23 maja 2008

Terry Pratchett - Zimistrz

Umieszczony w * Czytam o 23:01:47

Na minus - seria o Tiffany Obolałej (lub w poprzednim srogim tłumaczeniu - Akwili Dokuczliwej) jest słabiutka. Ale dzięki zastosowaniu dużej dawki Nac Mac Feegli, babci Weatherwax i Niani Ogg jest nawet dość strawna. Tiffany mimo swojej wiedzy głowologicznej impulsywnie wtrąca się do odwiecznego tańca pór roku, zastępując Lato, przez co władca Zimy się w niej zakochuje. A potem to trzeba odkręcić. Feegle są zabawni i nie wiedzieć czemu przypominają mi kolegę Y., który wprawdzie nie jest non stop pijany, nie tłucze wszystkiego, co popadnie i nie ma specjalnych problemów z czytaniem, ale cały czas mam jego obraz z pomalowaną na niebiesko twarzą, rozwianymi włosami i kiltem. Z całym szacunkiem.

Komentarze »

  1. saddie powiedział(a),

    24 maja 2008 o 12:50:50

    Herezja! Uwielbiam serię o Wee Free Men.

  2. Zuzanka powiedział(a),

    24 maja 2008 o 12:53:09

    Bo same Wee Free Men rzondzą. Niestety, Akwila/Tiffany jest smętna.

  3. Boska powiedział(a),

    24 maja 2008 o 13:56:36

    a myslalam, ze to tylko ja tak mam… czyta sie w miare szybko i sprawnie, a Wee Free Men to ja w ogole odsuwalam wczesniej na dlugim kiju, bo mi jakos nie podeszli w bodajze Lords and Ladies? ale to prawda. nawet duzo czarownic nie pozwala zapomniec, ze sie nawet nie usmiechnelo przez poprzednie 50 stron.

Dodaj komentarz