Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Gary Shteyngart - Nasi przyjaciele na wsi

2020, początek pandemii. Sasha Senderovsky, rosyjski emigrant, zaprasza swoich przyjaciół ze studiów - również emigrantów - do swojej posiadłości na wsi, żeby wzorem “Dekameronu” odcięli się od zapadającego na COVID świata w bezpiecznej enklawie. Gromadzą się ludzie, związani z filmem, literaturą, nauką czy IT, którzy do niedawna spędzali czas przenosząc się z miejsca na miejsce, współcześni wysoko opłacani nomadzi cyfrowi; nagle stracili możliwość zarabiania i mobilność. Sam Senderovsky zaprasza nieco kontrowersyjnego aktora, z którym próbuje napisać scenariusz, to ważne, bo wyczerpały mu się dotychczasowe źródła dochodu. Goście jedzą wyrafinowane jedzenie, piją drogie alkohole, oglądają różne reality show, niektórzy czytają, niektórzy romansują ze sobą. Dookoła jest amerykańska prowincja z lokalnymi nacjonalistami, ludźmi, którzy nie patrzą napływowym w oczy i są ewidentnie nastawieni do nich wrogo. I pandemia, zbierająca w USA coraz większe żniwo.

Z jednej strony to bardzo udany reportaż, pokazujący ludzkie zachowania z początków pandemii, kiedy jeszcze nie było nic wiadomo poza tym, że odszedł świat, który wszyscy znali. Delfiny w weneckich kanałach, uratujemy środowisko, bo zmniejszył się ślad węglowy chaotycznie latających globtroterów, samowystarczalność wspólnot, nowe sposoby komunikacji. Spoiler alert: ten świat nie odszedł, bardzo szybko wrócił, patrząc z perspektywy 2026, nic się nie zmieniło. Ale w efekcie pandemii pojawiło się kolejne rozwarstwienie społeczne, jak w rosyjskich powieściach, gdzie szlachta gromadziła się na uciechach i rozrywkach, pozwalając obsługiwać się służbie (tu: pracownikom pierwszej linii). Z drugiej autor jest bardzo skupiony na znanym sobie wycinku społecznym, dość ubogim mimo pozornego zróżnicowania, dodatkowo w ramach opisu śmierci z powodu wirusa wchodzi w opisy deliryczne i metaforyczne, które ze spokojem można pominąć przy czytaniu. Nie jest źle, na pewno lepiej się czyta niż “Historię miłosną”, zwłaszcza że literatury o pandemii jest raczej mniej niż więcej.

Inne tego autora.

#108

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday August 26, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Komentarzy: 6

« Jess Walter - Piękne zgliszcza - Han Kang - Idzie chłopiec »

Komentarze

JoP
Najnudniejsza książka roku, tylko głupi wewnętrzny przymus czytania do końca sprawił, że przebrnęłam.
Zuzanka
Mnie nawet nie nudziła, bo część typowo pandemiczna budzi nadal dużo myśli o tym, jak łatwo zapominamy. Ale Shteyngart ma niesamowitą wprost umiejętność tworzenia absolutnie antypatycznych bohaterów, wszyscy są okropni.
JoP
Ja w ogóle mam dziwny zgrzyt z czytaniem tej książki, bo pamiętam to tak, że przeczytałam u WO recenzję, która mnie przekonała do zakupu (i pamiętam ogólnie, co w tej recenzji było). Jak czytałam książkę, to miałam totalne WTF, bo miałam wrażenie, że ja i recenzent czytaliśmy inną książkę (ale ogólnie realia się zgadzały, wieś, pandemia, charakterystyka postaci, te sprawy, więc to musiało być to). Tymczasem Google nie znajduje takiej recenzji autorstwa WO, ani na jego blogu, ani w ogóle nigdzie. Więc może jest to taka historia jak z ręcznikami mojego męża, który „pamiętał” z detalami kupowanie ręczników w San Diego (tylko że ręczniki dostaliśmy w prezencie od znajomych, a on nigdy nie był w San Diego). Ale uroić sobie recenzję książki? I z grubsza trafić w fabułę bez czytania? Czy to już czas na MRI mózgu?
Zuzanka
Może to jest autosugestia, ale ja też coś takiego kojarzę, dużo o genialności autora, z czasów kiedy miałam wtf po lekturze "Historii miłosnej". Może o tej samej recenzji myślimy?
PS Wiem, to nie recenzja "Przyjaciół".
JoP
Tę recenzję „Historii miłosnej...” znalazłam dopiero teraz, jak usiłowałam dociec, czemu właściwie kupiłam „Naszych przyjaciół”, bo gdyby mnie ktoś spytał parę miesięcy temu, to bym odpowiedziała „przeczytałam na blogu WO recenzję, która mnie zaintrygowała i przekonała”. „Historii miłosnej...” nie czytałam i raczej nie przeczytam, autor totalnie mnie zniechęcił już tą jedną książką. Być może ogólnie z recenzjami WO tak jest (czytałam jakieś jego wynurzenia na temat „07 zgłoś się” i miałam jedno wielkie WTF i zjawisko rozmijania się przez niego z detalami jest doskonale znane (blog Kompromitacje regularnie się po nim przejeżdża), tylko to nadal nie wyjaśnia, gdzie i czyja była to recenzja, z powodu której kupiłam „Naszych przyjaciół”, bo ja kupuję bardzo mało beletrystyki i muszę mieć naprawdę dobry powód ku temu.
Zuzanka
Ja na pewno nie czytałam recenzji przed, w nowościach posiłkuję się od kilku lat listą nominacji do The Book Tournament, zwłaszcza jeśli są na promkach w skupszopie czy upolujebooka. Wiadomo, hit and miss plus to amerykańska literatura, ale zdarzają się perełki.

Skomentuj