Więcej o
Oglądam
Amy (Laura Dern) po 15 latach w korporacji zostaje przesunięta na niższe stanowisko, a sytuację pogarsza fakt, że zdecydował o tym jej szef, z którym miała romans. Wpada w szał, obraża wszystkich, firma łaskawie zezwala jej na urlop w celu podreperowania nadwątlonego zdrowia psychicznego. W ośrodku na Hawajach Amy doznaje oświecenia - odzyskuje siebie, zaczyna rozumieć swój cel w życiu, wraca odnowiona i napchana po brzegi mądrością, żeby czynić dobro. Ale wraca w gorsze miejsce niż to, z którego wyruszyła - urlop zachwiał jej finansami, straciła mieszkanie, więc musi się wprowadzić do matki, z którą niekoniecznie dobrze żyje, zastraszona firma owszem, przyjmuje ją z powrotem, ale dosłownie do piwnicy, do zapomnianego działu kontroli, a do tego dotychczasowi znajomi nie chcą jej znać. Nawet jej eks-mąż wykpiwa jej cudowną przemianę i nie wierzy, że cokolwiek w jej życiu się zmieni. I nie jest to dziwne, bo nawet po wejrzeniu w absolut Amy dalej jest egoistyczną, roszczeniową Karen i nawet jeśli jej akcje mają przynieść coś dobrego, sama jest centralnym punktem, a to, że niszczy innych, nie zajmuje jej uwagi na długo.
I mam z tym serialem spory problem. Z jednej strony bohaterka jest potwornie irytująca, nie widzi tego, jak ją odbierają ludzie, ma absolutne delulu w kwestii swoich możliwości, bo uważa, że jest stworzona do wyższych celów i wszechświat ją namaścił do tego. Z drugiej, wchodząc głębiej w jej świat, zaczynam jest współczuć, bo nawet kłótliwi, pretensjonalni ludzie mają prawo do szczęścia i spełnienia; dodatkowo pojawiające się czasem odcinki z perspektywy innych osób - byłego męża junkie, oschłej matki czy cichego, ale skrywającego sekrety współpracownika pokazują, jak trudno jest być w miejscu, w którym się być nie chce. Pierwszy sezon jest taki bardziej rozbiegowy, w drugim już pojawia się misja - Amy ma możliwość wpłynięcia na korporację, w której pracuje, ale przy okazji może wiele stracić. Trochę się waha, ale wystarczy trochę podziwu w oczach dziennikarza, żeby rzucić się w straceńczą akcję. Można się zastanawiać, czy robi to dla większego dobra, czy z zemsty, ale w gorzkim finale wychodzi, że to wszystko jedno.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 3, 2024
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Komentarzy: 2
Mieszkańcy małego, spokojnego miasteczka są zaskoczeni, kiedy okazuje się, że ktoś napadł na bank. I to nie mityczny obcy, a grupa, którą wszyscy znają - prokurator Andy, prywatnie brat szeryfa, Ed, niedawno wypuszczony z więzienia producent i diler metamfetaminy oraz Chris, lokalny prostaczek. Szeryf pilnujący skarbca zostaje postrzelony w ramię, pieniądze znikają. Narracja zaczyna się kilka dni później i od końca pokazuje, jakie były konsekwencje napadu, jak do napadu doszło i co się stało w trakcie. Na pomoc zostają przysłani federalni, ale nie są specjalnie błyskotliwi, śledztwo de facto prowadzi szeryf.
To takie połączenie odwróconej narracji “Memento” i klimatu “Fargo”; przestępstwo popełniają ludzie, których nikt nie podejrzewa, blisko powiązani ze sobą i resztą mieszkańców. Są elementy komediowe czy nawet groteskowe, całość akcji jest bardzo sprawnie przeprowadzona, chociaż dość szybko zgadłam, kto stał za napadem.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 18, 2024
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
Upadły dziennikarz Fletcher (Grant) odwiedza niespodziewanie Raya Smitha (domyty Hunnam) i kolorowo opowiada mu swój najnowszy scenariusz. Otóż niejaki Mickey Pearson (McConaughey) prowadzi imperium marihuany w Wielkiej Brytanii. Skumał się ze zubożałą szlachtą i na terenie ich sporych posiadłości utrzymuje szereg farm z roślinnością, a wszyscy mają udział w zyskach. Tyle że już nie chce, planuje sprzedać przedsięwzięcie i iść na emeryturę, tyle że napotyka na cały szereg problemów - lokalizacja jednej z farm zostaje skompromitowana, a potencjalny kupiec sugeruje znaczne obniżenie ceny. Szalona akcja poskładana z kawałków przez Fletchera zaczyna się zaskakująco spinać, kiedy okazuje się, że Ray jest prawą ręką Pearsona i umie sobie uzupełnić brakujące fragmenty.
