12 października 2009
Je-ssie-ń
Ubrałam się. Pomalowałam rzęsy nowym tuszem (Clinique High Impact Mascara, ale efekt taki... zwykły). Uczesałam włosy. Wyczyściłam polar z kocich kłaków. Kocyk do przykrycia nieletniej w wózku też. Buty wyciągnęłam z garderoby. A potem zaczęłam fotografować dynie. I bakłażana (z którym bym coś zrobiła, ale nie wiem, co). Bo za oknem nagle zrobiło się szaro. I lunęło. I tyle o spacerze.
eri powiedział(a),
13 października 2009 o 08:30:23
Też mam bakłażana (kolor, tekstura - jak mogłam nie wziąć, wysoki sądzie?) i też nie wiem co z nim dalej.
Tores powiedział(a),
13 października 2009 o 08:37:59
Gorzej, jak _trzeba_ wyjść, i nie ma, że boli, bo lekarz taki, lekarz owaki... A samochód u mechanika.
Zuzanka powiedział(a),
13 października 2009 o 09:45:21
W czwartek szłyśmy w zajebistą wichurę i deszcz na szczepienie. Może wreszcie zrobię to prawo jazdy...
wonderwoman powiedział(a),
13 października 2009 o 17:03:43
a ja dziecia ubrałam w pryliard warstw, wyszłam, lunęło, wróciłam, rozebrałam, a za oknem słońce.
jesień kurwa mać
Zuzanka powiedział(a),
13 października 2009 o 17:11:14
Tu to samo. Słońce, dziecko je, zasypia, deszcz. Za drugim razem wyszłam w słońce, wróciłam biegiem obsypana gradem (noś zapasowy kocyk i przy pogodzie, zawsze można dziecku paszczę zasłonić, żeby nie oberwało lodem).
Theli powiedział(a),
14 października 2009 o 10:13:39
A chustę do noszenia masz? Na spacer może nie bardzo, ale na krótkie wyjścia (sklep, lekarz itp.) lepsze od wózka i łatwiej dziecko przed wiatrem, gradem i deszczem ochronić - najpierw na siebie dziecko w chuście, potem duży płaszcz do opatulenia.