Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

12 prac Asteriksa

Był taki film o Asteriksie (z rysunkowych), kiedy mieli z Obeliksem załatwić coś w urzędzie w Lutecji i biegali z piętra na piętro, uzyskując kolejne punkty insan^Wsprawności. Dzisiaj i ja się wypuściłam na maraton po publicznej służbie zdrowia, albowiem badań prenatalnych nie idzie (tak wygląda, w Poznaniu są realizowane przez jedną prywatną klinikę, termin na marzec) zrobić niepublicznie. Najpierw odbiłam się od ogólnej niechęci pani w rejestracji, która odpytała na okoliczność wieku i uznała, że skoro nie mam 35 lat, to po co mi, a jak już bardzo chcę, to po 12 tygodniu. Z 12 zrobił się jakoś niespodziewanie 13, więc wymigując się z jednego zjebrania wstałam o 6:30 i poszłam w śnieg. Rejestracja zaczyna się od 8 rano, ale lepiej być wcześniej ;-)

Drugie piętro po raz pierwszy. Melduję się w rejestracji. Sympatyczna pani odsyła mnie piętro niżej po numerek do USG, bo "szybciej wychodzą".

Pierwsze piętro po raz pierwszy. Zaiste, szybciej, dostaję 23 na 25 dostępnych.

Drugie piętro po raz drugi. Rejestracja właściwa, dowód, książeczka ubezpieczeniowa, obok druga przemiła recepcjonistka odpytuje pacjentkę o intymne szczegóły typu stan pochwy. Dostaję numerek 7, zostaję zważona i obmierzona w sensie ciśnienia oraz dostaję pozwolenie na pójście na śniadanie, albowiem lekarz przychodzi o 10.

Parter po raz pierwszy (no, drugi, licząc wejście). Herbata i drożdżówa z jabłkiem i kruszonką. Laptop się przydaje, wykończam triala Chuzzli.

Drugie piętro po raz trzeci. Wizyta u ginekologa. Odpytuje o wiek, o tydzień ciąży, o choroby genetyczne w rodzinie, po czym oświadcza, że wprawdzie jest za badaniami prenatalnymi i każda kobieta powinna, ale ze względu na to, że jednak dla NFZ jestem za młoda (nie mam 35 lat), mam się udać na 1. piętro, żeby dowiedzieć się, czy nie powinnam za badanie zapłacić.

Pierwsze piętro po raz drugi. Recepcja odsyła mnie do kasy.

Trzecie piętro po raz pierwszy. Uśmiechnięta pani w kasie objaśnia mi, że tak, za młoda, mam zapłacić 70 zł za USG oraz 85 za pobranie krwi i test. Negocjuję zapłatę kartą, zapominając, że nie jestem w świecie współczesnym.

Parter po raz drugi (bądź trzeci). Oddalam się rączym kłusem do bankomatu, szczęśliwie w odległości kilkuset metrów. Wracam z gotówką.

Trzecie piętro po raz drugi. Uiszczam, dostaję kwitki.

Pierwsze piętro po raz trzeci. W gabinecie USG zostaję obsobaczona, że po pierwsze nie mam 35 lat i po co mi to badanie, na co nieśmiało macham dwoma skierowaniami od dwóch lekarzy oraz kwitkami, że już zapłaciłam. Pani pielęgniarka oznajmia, że mi podstempluje i mi zwrócą. Delikatnie sugeruję, że wolałabym jednak to USG zrobić nawet prywatnie, nie chodzi o 70 zł. Pan od USG unosi się honorem, że wiek nie wiek, USG należy mi się jak psu miska, pieniądze mi oddadzą i zrobią, a badanie krwi to po USG, jak trzeba. Z USG wychodzi, ze mam w środku sprawną 13-tygodniową kijankę długości 7,1 cm. Pani pielęgniarka stempluje mi kwitki z kasy i każe odebrać środki finansowe, gratulując dzieciątka i każąc się odziać szybko, bo ona się spieszy.

Trzecie piętro po raz trzeci. Z niejakim zażenowaniem przynoszę przed chwilą opłacone kwitki, szczęśliwie pani z kasy jest całą sytuacją ubawiona, oddaje mi pieniądze i obiecuje, że na następny raz będzie lepiej poinformowana.

Drugie piętro po raz czwarty. Oddaję zestaw papierów, który zbierałam w każdym gabinecie i dostaję pozwolenie na opuszczenie jednostki.

Parter po raz trzeci. Jak stwierdziła pani w kasie, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday February 11, 2009

Link permanentny - Kategoria: C is for cinnamon - Komentarzy: 3 - Poziom: 3

« Ciągle zimno - Proszę zabrać zimę, NAOW »

Komentarze

hanka

Ja pierniczę. Do służby zdrowia to jednak trzeba mieć zdrowie. Pokafotkę :)

Zuzanka

Kiej nie mam. Nie dali, a ja byłam wzruszona żołądkiem i nie poprosiłam.

havvah

Heh, to mnie się udało, bo lekarz fundowany przez korpo akurat pracuje też w poznańskim kołchozie porodowym i po prostu polazłam do niego na dyżur w niedzielę i uniknęłam tych wycieczek od Annasza do Kajfasza… A co do fotek – następną razą weź płytkę cd – czasem są takie sprytne maszyny, że od razu zapiszą zdjęcia na niej (btw – sierściuch ostatnio tak dostał rentgena płuc). Pomyśl, ile można by z tym w photoshopie zdziałać :D

Skomentuj