Może nie jest to “Przekręt”, ale tak samo w błyskotliwym montażu film łotrzykowski, pokazujący z różnych perspektyw te same wydarzenia, które za każdym razem coraz bardziej wyjaśniają sytuację. Do tego Ritchie ma nieustająco świetny zmysł do muzyki, scenografii i do aktorów - w zasadzie każdy był obsadzony idealnie, ale moje czarne serduszko skradł Colin Farrell w roli sprawiedliwego i prostolinijnego Coacha. Wybaczam nawet pewien recycling wątków z poprzednich filmów (dlaczego świnia…), bawiłam się doskonale.
W tym uniwersum osadzony jest serial pod tym samym tytułem. Tym razem imperium hodowli marihuany należy do rodziny Glassów - ojca w więzieniu i zarządzającej w imieniu córki, Susie. Dowiaduje się o tym dość nagle diuk Eddie Halstead, drugi syn i żołnierz, który niespodziewanie dziedziczy tytuł i majątek oraz współpracę z Glassami. Niby dochód się przydaje, ale jednocześnie trzeba rozwiązać wiele problemów - zwrócić długi lekkomyślnego pierworodnego i naprawić to, co zepsuł; rozwiązać problem kradzieży i niewywiązania się z umowy; wywieźć towar do Unii (wszak Brexit!) czy wreszcie wejść w konflikt z konkurencją. I tu początkowo niechętny całej imprezie diuk zaczyna się doskonale odnajdywać.
Ja wiem, że to serial rozrywkowy i dowozi, podobnie jak film, niestety chyba jestem stara i miałam dwie przeważające myśli. Pierwsza to Eat the Rich, brytyjska szlachta nie jest szczytem stworzenia, druga - niepokojąca była ewolucja niby moralnego i szlachetnego diuka, który obruszał się, kiedy jego zdaniem niepotrzebnie został usunięty świadek przestępstwa, do super gangusa, nie stroniącego od przemocy, bo cel. Oczywiście obejrzę kolejne sezony, ale jednak tej rzeczywistości - w przeciwieństwie do filmowej - nie kupuję.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 16, 2024
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Komentarzy: 1
1999. Philip J. Fry, dowoziciel pizzy, w Sylwestra dostarcza zamówienie do laboratorium, niestety zamówienie jest żartem (I. C. Wiener), a przez przypadek pechowiec ląduje w zamrażarce, gdzie budzi się 1000 lat później. Zakwalifikowany przez sfrustrowaną doradcę pracy, jednooką Leelę, jako doręczyciel, chce uciec przeznaczeniu, odnajduje swojego potomka, profesora Farnswortha i zaczyna pracę w jego firmie kurierskiej wraz z Leelą. W wesołej, choć nieco dyletanckiej ekipie jest już asystentka profesora, Marsjanka Amy, krabopodobny doktor Zoidberg, Hermes - księgowy i mistrz limbo oraz Bender, robot ze specjalnością zginanie, złymi nawykami i skłonnościami samobójczymi. Przez kilka sezonów (aktualnie czekam na sezon 10, już we wrześniu 2024) bohaterowie spotykają mniej lub bardziej zabójczych kosmitów, zakochują się, uczestniczą w kataklizmach lub je wywołują, poznają dość dramatyczne fakty z przeszłości i przyszłości, podróżują w czasie i generują różne paradoksy, irytują robo-diabła, a i jeszcze czasem dostarczają przesyłki. Uwielbiam każdy odcinek, żarty poniżej pasa i w stylu “e, nie zrobią tego, o, jednak zrobili”, liczne przewrotne odniesienia do historii i kultury, czasem bywa lirycznie i wcale nie głupio. Źródło memów i tekstów, które na trwałe wpisały się (co najmniej w moją) popkulturę. Obejrzałam po raz drugi, a kawałkami trzeci, te odcinki, które oglądałam lata temu i z równą radością nowe, wcale nie gorsze.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 11, 2024
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Richard jest aspirującym, chociaż niespecjalnie zabawnym komikiem, zarabia pracą w pubie. Któregoś dnia oferuje samotnej, smutnej kobiecie herbatę gratis, co staje się przyczynkiem do zaprzyjaźnienia się tych dwóch osób. Martha zaczyna odwiedzać pub codziennie, stroi się, żartują, koledzy swatają ich ze sobą, idą na randkę… Czy tylko tak się jej wydaje, bo cała sytuacja w oczach Richarda wygląda zupełnie inaczej. Dość szybko traci zainteresowanie dziwną, nieatrakcyjną, często mijającą się z prawdą kobietą, chociaż ta prawi mi miłe komplementy i usiłuje grzecznie ją zniechęcić. Problem w tym, że ona już zaplanowała im przyszłość i nie reaguje nawet na mniej grzeczne prośby, żeby się oddaliła. Tak zaczyna się nie pierwszy paskudny okres w życiu mężczyzny, który boi się swojej niestabilnej stalkerki, skuteczniej rozwalającej mu życie prywatne i zawodowe. Nie pierwszy, bo w trakcie kolejnych odsłon tej historii okazuje się, że Richard był już wcześniej skrzywdzony i zastraszony, a jego zachowanie w stosunku do Marthy - to zachowanie, przez które widzka przed ekranem udziela porad, żeby nie, uciekaj - ma swoje przyczyny.
