24 stycznia 2007
Arturo Perez-Reverte - Cmentarzysko bezimiennych statków
Zaletą książek Revertego jest to, że jest on pieprzonym erudytą. Wadą książek Revertego jest to, że jest on pieprzonym erudytą. Pisze naprawdę dobre książki, ma pomysł, umie ubrać go w słowa, pokazuje kupę emocji i umie napisać scenę łóżkową tak, że nie jest ani wuglarna, ani naiwna. Co z tego, jeśli trzeba przebić się przez tysiące panasamochodzikowych opowieści o Jezuitach, poszukiwaniu skarbów, nawigacji, starych dokumentach, w których ważny jest każdy szczegół. I tak przez kilkaset stron.
Marynarz Coy wywalony z marynarki spotyka seksowną panią kustosz, jedzie za nią przez pół Hiszpanii, podejmuje z nią prace w celu wydobycia zatopionej przez kilkuset laty karaweli. Prześladuje ich tajemniczy biznesmen z dwukolorowymi oczami wraz ze swoim pokracznym acz demonicznym pomagierem. Wyścig z czasem, Coy tu komuś przywali, tu powzdycha miłośnie do pani kustosz, tu się nawali jak szpadel w portowym barze. Pani kustosz jest seksowna i tajemnicza, a do tego piegowata, więc nie dziwimy się Coyowi. Autor obmyślił sobie, że jest tajemnicza i dzięki temu ciurka kolejnymi kawałkami intrygi, żeby trzymać i czytelnika, i biednego marynarza w suspensie. Grzebią więc sobie w dokumentach, mierzą sekstansami i cyrklami po mapach, udaremniają kolejny zakus bedgaja, rozpoczynają poszukiwania i tak aż do dość nagłego finału.
Na pewno coś dla miłośników żeglarstwa, tajemnic w starych mapach i historycznych erudytów. Dla dziecka onelinerów i epoki przedesemesowej to dwa tygodnie orki strona po stronie, z przerwami na czytanie innych książek.
oshin powiedział(a),
29 stycznia 2007 o 21:55:07
choroba, wygląda na to, że mimo żem żeglarka, to jestem dzieckiem onelinerów ;/ bo swego czasu ledwie przebrnęłam i jakoś mi intryga zgubiła się po drodze.
Anonim powiedział(a),
29 stycznia 2007 o 21:56:33
No ja pieczołowicie wyławiałam wśród tych mielizn żeglarsko-historycznych samo mięsko. Ale ciężko było, chociaż warto, bo kryminał uczciwy.
Zuzanka powiedział(a),
29 stycznia 2007 o 21:57:24
To byłam ja, LeClerk.
oshin powiedział(a),
29 stycznia 2007 o 21:58:51
Mówisz? Ja to dawno z tym walczyłam, może spróbuję wrócić i przeczytać. Zwłaszcza, że skoro już od 1,5 roku mnie na żaglach nie było, to jest szansa, że i te mielizny jakoś przyjaźniej potraktuję :)
Zuzanka powiedział(a),
29 stycznia 2007 o 22:00:17
Kwestia uporu :-) Jest sporo fajnych książek, które się sprawniej czyta i też warto. Revertego musiałam przeczytać, bo zażyczyłam sobie od brata w prezencie.