15 marca 2010
Bękarty wojny
Tarantino umie nakręcić film o dowolnej fabule, który trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Pomaga jednak, jak da się poczuć cokolwiek emocji w stosunku do któregokolwiek z bohaterów. Tutaj nie. Forma mnie zachwyciła (i muzyka, i filmowanie, i pejzażyki, i gra aktorska, i żonglerka językami, i kostiumy, i drugoplanowe smaczki), natomiast treść spłynęła jak po, excuse le mot, kaczce. I nie jest to film, do którego chciałabym wracać (a dodam, że Kill Billa oglądałam ładne kilka razy, podobnie Jackie Brown czy już mniej, ale i tak, Pulp Fiction). Nie przez epatowanie okrucieństwem, bo tutaj sceny zabijania są przewrotnie poetyckie i barwne, przez co absurdalnie ładne, a przy tym nie komiksowo przerysowane jak w KB vol. 1, ale ogólnie jakoś się nie polubiliśmy. I ten Brad Pitt do niczego.
zofia powiedział(a),
15 marca 2010 o 17:20:18
Brad Pitt jak najbardziej tak..... stylistyka amerykańskiego żołnierza i ten wojskowo-amerykański akcent...
zofia powiedział(a),
15 marca 2010 o 17:21:35
... a kulturalne okrucieństwo Hansa Landy to mnie przerażało...
ajot powiedział(a),
15 marca 2010 o 17:26:41
Hans Landa był przedstawiony rewelacyjnie.
megan powiedział(a),
15 marca 2010 o 19:40:53
Ja nie obejrzę drugi raz, bo jednak odrobinę mnie zszargało. Ale amerykański akcent Brada Pitta wart każde pieniądze. Szczególnie, gdy udawał Włocha.
Zuzanka powiedział(a),
15 marca 2010 o 21:08:52
Mnie BP zirytował. Akcent akcentem, ale taki Til Schweiger czy aktor grający Landę kładli go na łopatki.
Pru powiedział(a),
15 marca 2010 o 23:26:18
Landa rządzi, gdyby nie dostał tego oscara, co go dostał, to by się oscary do reszty skompromitowały, ale co do reszty zgadzam się z Zuzanką
nie ma tam nikogo z kim bym się chciała zaprzyjaźnić
Pru powiedział(a),
15 marca 2010 o 23:26:25
Landa rządzi, gdyby nie dostał tego oscara, co go dostał, to by się oscary do reszty skompromitowały, ale co do reszty zgadzam się z Zuzanką
nie ma tam nikogo z kim bym się chciała zaprzyjaźnić
Widziałem powiedział(a),
19 marca 2010 o 13:43:29
I taki jest smutny los nie-amerykańskich aktorów. Choć Brad Pitt był w tym filmie jedynie cieniem innego aktora, który stworzył kreację o niebo od pittowej lepszą, to nazwisko Pitta znają i wymieniają wszyscy przedmówcy, natomiast nazwiska Christoph Waltz nawet nie zapamiętali...
Bo też, przynajmniej w Polsce, trzeba być - jak ja - germanistą i fanem niemieckojęzycznego kina, by tego fenomenalnego aktora znać i od dawna cenić. Dla wszystkich innych liczą się już tylko grajkowie z ju-es-ej...
Zuzanka powiedział(a),
19 marca 2010 o 22:16:52
No trochę smutny. Ale nie deprecjonuj aż tak Brada Pitta, ma na koncie dużo dobrych ról. Ta była nijaka.
ajdekato powiedział(a),
22 marca 2010 o 18:00:20
Hugo Stiglitz - z tym bym sie chetnie zaprzyjaznila!!!:))
zofia powiedział(a),
22 marca 2010 o 18:11:36
do Widziałem .... "Dla wszystkich innych liczą się już tylko grajkowie z ju-es-ej..." Czy to zarzut do "wszystkich innych"? Ja rzeczywiscie Christophera Waltza widzialam w filmie pierwszy raz i owszem nei pamiętam jego nazwiska, choć jego rola była świetna. Druga rzecz, że były to mocno różniące się postacie. Jedna mocno dramatyczna, poważna i aż ciarki przechodziły po plecach, druga była komediowa i przerysowana. Co do filmów w Polsce, to niestety, tak to jest, że u nas do kin wchodzą głównie propozycje amerykanskie i to nie koniecznie te najlepsze, ew. polskie na które zaprzestałam chodzic bo mnie regularnie rozczarowuja. Do filmów niemieckich akurat nie mam jakiegoś wielkiego ciągu, po częsci z tego powodu że nie znam niemieckiego, a przy szukaniu filmów nie-amerykańsich w internecie znalezienie napisów jest jeszcze trudniejsze niz znalezienie samego filmu. Ja ubolewam natomiast nad brakiem filmów francuskich. We francji do kin wchodzi jakies 10 francuskich filmów tygodniowo, w Polsce pojawia się jeden na pół roku...
zofia powiedział(a),
22 marca 2010 o 18:14:23
...a co do Brada Pitta.... to w Przekręcie (Snatch) prześwietny.... jak ktos powie ze nie to już naprawdę nie pojmę czemu