Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Bliska przyszłość. Coś zżera energię słoneczną i Ziemia zaczyna stawać się coraz mniej przyjazna dla życia. Okazuje się, że dzieje się to dla większości słońc poza Tau Ceti, odległym od Ziemi o nieco ponad 11 lat świetlnych, gdzie z niewiadomych przyczyn słońce nie jest zarażone dziwną “infekcją”. Zbiera się ekipa naukowców, knują, ale brakuje im kogoś, kto ma świeże spojrzenie. I tak w projekcie pojawia się doktor Grace, specjalista od biologii molekularnej, zdyskredytowany naukowiec, aktualnie nauczyciel licealny, który dostaje do zbadania próbkę tajemniczych organizmów z okolic Wenus, a które okazują się być odpowiedzialne za przechwytywanie energii ze słońca. A o wszystkim dowiadujemy się w formie retrospekcji, bo Grace budzi się jako jedyny żywy członek załogi, z ubytkami pamięci, tuż przy Tau Ceti i jeśli zastanawialiście się, jak wylądował w tej sytuacji, to on też. Czy chce, czy nie chce, jego celem jest odkrycie, w jaki sposób ta jedna gwiazda jest bezpieczna i przekazanie tej wiedzy na Ziemię, zanim wszystko pójdzie w buraki. I szybko okazuje się, że nie jest sam - w tym samym celu na Tau Ceti przyleciał Obcy, roboczo nazwany później Rocky, który też jest ocaleńcem i chce uratować swoją planetę przed tym samym zlodowaceniem, które czeka w ciągu kilkudziesięciu lat Ziemię.
Absolutnie nie będę się zastanawiać, ile z pokazanych rzeczy jest realne, wszak rozmawiamy o alternatywnej rzeczywistości, gdzie da się położyć człowieka w hibernacji na dłuższy czas, czy gdzie są pożerające słoneczny prąd astrofagi. Więc zastanawianie się, czy jest możliwe, żeby nawiązać komunikację z kimś diametralnie innymi w języku mniej więcej ludzkim, trochę nie ma sensu. Załóżmy, że jest i tyle. I w tym momencie można już się wzruszać i ekscytować, bo to śliczny kawałek o przyjaźni i o inżynieryjnym podejściu do rozwiązywania problemów. Obcy jest wystarczająco obcy, ale też bardzo ludzki ze swoimi uczuciami, współpraca lepsza niż wrogość, zwłaszcza jak wspólny cel, a w finale jest wzruszająco i budująco. Takie przytulne kino familijne z lat 80., dodatkowo fantastycznie filmowane, a oprócz tego zabawne w niegłupi sposób. Bardzo mi się podobało.