 2008 o 17:18:35

    Mnie też. Dowcip polegał na tym, że w zasadzie większość znajomych dowiedziała się w ciągu ostatniego tygodnia. Fun :->

  3. havvah powiedział(a),

    07 czerwca 2008 o 20:46:59

    Noooo, nam powiedział na zwyczajowej kawce o 12 w piątek. Łomot szczęk było słychać chyba w całym budynku :D

  4. wonderwoman powiedział(a),

    07 czerwca 2008 o 21:18:39

    któż to, któż?

  5. Zuzanka powiedział(a),

    07 czerwca 2008 o 21:19:23

    Pinio :->

  6. wonderwoman powiedział(a),

    08 czerwca 2008 o 21:13:53

    to mnie już tyle nie ma, że nie wiem któż to… :(

Dodaj komentarz