Więcej o
Oglądam
Ron Trosper ma ważne zadanie - zrobić oficjalny kick-off projektu budowy nowego centrum handlowego w priorytetowej lokalizacji. Niestety, podczas prezentacji siada na uszkodzonym krześle i z niego spada, blamaż przed całą firmą, niefortunne lądowanie pod spódnicą koleżanki, obciach. Oficjalnie, Ron obraca wszystko w żart, ale że jest jak Tommy Lee Jones w “Ściganym”, próbuje wyśledzić, skąd się wzięło wadliwe krzesło. Kosztem pracy i życia prywatnego wkręca się w rozpracowanie spisku, w którym obrywa po głowie, grożą mu i jego rodzinie, a do tego jego stanowisko jest zagrożone.
Niestety, to serial z takim nagromadzeniem żenady i zachowań szkodliwych, że boli podczas oglądania, więc przyjemność z gatunku dla znawców. Wszystkie postaci są skrajnie niesympatyczne i irytujące, zwłaszcza Ron (Tim Robinson, zwyczajnie nie lubię gry tego aktora i jego przejaskrawionej mimiki). Zaleta - serial jest krótki i zakończenie jest nawet zabawne, ale jak ktoś pracował w korpo, to się w cyrku nie śmieje.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday January 12, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Nazir studiuje ekonomię, nie jest zbyt popularny, dlatego cieszy się, kiedy zostaje zaproszony na imprezę studencką przez czarnego kumpla; będą chętne dziewczyny. Niestety, zaczyna się pechowo - znajomy, który miał po niego przyjechać, nie pojawia się, Naz bierze więc ukradkiem taksówkę, która jest współwłasnością jego ojca i dwóch innych kierowców, odda zanim ojciec zacznie pracę. Ale taksówka w Nowym Jorku to łakomy kąsek, więc najpierw wbija mu dwóch facetów, których pozbywa się z pomocą policji, a potem atrakcyjna Andrea, której już nie wyrzuca. Zaczynają wspólną noc, trochę narkotyków, alkoholu, wreszcie intensywny seks w jej mieszkaniu na Brooklynie. Naz budzi się w kuchni, późno, chce się pożegnać i wrócić do domu, ale zamiast całusa na dobranoc znajduje Andreę martwą. Panikuje, ucieka, wraca, bo zapomniał kurtki z kluczykami, zabiera zakrwawiony nóż, ucieka znowu i zostaje chwilę później zatrzymany za nieostrożną jazdę. Finał nocy jest oczywisty - świadek zeznaje, że na miejscu był etnicznie wyglądający młodzieniec w taksówce, policja dodaje dwa do dwóch, odrobina profilowania rasowego, całkowicie skołowany i spanikowany Naz ląduje w celi. I tu pojawia się Stone, niskobudżetowy prawnik z egzemą (fantastyczny Turturro), który węszy okazję na szybki zarobek. Problem w tym, że Naz uparcie twierdzi, że jest niewinny, nie zgadza się na ugodę z wyrokiem 15 lat za nieumyślne spowodowanie zbrodni i ląduje w więzieniu w oczekiwaniu na proces, mimo że szanse są minimalne. Sprawa szybko trafia na pierwsze strony gazet, a prokuratorka ma naciski, żeby ją jak najszybciej zakończyć.
Jaka to pyszna, wieloznaczna historia. Niewinny student okazuje się wcale nie tak niewinny, zamordowana dziewczyna ma swoją historię i osoby, które jej źle życzą. Detektyw prowadzący sprawę, mimo że jest na progu emerytury, czuje, że coś jest nie w porządku. A adwokat, taki małokalibrowy cwaniaczek, okazuje się być całkiem sprawny. Ale pomijając samą intrygę, bohaterką serialu jest egzema Stone’a, który próbuje jej się pozbyć czasem dość egzotycznymi metodami. Jako osoba z ATZ (szczęśliwie od lat zaopiekowanym) czułam swędzenie na całym ciele na widok zaognionej skóry detektywa i reagowałam bardzo emocjonalnie do telewizora. Oraz jest kotek. Kotek jest miły.
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday January 9, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Ksiądz Jud dał w gębę innemu księdzu, więc za karę zostaje przeniesiony na prowincjonalną placówkę, najgorzej. Na miejscu okazuje się, że dookoła wielebnego Wicka zgromadziła się uwielbiająca go grupa wiernych, a sam wielebny raczej nie nadstawia drugiego policzka. Jud próbuje po dobroci, potem podstępem, ale nie trafia do serc wiernych, a dodatkowo wielebny zaczyna traktować go jak wroga. Tylko czekać, aż znowu księdzu Judowi pęknie żyłka i rozpęta się przemoc. Wtem, podczas mszy w Wielki Piątek, wielebny Wicks zostaje zamordowany w bocznej izbie bez drugiego wejścia, gdzie odpoczywał podczas mszy po burzliwym kazaniu. Oczywiście wierni rzucają podejrzenie na Juda, policja też szuka śladów raczej pod kątem jego winy, ale na szczęście pojawia się Benoit Blanc, który widzi więcej. Tyle że sytuacja się zaognia - z rodzinnej krypty wielebny zmartwychwstaje na trzeci dzień, za to ginie kościelny. Znowu podejrzany jest ksiądz Jud. Do tajemnicy zamkniętego pokoju dochodzi tajemnica zmartwychwstania, a Blanc może nawet zawiesi swój ateizm na kołku. Albo może i nie.
