29 lipca 2010
Hanna Januszewska - Pierścionek pani Izabeli
Jedna z tych książek z dzieciństwa, których się po latach szuka, pamiętając tylko, że był budynek z galeriami i z tych galerii wchodziło się do domów, a przed domem rósł kasztanowiec. A potem się po latach czyta i już-już się wsiąka w magię domu, którego zacinające się normalnie drzwi przenoszą bohaterów w czwarty wymiar, gdy jak wiadro zimnej wody oblewa czytelnika natrętna pedagogiczna nuta. A to student fizyki trafia do ogrodu Izaaka Newtona i uczy się o przyciąganiu ziemskim, lubiący fajerwerki 10-latek trafia w czasy Napoleona i dowiaduje się o ówczesnych materiałach wybuchowych, a po wybuchu leci w gwiazdy i ogląda z bliska konstelacje, zaś babcia kochająca kokoszki trafia do kurnika i jest szczęśliwa. Wszyscy przez cały czas szukają tytułowego pierścionka, który ginie pani Izabeli, niegdysiejszej gwieździe opery. I znajdują, bez specjalnych efektów. Oczywiście na końcu wszyscy bratają się na przyjęciu przy galeryjce, bo wszyscy się lubią i chętnie z sąsiadami spotykają.
Urocza książka dla dzieci (tym bardziej, że jedna z dziewczynek Złudnych ma na imię Maja), ale zgrzyta bardzo czytana nieco później niż w wieku lat piętnastu.
php powiedział(a),
30 lipca 2010 o 07:06:26
a mnie od tej książki zaczęło się zauroczenie limerykami :)
Tores powiedział(a),
30 lipca 2010 o 12:41:07
Pamiętam! Te galeryjki, z których się wchodziło :)
kurt.wagner powiedział(a),
01 sierpnia 2010 o 09:23:08
Uwielbiałam w wieku dziesięciu lat, ale już wtedy widziałam dydaktyzm (zwłaszcza w kwestii kalichlorku). Natomiast przypominając sobie (jak wiesz) po latach zrozumiałam, co mi się jednak najbardziej podobało - ilustracje Szancera z tego okresu, który do tej pory najbardziej lubię :)
Ale w polskiej literaturze dziecięcej generalnie aż dymi od smrodku dydaktycznego. To dlatego zawsze wolałam anglosaską ;p
Zuzanka powiedział(a),
01 sierpnia 2010 o 09:38:46
Och, wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Szancer! Zawsze ubarwiał dla mnie nawet najnudniejszą książkę - nie lubiłam szczególnie historii wierszowanych typu, ale jeśli miała ilustracje Szancera, zawsze czytałam po kilka razy. Te subtelne talie u pań, szczupłe twarze chłopców, delikatne kreski tworzące las, fizjonomie zwierząt.