Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Oglądam

Animals

“Animals” to trzy sezony animacji o nowojorskich zwierzętach, z okolicznościowymi wstawkami nieanimowanymi. Poszczególne odcinki opowiadają niezależne historie, ale całość sezonu spięta jest jakąś klamrą fabularną z perspektywy człowieka - wyborów nieuczciwego burmistrza, laboratorium wytwarzającego szkodliwą substancję, a w efekcie powodującą kataklizm w Nowym Jorku, czy próbę zniwelowania skutków kataklizmu. Każdy odcinek - czy to wśród szczurów, gołębi, psów, kotów czy wiewiórek - to jakaś historia przyjaźni bądź konfliktu między Philem Matarese a Mikiem Luciano (twórców serialu). Głosy podkładają znani aktorzy (i jest ich dużo), w części nie animowanej pojawia się RuPaul czy Demi Moore.

I tu mam pewien zgryz, bo mi ten serial zwyczajnie nie podszedł, ani pod względem animacji, ani humoru. Dużo żartów fekalnych, dialogi mocno wulgarne (a wierzcie mi, nie jestem z tych, których brzydkie słowo jakoś specjalnie uwiera), akcja często dilerska - purnonsens, umowność i absurd, ale w takiej formie, która mi nie pasowała.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa stycznia 13, 2021

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


I don’t feel at home in this world anymore

Ruth, salowa w domu opieki, wraca do domu po ciężkim dniu, żeby odkryć, że ktoś ją okradł - zniknął laptop rodzinne srebra odziedziczone po babci. Policja nie wydaje się tym specjalnie przejmować, co gorsza zrzuca na Ruth odpowiedzialność za słabe zabezpieczenie domu. Rozczarowana kobieta zaczyna własne śledztwo od przejścia się po dzielnicy i ankietowania sąsiadów, czy może coś widzieli (nie, nie widzieli). Tak trafia do domu Tony’ego, z którym jakiś czas wcześniej miała spięcie w kwestii defekacji jego psa na trawniku. Nieporozumienie z psem się wyjaśnia, a Tony okazuje się mieć dla Ruth najwięcej współczucia ze wszystkich. Kiedy w telefonie Ruth pojawia się alert o lokalizacji laptopa, ponownie zignorowana przez policję prosi o wsparcie Tony’ego. Po odzyskaniu laptopa kolejnym tropem jest targowisko ze starociami, gdzie Ruth odnajduje swoje srebra i trafia na złodzieja, dzięki czemu może podać policji dane jego samochodu. A co policja? Oczywiście, ignoruje sprawę, traktując ją coraz mniej poważnie, co - nie dziwmy się coraz bardziej wściekłej i rozczarowanej do świata Ruth - daje kobiecie sumpt do walki o swoje.

Film był dla mnie sporym zaskoczeniem, bo spodziewałam się łagodnej historii o niedostosowaniu łagodnej bohaterki do świata, a dostałam krwisty - choć pełen humoru - thriller w klimacie “Fargo”, z gęsto ścielącymi się trupami. Co wcale nie było wadą, bardzo przyjemna rozrywka na zimowy wieczór.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 10, 2021

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


Witajcie w rodzinie / Benvinguts a la família

Angela, opuszczona 10 lat temu przez męża matka trójki dzieci[1], której w wychowaniu pomaga szwagier, dowiaduje się nagle od komornika, że jej mąż obciążył długami mieszkanie i mają się natychmiast wyprowadzić. Jedyną szansą na pożyczkę są jej rodzice, ale - jak się okazuje - wyrzucili ją 25 lat temu z domu, kiedy zaszła w pierwszą ciążę. W domu rodzinnym nieco się pozmieniało - matka z demencją jest w domu opieki, jej miejsce zajęła nowa partnerka ojca, przebrzmiała aktorka, a ojciec - nie, on się nie zmienił. Ponownie wyrzuca niewdzięczne dorosłe dziecko z domu, tyle że przerywa mu w tym atak serca. Już dzwonią na pogotowie, ale Angela wpada na pomysł, żeby znaleźć testament przed zgłoszeniem zgonu. I to jest powodem, że senior Navarro ląduje w zardzewiałej zamrażarce, skradzionej ze stacji benzynowej; testament nie obejmuje ani córki, ani drugiej żony, a wszystkie walory przypadają bratu Angeli.

To taki serial, że trzeba zaakceptować konwencję purnonsensu - absurdalne zwroty akcji, wprowadzenie kolejnych odjechanych bohaterów - wścibskiej sąsiadki-tenisistki, zakochanej w denacie, adwokata-cwaniaka, zakochanego w Angeli kolegi z liceum, który okazuje się być policjantem, byłej dziewczyny Nando - kłamczuchy czy wreszcie aktora, który za bardzo wciela się w swoją rolę. Niektóre sceny są slapstickowe, niektóre wzruszają, całość przypomina skrzyżowanie ”Lepszego życia” z wczesnym Almodovarem. Ja konwencję niespecjalnie lubię, więc konsekwentnie narzekałam podczas oglądania, TŻ-owi się bardziej podobało.

