07 sierpnia 2009

Matt Ruff - Złe małpy

Umieszczony w * Czytam o 13:25:43

Chyba bardziej od kiepskiej książki, którą odkładam w połowie bądź po kilkunastu stronach albo męczę długie dni, czytając po kilka kartek, nie lubię takiej, którą się świetnie czyta prawie za jednym posiedzeniem, a potem książka się kończy bez sensu. Niestety, to ten drugi przypadek. 90% książki to kompulsywne przerzucanie kolejnych stron, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, co dalej. Jane Charlotte w więziennym pomarańczowym uniformie siedzi w sali przesłuchań więzienia i opowiada terapeucie o popełnionym przez nią morderstwie, które de facto nie było morderstwem, tylko pracą wykonywaną na zlecenie tajemniczej Organizacji, która oczyszcza świat ze Złych Ludzi. Niestety, z wciągającej historii kolejnych odsłon, które pokazują siłę Organizacji, jej wszechstronność i możliwości, im bliżej tylnej okładki, tym historia opowiadania przez Jane zaczyna być coraz bardziej nieskładna, żeby na samym końcu dojść do finału klasy (uwaga, to nie spoiler): "a to wszystko to się śniło". Pozycja obowiązkowa dla fanów Dicka (nic dziwnego, w końcu to hołd dla pisarza) i dla usiłujących wyśledzić, czy ta rzeczywistość, w której aktualnie się jest, to ta prawdziwa czy wirtualna.

Komentarze »

  1. Stworek powiedział(a),

    07 sierpnia 2009 o 15:10:07

    Próbowałaś już "Damages"? Świetne!
    (bo mi się przypomniało jak napisałaś o tym wciąganiu) :)

  2. Zuzanka powiedział(a),

    07 sierpnia 2009 o 15:11:14

    Jeszcze nie. Na razie mam cztery seriale w trakcie, jak mi się coś skończy, to dorzucę do stosiku.

  3. Stworek powiedział(a),

    07 sierpnia 2009 o 15:25:31

    Jestem ciekawa Twojej recenzji :)
    Ja ogólnie nie przepadam za kryminałami, a tu masz: wessana tak, że tylko pół ręki wystaje :)

  4. Prunnella powiedział(a),

    08 sierpnia 2009 o 09:23:04

    Czytałam Złe Małpy, początek świetny a potem ...
    masz rację
    bez sęsu
    Najlepszy to jest chyba opis na okładce:)

  5. Zuzanka powiedział(a),

    08 sierpnia 2009 o 09:41:47

    Ja ogólnie sobie słabo daję radę z książkami/filmami, w których są jazdy narkotykowe i nikt, poza autorem, nie wie, dokąd jedzie ten tramwaj. To jednak taki chwycik poniżej pasa w stosunku do czytelnika.

Dodaj komentarz