Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
[16/19.07.2026]
W stronę do Czarnogóry trafił nam się szponciarz Wojciech, który najpierw poprosił o podniesienie rąk wszystkich, którzy lecą pierwszy raz, po czym wyjaśnił, że kapitan też. To od razu wprowadziło atmosferę wesołego autokaru, nawet kiedy się przyznał, że z tym kapitanem żartował, to jego drugi lot. Mistrzowsko zachwalał zdrapki i wolnocłówkę, myślę, że mógł iść na konkurs z Gardło Sobie Podrzynam Dibblerem, nawet nastolatka uśmiechnęła się pod wąsem raz i drugi. Ponieważ wylądowaliśmy grubo przed czasem, były fanfary i klaskane. Z powrotem mieliśmy w obsłudze rodowitego Poznaniaka, który mówił gwarą, już nie taki żartowniś, ale był lokalny akcent, chociaż powrót bez fanfar. Oraz wprawdzie nastolatka zajmuje miejsce przy oknie, ale czasem pozwala mi usiąść na czas startu i lądowania, z czego skwapliwie skorzystałam, bo widoki na góry i jeziora przepięknie.










PS Mówcie mi Mistrzyni Pakowania, bo w drodze powrotnej z Malagi spakowałam w ciemno walizkę na 20,0 kg.