[1] Przyznam, że nie do końca zrozumiałam kwestię ojcostwa, jako że trójka dzieci do siebie zupełnie nie podobna, a młodszy syn - w przeciwieństwie do reszty - ma czarną skórę. Na swoje usprawiedliwienie mam, że serial jest kataloński i nie rozumiem prawie nic.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa stycznia 6, 2021

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Red Dwarf: The Promised Land

Jeśli zastanawiacie się, czy serial o statku, na którym kosmos przemierzają ostatni człowiek na świecie, wyewoluowany kot, pretensjonalny hologram i android z poczuciem winy, którego pierwszy sezon pojawił się w 1988 roku (#gimbynieznajo), ma jeszcze rację bytu, to odpowiadam, że tak. Lister odkrywa nieco przestarzałą dyskietkę z oryginalnym kodem Holly'ego, superkomputera; niestety Holly nie ma w pamięci doświadczeń ze wszystkich podróży i planuje się załogi pozbyć. Dzięki temu ekipa trafia na przelatujący statek, gdzie Rimmer staje się Potężnym Światłem, androidzkim superbohaterem, a Lister odkrywa, że ukrywający się na statku koci uciekinierzy traktują go jak boga. Kot jest jak zwykle piękny, chociaż podobno jego ziomkowie wywalili go ze swojego statku za bycie niewystarczająco cool, a kocia flota wojenna strzela pociskami, które robią MIAU. Doskonały na Sylwestra, obśmiałam się jak norka oraz absolutnie chcę holograficzną kamizelkę Kota.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota stycznia 2, 2021

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Flowers

Maurice Flower jest pisarzem, tworzy mroczne książki dla dzieci o rodzinie Grubbów. Shun, ilustrator z Japonii, dokłada do tego równie dziwne i niepokojące ilustracje. Deborah, żona Maurice’a, cały czas się uśmiecha, zaaferowana kontaktami z sąsiadami, obiadem, przyjęciem. Dorosłe bliźnięta, Amy i Donald, nie są wdzięcznymi rozmówcami - Amy jest zamknięta w swoim dziwnym świecie, Donald tworzy kolejne wynalazki i chętnie każdemu wyjaśnia swój geniusz. Kręci się też babcia z demencją, wprowadzając silny element irracjonalny. Zapomniałam wspomnieć, że rzecz zaczyna się od tego, że Maurice próbuje się powiesić, bo od lat cierpi na depresję.

To jest komedia, ale slapstik przeplata się z dramatem. Pierwszy sezon to próby zatuszowania depresji Maurice’a i powolne wejście Amy w fazę manii, bo dziewczyna ewidentnie cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową. W drugim sezonie Deborah publikuje książkę o swoim życiu z osobą w depresji, Amy chce odkryć, skąd się wzięła rodzinna klątwa, a Shun - zawsze uśmiechnięty i pomocny - ujawnia swoją tragedię. To dziwna, chaotyczna, absurdalna i dziejąca się w brytyjskiej nibylandii opowieść, prześlicznie filmowana, z magicznymi pejzażami i trudnymi historiami.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudnia 29, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Trumniarze / The Casketeers

Unikam rozrywki typu documentary czy reality show, zwłaszcza opartych na dziwnych formułach (zamknięcie, konkurs, związki, wygrywanie kontrastów społecznych). Zaryzykowałam “Trumniarzy”, bo usłyszałam u Okuniewskiej[1], że klimatycznie podobne do - również nowozelandzkiego - “Flight of the Conchords”. Otóż zupełnie nie, jedynym wspólnym mianownikiem jest lokalizacja, co nie zmienia mojego odczucia, że to najmilszy i najbardziej uroczy reportaż z pracy domu pogrzebowego Tipene w Onehunga. Francis Tipene, właściciel, jest sympatycznym, wrażliwym człowiekiem, angażującym się w życie swoich pracowników, pełnym empatii dla rodzin, którym organizuje pogrzeby, a przy tym ma swoje drobne śmiesznostki, które sprawiają, że całość nie jest posępna ani przesłodzona. Jest o diecie, życiu rodzinnym, uczeniu się zawodu, odkurzaniu liści czy okazyjnych zakupach starych samochodów (pro-tip: niekoniecznie, zwłaszcza jak żona mówi, że to żadna okazja). Sednem historii są oczywiście pogrzeby, realizowane w kulturze maoryskiej z elementami ekumenicznymi, bardzo ciekawe poznawczo. Czasem jest ksiądz, czasem pogrzeb celebruje Francis lub jedna z pracowniczek firmy, zawsze jednak to okazja, żeby powiedzieć dużo ciepłych słów o zmarłym i dać jego rodzinie oparcie.

[1] Jeśli nie słyszałyście o Okuniewskiej, to gorąco polecam podcasty[2] o związkach (“Ja i moje przyjaciółki idiotki”), które łyknęłam jak pelikan rybki. Nieco mniej podszedł mi cykl “Tu Okuniewska”, bo tu już parę rzeczy mi zgrzytało, oczywiście kwestia osobnicza i pokoleniowa.

[2] Swoją drogą, kilka lat temu polecało się blogi, teraz kanały na youtube czy podcasty. Chcecie garść moich polecanek?

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudnia 22, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1