Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Ktoś się nie bał i mi zeżarł

W Fabryce jest kuchnia. W kuchni są szafki. W szafkach są supportowane przez Fabrykę goodiesy - zupki chińskie, kawa, herbata, mleko i syropy owocowe. Oprócz szafek w kuchni są szuflady. W szufladach zwykle ludzie (czytaj: ja) trzymają prywatną spożywkę (herbatę inną niż przydziałowy Tetley/Lipton, witaminy rozpuszczalne, chleb, kornflejksy i inne takie). Jako że do tej pory nikt mi chleba nie wyżerał, umieściłam w szufladzie obok chleba torebki z czekoladą rozpuszczalną wielosmakową (banan, pomarańcza, marcepan). Udało mi się wypić jedną czekoladę, innych nie, bo po dwóch dniach mojego urlopu zniknęły jak sen złoty (no, została jedna). Dostałam piany na ryj^Wsłodkich usteczkach, wystosowałam grzecznego acz wkurzonego maila do korzystających z kuchni, gdzie do cholery są moje czekolady. Przyznało się dwóch, z czego jeden dorzucił, że I TAK BYŁO NIEDOBRE. A poza tym oni myśleli, że to ogólnofirmowe goodies i można wpierdzielić. Przecież leżało w ogólnofirmowej szufladzie, nie było podpisane i zamknięte na klucz. Chleba nie ruszali, bo chleba firma nie kupuje. Czekolady też nie kupuje. Ale może tym razem kupili. O, jakby było w lodówce, to by też nie wzięli.

Szanowna widownio, czy ja się za dużo domagam? Na kilka zapytanych znajomych (płci niemęskiej), większość odpowiedziała "Było podpisać". Chyba jestem w mniejszości :-/

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 25, 2006

Link permanentny - Kategoria: SOA - Komentarzy: 8 - Poziom: 3

« Zmiany, zmiany - Mam lenia »

Komentarze

siwa

Podpisane tez biorą. Miewałam mleko. Teraz trzymam w Tej Lodówce. Z Tamtąd nie biorą, bo się brzydzą.

iskanna

Podpisywanie nic nie daje. W jednej z Fabryk konieczne było dokupienie kłódki do szafki (szafki były podpisane. Ba, nawet pomalowane, powyklejane - no trudne do pomylenia).

Hanka

Nie należy podpisywać. Za łatwo zidentyfikować, czy prawowity właściciel jest w pobliżu.

W czasach, kiedy jeszcze można było wychodzić z pracy po zakupy, mało rzeczy wkurzało mnie bardziej, niż kiedy przed wyjściem sprawdzałam, czy mam mleko (tak, mam), a po powrocie okazywało się, że jednak nie mam (mam za to możliwość wyrzucenia pustego kartonu, który buc wyżeracz dla niepoznaki zostawił w lodówce). Właściwie bardziej wkurzyła mnie tylko jedna rzecz: kiedy buc wyżeracz dobrał się do reklamówki zawierającej kompletne zakupy, wywlókł z reklamówki worek, z worka trzypak czekolady, rozerwał i rąbnął jedną tabliczkę, a resztę elegancko zapakował z powrotem. Dla ułatwienia dodam, że od niepamiętnych czasów w firmie nie ma "państwowego" jedzenia.

Odkupią chociaż?

siwa

Nie zastawiałaś pułapki.
Jak młodemu wypijali soczek na obozie kazałam mu nasikac do kartonu.

Zuzanka

No więc jest śmiesznie. Od kolegów-wpierdzielaczy dostałam tylko mesga na GG, cytuję, "czy ktoś mi odkupił, hehe". po czym opadły mi cycki, jak poinformowałam, że owszem - kołorker, który nie zeżarł, ale było mu przykro. To, hehe, włóż do tej szuflady, to zjemy znowu.

Szukam ciepłego miejsca, w którym mogę eksplodować.

Hanka

No więc ja jednak postuluję tę strzykawkę może... Jak eksplodujesz w ciepłym miejscu i poleżysz, możesz się nadać ;-/

Może się bucefały do jutra zreflektują. No wiesz, prawdziwa mę-szczy-zna nie może tak od razu.

Siwa, jak by to... Bysiek ma łatwiej, ju noł.

siwa

Oj. Łatwiej. Narzekasz. Ale z czekoladą zrobiłabym jakiegoś psikuska... Co jest w proszku, dobrze się rozpuszcza, nie zabija, jest wstrętne i się odbija?

Hanka

Eksplodowana Zuzanka? A nie, miało nie zabijać.

Ała, ała, już nie będę, ała.

Skomentuj