Świetna obsada - Close, Renner, Scott, Haden Church, Brolin, Washington, tylko trochę przekombinowana intryga, dużo szydery z charyzmatycznych kapłanów. Znacznie lepszy kryminał niż część druga, ale z mniejszą siłą rażenia niż pierwsza.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday January 3, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
To był rok, kiedy dużo. Dużo trudnych rzeczy, z czego najtrudniejszą była choroba i odejście Burszyka, premenopauza, a i życie zawodowe nie ułatwiało. Doświadczenie z gatunku “nie chcę powtarzać”. Dużo dobrych chwil pomiędzy też było, zwłaszcza jak wjechało wspomaganie z apteki.
Sporo podróży: powrót do Amsterdamu po 17 latach; Berlin latem i zimą, Poczdam, Wannse i Goerlitz; Saloniki w listopadzie; Czechy latem - Liberec, Ostrava i Brno; pierwszy raz w Wiedniu; drugi raz w Andaluzji. A wszędzie pięknie.
Dużo czytania i słuchania, bo jednak czas nie jest z gumy. 122 książki z 16 krajów, Polska i USA na topce, a z egzotyki Sri Lanka i Pakistan (i tu pytanie, czy skoro autorzy mieszkają aktualnie w Wielkiej Brytanii, to się liczy?). 67 pisanych (lub współpisanych) przez panie, 55 przez panów. Z pretensjonalnego kanonu - “Idiota” i “Jądro ciemności” (meh, na pewno nie wrócę), ale było kilka doskonale czytalnych:
Dużo oglądałam, ale mniej rewelacji:
2026, bądź łagodny.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday January 1, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Czytam, Z głowy, czyli z niczego, Oglądam, Listy spod róży, Seriale
- Komentarzy: 2
Astronom przechwytuje transmisję z odległej galaktyki, po którym tentegowaniu rozkodowuje wiadomość jako sekwencję DNA. Naukowcy prowadzą eksperymenty na zwierzętach, wtem pierwszy człowiek ma kontakt z wirusem, niespodzianka, co może pójść źle. Wirus okazuje się mutować ludzi w ten sposób, że wszyscy stają się wspólną, wszystkowiedzącą i doskonale zorganizowaną jaźnią. Wszyscy poza jedną małą wioską w Galii, przepraszam, nie ta historia. Poza 13 osobami na całym świecie, które są na mutację odporne i tymi, którzy zginęli w trakcie procesu. Wszyscy unikalni cieszą się specjalnymi przywilejami, bo “Inni” są pełni miłości i łagodności oraz ich priorytetem jest szczęście tych, którzy nie mogli do wspólnej świadomości dołączyć. Większość się cieszy, bo tylko Carol - sarkastyczna pisarka romansów z Albuquerque oraz, jak się później okazuje, tajemniczy mężczyzna z Paragwaju - nie wierzą, że nagle złagodniała jednorodna ludzkość to dobry kierunek ewolucji. Zwłaszcza że nie są w stanie zabić jakiejkolwiek istoty żywej, w tym rośliny, więc pozyskiwanie żywności na długi dystans zrobi się problematyczne.
To bardzo dobry serial, wciągający i absolutnie nietrywialny, ale miałam z nim taki zgryz, że to wszystko już było. Już w Kingsajzie był system jedności (“Ja wiem, polokoktowcy nas nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż oni nas wreszcie pokochają”.); w “Ostatniej na imprezie” byli ostańcy postpandemiczni i od nich tylko zależało, co dalej. Oczywiście będę oglądać do finału, zagrane jest to świetnie, ale pewnie następny sezon za dwa lata, warto poczekać.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday December 29, 2025
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Po lekturze Conrada zachciało mi się obejrzeć luźną ekranizację, i to w wersji rozszerzonej, bo kto bogatemu zabroni. Wojna w Wietnamie, w górę rzeki płynie kapitan Willard[1] z tajną misją likwidacji pułkownika Kurtza, który robi rzeczy nieakceptowane przez amerykańską armię. I wiem, mamy XXI wiek i wiemy, że mało jest rzeczy, których nie robiła amerykańska armia, ale już wtedy kapitan Willard - obserwujący zrzut napalmu w akompaniamencie “Lotu Walkirii”, Króliczki Playboya, przypadkowe śmierci cywilów - srodze się zastanawia, czym Kurtz przegiął. I jakkolwiek w finale jest dość srogo - tortury, ciała pomordowanych, zachwyt bezlitosnym etosem Viet Congu - film już tak nie szokuje, jak kilkadziesiąt lat temu. Na plus - muzyka, światło i kadry oraz to naprawdę dobra ekranizacja, w duchu "Jądra ciemności". Na minus - toporny, nawet jak na koniec lat 70. voice over (tak, czytałam, kto nagrywał). Z perspektywy razi też filmowe przedstawienie "Wietnamu" i "Kambodży", może wrócę na chwilę do Nguyena. Nie wiem, czy warto wersję reżyserską, ponad 3 godziny oglądania, dla mnie trzy wieczory.
[1] Młody Martin Sheen wygląda jak zlepek Esteveza i Charliego, nie wyprze się synów. Niespodziewane cameo Harrisona Forda, a Lawrence'a Fishburne'a nie poznałam, na swoje usprawiedliwienie mam, że miał wtedy 14 lat.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday December 22, 2025
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj