10 sierpnia 2009
Tatiana Polakowa - Karaoke dla damy z pieskiem
Czytało się lepiej niż Doncową, ale słabiej niż Marininę. Wiem, że wyjdzie, że jestem marudna, ale dalej każdy kolejny autor płci dowolnej, pochodzący z krajów na wschód od Polski, wywołuje u mnie uczucie obserwowania tygrysa przez pręty klatki, bo i śmiesznie, i straszno. Olga, taki na pół prywatny detektyw, na pół PR-owiec u jednego z bardziej potężnych decydentów w mieście (jak zwykle trafiłam w któryś z kolejnych tomów, więc niektórych rzeczy się bardziej domyślam), współpracuje z lokalną (oczywiście szeroko skorumpowaną) milicją i mafiozami (z którymi okazjonalnie sypia[1]). Zaczepia ją na bankiecie obca kobieta i sugeruje, że niebawem zginie, a od Olgi winszuje sobie, żeby wykryła jej mordercę. No to Olga wykrywa, dzielnie łącząc prywatne zobowiązania, seks i pracę.
Książka bardziej sensacyjna niż kryminał, dodatkowo bogato okraszona wstawkami damsko-męskimi, również takimi bardziej brutalnymi (bo rosyjska dusza czasem wymaga, żeby kobiecie lutnąć). Czyta się wartko, acz całość akcji zrobiła na mnie wrażenie dość chaotyczne - w połowie się zgubiłam, kto jest z kim, kto przeciw, kto dobry, kto zły (tu myślę, że to nie wada narracji, a tej rosyjskiej niedookreślonej ambiwalencji, w której nie ma czarne-białe, tylko szare, czasem zabarwione na krwisto-czerwone) i tak naprawdę - czy komukolwiek zależy na wykryciu sprawcy morderstwa.
Nie zrozumiałam też całości tytułu - owszem, damę (Olgę) i pieska (kapryśnego jamnika Olgi) ulokowałam. Ale dlaczego karaoke?
[1] W końcu czemu by nie, Szeroko Pojęci Mafiozi[2] mają czas, pieniądze i zapał, a Olga jest kobietą młodą, piękną i posiadającą całą szafę luksusowej przyodziewy, choć - co popularne w kobiecych kryminałach - na co dzień nosi adidasy, dżinsy i się nie maluje, zostawiając fryzjera i brylanty na specjalne okazje, co nie zmienia faktu, że cały męski świat jest nią zachwycony.
[2] Ależ oczywiście, że SPM mają złote serduszka, ogólnie postępują prawomyślnie i stanowią podporę społeczeństwa, broniąc ładu i porządku. A to, że mają nierejestrowaną broń, w razie potrzeby najpierw torturują ludzi, a dopiero potem obcinają język, omijają prawo tak skwapliwie jak przechodzień psią kupę na chodniku, tu skorumpują, tu postraszą, to taki niuansik.
Inne tego autora:
Tores powiedział(a),
10 sierpnia 2009 o 20:03:56
Bardzo jestem ciekawa, czy udało Ci się zrozumieć motywację, która kieruje Olgą? Bo ja, po kilku tomach, nie jestem w stanie pojąć sensu jej działań (ani w kwestiach damsko-męskich, ani "zawodowych"), a już zupełnie filozofii dopisywanej przez nią do dostawania po gębie od różnych amantów. Tak mnie ten brak zrozumienia zirytował, że przestałam czytać.
Tores powiedział(a),
10 sierpnia 2009 o 20:05:17
Aha - tytułów poszczególnych tomów także nie rozumiem.
Zuzanka powiedział(a),
10 sierpnia 2009 o 20:11:28
Mam jeszcze dwa tomy pod ręką, na razie nie podejmuję się ocenić. Te układy z Dziadkiem, zakumplowanymi milicjantami i szarą strefą są przedziwne. Ale muszę sobie robić przerwy między tomami, bo inaczej mi się zlewają. Stay tuned.
yacoob powiedział(a),
10 sierpnia 2009 o 20:14:47
"Całe zdanie nieboszczyka" w wersji wschodniej na miarę XXI wieku?
Zuzanka powiedział(a),
10 sierpnia 2009 o 20:17:03
Nie, raczej babski Ludlum/Follet. Analog Chmielewskiej to Doncowa, ona taka lżejsza i bardziej roztargniona.
Prunnella powiedział(a),
13 sierpnia 2009 o 21:42:15
ale się czyta mimo wszystko, mnie to bawi:))
Zuzanka powiedział(a),
13 sierpnia 2009 o 21:44:20
Ależ oczywiście. Ja bardzo lubię czytać przeraźliwe książki. Przynajmniej coś mi zostaje i łatwiej się pisze :->