Więcej o
Czytam
Końcówka grudnia, kilka dni przed Wigilią. Tereskę Trawną wraz z synem wywiało do rodzinnej miejscowości jej ojca, której nie odwiedzała od wielu lat, co niespecjalnie dziwi, pamiętając o babci Briżit i rozwodzie. W teorii mieli przyjechać na 90. urodziny pra(pra)babci Przybysławy, ale na miejscu niespodziewanie okazało się, że trafili na pogrzeb. I wściekłą babcię Wandę. Poza spisem postaci na początku, dość nieużytecznym w audiobooku, Tereska wyjaśnia Maciejce dokładnie, kto jest kim, w którym pokoleniu i dlaczego jego dwie kuzynki mają na imię Ola. Oraz dlaczego dom jest tak cholernie skomplikowany architektonicznie. Nie zdąża wyjaśnić, czemu atmosfera nie jest najlepsza, bo tuż po udanej próbie wejścia do domu przez okno skręca boleśnie kostkę na kocie o dźwięcznym imieniu Bigos. Zabandażowana kostka unieruchamia bohaterkę, bo nie wróci do domu samochodem, a Andrzej został w domu z powodu infekcji pęcherza, więc jest słabo mobilny. I wtedy zaczyna się ciąg dziwnych wydarzeń - w domu pojawia się nieznajomy mężczyzna, przedstawiający się jako notariusz, ale ponieważ nie ma kworum, wychodzi, po czym następnego dnia zostają znalezione jego zwłoki. Kolejny notariusz, już bardziej znajomy, dawny absztyfikant jednej z ciotek, informuje wszystkich o dziwnym testamencie pradziadka, który zmarł jeszcze w latach 60. Do tego w domu zaczynają się dziać dziwne wypadki; czy to wystarczy Teresce i Maciejce do zaangażowania się w śledztwo? Oczywiście.
Klimatycznie, choć na szczęście nie humorem, intryga przypomina nieco te wczesne, udane książki Chmielewskiej. Jest mocno skomplikowana, toksyczna rodzina z nielicznymi sensownymi jednostkami, dużo historycznych waśni i trudna historia powojenna, która dopiero współcześnie wychodzi na jaw. Oczywiście nie raz cierpła mi skóra i świerzbiły ręce, bo babcia Wanda nie jest najsympatyczniejszą osobą, a o mężu ciotki Agniesi, dwojga imion Janie Jakubie, nawet nie wspomnę. Oczywiście można byłoby całą fabułę rozwiązać szybciej, a pra(pra)babcia Przybysława nie musiała wcale chować testamentu w bezpiecznym miejscu, ale nie byłoby wtedy rozmowy z jodłą i kalesonów dla Maciejki.
Inne tej autorki.
#111/#19
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 30, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panie
- Skomentuj
Narrator, emerytowany lekarz, pan Braithwaite, wielki fan Flauberta, usiłuje poznać swojego ulubionego pisarza poprzez analizę śladów, jakie ten po sobie zostawił. Robi to wbrew woli autora, który chciał, żeby oceniać go przez pryzmat książek, jakie napisał, a nie jak żył. Odwiedza muzea, gdzie znajduje nie jedną, a dwie papugi, które Flaubert wypożyczył z muzeum, czyta ocalałą korespondencję, analizuje zapiski znajomych i fakty z życia pisarza. Oczywiście ma poczucie, że cała ta praca i tak nie pozwoli na całkowite zrozumienie tego, kim był i co myślał człowiek, który dodatkowo pieczołowicie budował swoją legendę i cenzurował zapiski.
Od razu powiem, że nie czytałam nic Flauberta, więc niekoniecznie jestem w stanie czerpać przyjemności z treści książki w sposób, jaki zapewne założył autor. Ale nawet bez znajomości lektur źródłowych to opowieść o poszukiwaniu śladów przeszłości w tym, co zostało i konfrontacja, czy rzeczywiście warto byłoby się spotkać ze swoim idolem. Już nie pamiętam gdzie przeczytałam, że czytelnik chciałby, żeby pisarz był dla niego wzorem, konsekwentnym, moralnym i żyjącym higienicznie, żeby nie było wstyd się z takim spotkać; niekoniecznie zaakceptuje nawet najlepiej piszącego zwyrodnialca, który na przykład strzelał do ptaków. Barnes rozważa to podejście, nie kończy jednak książki werdyktem.
