Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).
Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.
Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.
Inne tej autorki.
#76