Wtorek, czyli o niedojazdach i nieprzygotowaniu
[30.06.2026]
Otóż na andaluzyjskim wybrzeżu było przyjemne 28-29 stopni, chociaż oczywiście pełna klara albo jak to uczenie mówi eloy, duży indeks UV. Ale wymyśliłam sobie, że wyprawa. I owszem, mogłam wreszcie ruszyć na Gibraltar, ale miałam jakiś opór, mimo że auto klimatyzowane. Więc wymyśliłam, żeby tym razem do Rondy, a po drodze przejechać przez Olverę, gdzie zamek i zabytkowy kościół na wzgórzu (szkoda, że zamknięty!) oraz Monumento el Sagrado Corazon w parku. Wjechaliśmy na przyzwoicie położony parking pod zamkiem, wspięliśmy się na górę pod wejście i rodzina odmówiła dalszej drogi w górę na sam zamek. Krótka wizyta na cmentarzu i stwierdziliśmy, że kawa. Ale jakkolwiek Olvera jest przepięknym białym miasteczkiem, tak w kawiarnie nie obfituje, a jedyna otwarta, do której prowadziła nawigacja, mieściła się na samym końcu labiryntu jednokierunkowych uliczek, które pod koniec przestały wyglądać przejezdnie, a nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowałam z Jezusa w parku i pojechaliśmy na kawę do następnego punktu wyjazdu - Setenil de las Bodegas - po drodze mijając nadzwyczajne okoliczności przyrody przez górki. Ale tuż przed miasteczkiem, dosłownie 2 kilometry, okazało się, że droga jest zamknięta z powodu drobnej kolizji dwóch samochodów i nie ma, że dalej, tylko uprzejmie proszę zawróć. W efekcie, nadkładając solidnie drogi przez te przepiękne górki i serpentynki, które za drugim razem już aż tak nie cieszyły, do Rondy przyjechaliśmy głodni i już w czasie sjesty, co w Hiszpanii oznacza, że we wszystkich miejscach z jedzeniem, nawet tych oznaczonych w Google jako “otwarte teraz” można popatrzeć przez szybkę. Dodatkowo nie doceniłam wielkości Rondy i myślałam, że wszystko jest na kupie, a tu wtem to 40-tysięczne, rozległe miasto i nie że na 10 minut oglądania. Więc nie zobaczyłam ani Setenil, ani - poza błądzeniem po wąskich uliczkach - niczego unikalnego w Rondzie, a na obiad pojechaliśmy do centrum handlowego La Canada pod Marbellą; nastolatce znacznie poprawiło się w KFC, a dodatkowo mieli znikniętego już z Polski Marksa & Spencera, więc zaopatrzyliśmy się w uczciwą herbatę i sosy w słoiku. Nastolatka dodatkowo zaopatrzyła się w sztryms w Bijou Brigitte, wszyscy zadowoleni. Na następny raz do Rondy jednak muszę się lepiej przygotować.