Inne tego autora.
#110
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday August 28, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Komentarzy: 1
1980, masakra w Gwangju. Studenci i uczniowie rozpoczynają protesty przeciwko zamknięciu uniwersytetu, uważając, że władza się wycofa. Okupują budynki, uzbrojeni w jakieś mizerne resztki broni, bardziej na pokaz niż żeby odeprzeć ewentualny atak. Ale rząd się nie waha - wysyła wojsko, które bez wahania zabija większość protestujących i przypadkowych przechodniów, a ocaleńców torturuje, żeby wtem wypuścić na mocy amnestii, złamanych i zniszczonych. Ofiary są zrzucane na stosy, czasem pojawiają się bliscy, żeby rozpoznać swoich, czasem zmarli po prostu są zakopywani bez śladu. Różni narratorzy, w większości beznamiętnie opowiadają o czymś, czego nawet po latach nie są w stanie zrozumieć. Czemu ich rodacy bez wahania zaczęli strzelać, czemu nagle traktowali ich jak wrogów, skąd okrucieństwo, skąd zajadłość. I jak można, jeśli w ogóle, wrócić do normalnego życia po tym, jak przeżyło się koszmar albo z poczuciem winy, że nie udało się uratować dziecka.
Ostatnia z narratorek, może sama autorka, opowiada o odkryciu albumu ze zdjęciami z masakry, które jej ojciec przywiózł z ich dawnego domu w Gwangju, domu, gdzie podobno mieszkał zamordowany Tong-ho. Opisuje, że ślad po zbrodni zostaje, bez względu na to, czy odpowiedzialni za nią zostali rozliczeni, czy nie. To przerażająca historia, niestety nieunikalna, patrząc nawet na historię Polski (“To partia strzela do robotników”) czy byłej Jugosławii. Niekoniecznie dobra lektura na wakacje, ale ważna.
Inne tej autorki.
#109
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday August 27, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie
- Skomentuj
2020, początek pandemii. Sasha Senderovsky, rosyjski emigrant, zaprasza swoich przyjaciół ze studiów - również emigrantów - do swojej posiadłości na wsi, żeby wzorem “Dekameronu” odcięli się od zapadającego na COVID świata w bezpiecznej enklawie. Gromadzą się ludzie, związani z filmem, literaturą, nauką czy IT, którzy do niedawna spędzali czas przenosząc się z miejsca na miejsce, współcześni wysoko opłacani nomadzi cyfrowi; nagle stracili możliwość zarabiania i mobilność. Sam Senderovsky zaprasza nieco kontrowersyjnego aktora, z którym próbuje napisać scenariusz, to ważne, bo wyczerpały mu się dotychczasowe źródła dochodu. Goście jedzą wyrafinowane jedzenie, piją drogie alkohole, oglądają różne reality show, niektórzy czytają, niektórzy romansują ze sobą. Dookoła jest amerykańska prowincja z lokalnymi nacjonalistami, ludźmi, którzy nie patrzą napływowym w oczy i są ewidentnie nastawieni do nich wrogo. I pandemia, zbierająca w USA coraz większe żniwo.
Z jednej strony to bardzo udany reportaż, pokazujący ludzkie zachowania z początków pandemii, kiedy jeszcze nie było nic wiadomo poza tym, że odszedł świat, który wszyscy znali. Delfiny w weneckich kanałach, uratujemy środowisko, bo zmniejszył się ślad węglowy chaotycznie latających globtroterów, samowystarczalność wspólnot, nowe sposoby komunikacji. Spoiler alert: ten świat nie odszedł, bardzo szybko wrócił, patrząc z perspektywy 2026, nic się nie zmieniło. Ale w efekcie pandemii pojawiło się kolejne rozwarstwienie społeczne, jak w rosyjskich powieściach, gdzie szlachta gromadziła się na uciechach i rozrywkach, pozwalając obsługiwać się służbie (tu: pracownikom pierwszej linii). Z drugiej autor jest bardzo skupiony na znanym sobie wycinku społecznym, dość ubogim mimo pozornego zróżnicowania, dodatkowo w ramach opisu śmierci z powodu wirusa wchodzi w opisy deliryczne i metaforyczne, które ze spokojem można pominąć przy czytaniu. Nie jest źle, na pewno lepiej się czyta niż “Historię miłosną”, zwłaszcza że literatury o pandemii jest raczej mniej niż więcej.