Aktualnie w powietrzu są pozwy, bo osoba, która sama poinformowała świat, że jest pierwowzorem Marthy, uważa, że określenie serialu jako prawdziwej historii jej uwłacza. Nawet zakładając jakieś przejaskrawienie dla ubarwienia czy inną licencję poetyczną, serial jest przerażającą opowieścią o przemocy, przed którą nie ma jak się bronić. Raz, że jest nietypowa, bo mężczyznę prześladuje kobieta, dwa, że do pewnego momentu Richardowi wstyd jest w ogóle kogokolwiek poprosić o pomoc czy nawet przyznać, że został skrzywdzony (i jak jesteście wrażliwe, scena, kiedy mówi rodzicom o tym, co się zdarzyło, łamie serce), trzy, że pomoc systemowa jest oględnie mówiąc nieskuteczna oraz zgłaszający jest raczej zniechęcany, wreszcie cztery, że sam Richard niektóre sytuacje prowokuje, mniej lub bardziej świadomie. Jest sporo scen drażniących jak zgrzytanie paznokciami po szybie, sporo przykrych i triggerujących, zdarzają się elementy komiczne, ale nie ma równowagi.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 8, 2024
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Komentarzy: 4
Francuskie Alpy, górski domek z dala od cywilizacji, zima. Do mieszkającej na tym odludziu pisarki Sandry przyjeżdża studentka, które chce z nią zrobić wywiad. Wywiad się niespecjalnie udaje, bo mąż Sandry, Samuel, włącza bardzo głośną muzykę i hałasuje przy remoncie. Studentka odjeżdża, 11-letni niedowidzący syn Daniel wychodzi na spacer ze swoim psem-przewodnikiem, Sandra zamyka się w gabinecie, żeby pracować, hałas trwa dalej. Gdy Daniel wraca ze spaceru, potyka się o ciało swojego ojca, który wypadł z poddasza i ewidentnie nie żyje. To zdarzenie rozpoczyna śledztwo i finalizujący je proces, który ma określić przyczynę śmierci Samuela. Samego śledztwa w filmie nie ma dużo, znacznie więcej czasu pokazywany jest proces, podczas którego szczególną rolę mają zeznania Daniela, jedynego “świadka” tego dnia. Opcji jest niewiele ze względu na lokalizację i brak śladów - albo Samuel uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, albo popełnił samobójstwo, albo został zabity przez syna lub żonę. Nie ma dowodów i powodu na to pierwsze, za to wiwisekcja związku Niemki Sandry i Francuza Samuela pokazuje, jak wiele konfliktów między nimi było.
Film nie pokazuje ostatecznie, co się stało. Ale nie jest to o tyle istotne, bo skupienie na tym, co wychodzi podczas procesu - jaką żoną i matką była Sandra, jakim ojcem i mężem był Samuel, jaki wpływ miał wypadek Daniela na ich związek, jaką barierą była kwestia języka (rozmawiali najczęściej po angielsku, bo Samuel nie znał niemieckiego, a Sandra słabo mówiła po francusku), czy oboje byli spełnieni w swojej karierze, wreszcie czy istniały powody, żeby zdarzyła się tragedia. Można oczywiście przenieść sobie całą sytuację na własne doświadczenia, analizując, jak wygląda związek z perspektywy osób trzecich, jak drobne rzeczy mogą wyeskalować do przemocy, jak warunkowa zgoda na coś może stać się zarzewiem konfliktu. Wreszcie syn, mimowolny świadek - stracił ojca, mógł stracić również matkę w przypadku wyroku skazującego. Czy kilkunastoletnie dziecko powinno zeznawać? Czy jest wiarygodne? Jakie konsekwencje dla niego ma udział lub zakaz udziału w procesie? Nie będę analizować, czy według polskiego czy francuskiego prawa tak to powinno wyglądać, to nie jest istotne; z psychologicznego punktu widzenia to trudna sytuacja. Świetny aktorsko, bardzo oszczędny w formie, nie żałuję oglądania, aczkolwiek nie jest to film do oglądania ponownie (a z małymi zmianami mógłby).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek września 3, 2024
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj