12 kwietnia 2008
Śniło mi się
... że byłam z Hanką w jakiejś niesamowicie słonecznej miejscowości ze skałkami, zachodami słońca, egzotycznymi budynkami i dużo kotów. Czego sobie i wszystkim życzę. Wprawdzie ciągle coś gubiłam (a to torbę, a to zakrywatko od aparatu, obiektyw 18-70 mi się zapodział i miałam tylko 50mm), ale i tak było dobrze. Tyle potem się obudziłam, bo była ogromna burza z grzmotami i tyle po śnie.
Mam niedosyt rzeczy ładnych. Przeglądam sobie stronę za stroną ostatnio:
- maseczki do spania
- buty w kształcie króliczka
- miski w kreski
- pantofelki w kwiatki[1]
- kameleon na USB[2]
[1] To, że ciągle kupuję sobie ten sam model butów, nie oznacza, że brakuje mi fantazji, tylko że jestem konsekwentna. I to wersja, której się zamierzam trzymać.
[2] Lotsa fun in the office. Wadą jest to, że kameleon brzęczy, jak kręci oczami i wywala język. Ale wygląda dokładnie tak jak żywy
asiaque powiedział(a),
12 kwietnia 2008 o 12:16:24
O, ty na te kapućki w kwiatki to się nawet załapiesz. Ja już nie, bo to dziecięce (występują do numeru 40 włącznie, sniff – a też ostatnio wzdychałam do nich, jeno do wersji lila).