Inne tego autora.
#108
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday August 26, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Komentarzy: 6
Dwie linie czasowe, które się przeplatają. 1962, Włochy. Do zapyziałego miasteczka koło Cinque Terre, gdzie na skałach znajduje się tylko kilka rybackich chałup i zaniedbany hotel, przypływa łódź z piękną amerykańską aktorką, Dee. Kobieta przybyła prosto z planu filmowego “Kleopatry”, jest chora, lekarz podejrzewa raka żołądka. Dla lokalnego lekarza, sprowadzonego przez właściciela hoteliku, Pascuale’a, sprawa jest jednak oczywista - Amerykanka jest w ciąży, a jej wyprawa na zadupie ma ukryć romans między nią a Richardem Burtonem, do którego doszło na planie. Współcześnie, Los Angeles; do wytwórni Michaela Deane’a trafia jednocześnie młody scenarzysta i stary mężczyzna, Włoch, słabo mówiący po angielsku. Oczywiście to Pasquale, który po latach szuka Dee, a Deane - jak się okazuje - stał za spiskiem mającym odsunąć Dee od Burtona, żeby ratować jego słynny związek z Liz Taylor. Cała ekipa rusza na poszukiwania aktorki.
Starałam się znaleźć w tej powieści to “coś”, co sprawia, że na okładce pojawia się słowo “bestseller” czy “epopeja godna Marqueza”, ale nie znalazłam. Niespecjalnie mnie obchodzą bohaterowie, ich związki, dzieci i kulisy działania Hollywood z wszechmogącymi wytwórniami, gdzie sztuka jest produktem. Da się przeczytać, ale niekoniecznie warto.
#107
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday August 25, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Od kiedy pamiętam, od kiedy wymyślono ten cholerny wyświetlacz, cała się trzęsę, kiedy dzwoni telefon. Każda rozmowa to niewiadoma, w którym momencie pojawi się to rozdygotanie, ten brak pewności, ta wściekłość, że ktoś ci zadaje pytanie, którego wcale nie chcesz słyszeć, a już na pewno nie chcesz na nie odpowiadać i czujesz wszechogarniającą złość na rozmówcę, że co się przypierdala.
Magda idzie przez życie z wkurwem, nie żeby tego chciała, ale to jej zaszczepiły poprzednie pokolenia, które tylko furią były sobie w stanie dać radę ze sobą i ze światem. Owszem, ma poczucie wygranej w każdej potyczce, ale kosztem tego jest jej szczęście. W pewnym momencie Magda uczy się słuchać Leny, swojego spokojnego alter ego i razem z nią chce zespolić się w bardziej zrównoważoną Magdalenę.
To zbiór felietonów o moim pokoleniu kobiet, kobiet, które musiały być zawsze przygotowane na wszystko, czym rzuca w nie życie, czego kosztem było wieczne rozedrganie i niepokój. O pokoleniu, które zaczęło zadawać sobie pytanie, czy zawsze trzeba być w konflikcie ze wszystkimi i jak to zrobić bez utraty siebie. Co znamienne, zaczęłam tę książkę czytać kilka lat temu, w czasach, kiedy każdy telefon - jak u Kubryńskiej - oznaczał tylko złe wiadomości, a jeśli się go wyłączyło, było tylko gorzej. Wtedy jej nie skończyłam, dziś już chyba tyle wypoziomowałam, że mogłam.
Inne tej autorki.
#106
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 23, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, felietony, panie
- Skomentuj