24 stycznia 2007

Arturo Perez-Reverte - Cmentarzysko bezimiennych statków

Umieszczony w * Czytam o 21:18:17

Zaletą książek Revertego jest to, że jest on pieprzonym erudytą. Wadą książek Revertego jest to, że jest on pieprzonym erudytą. Pisze naprawdę dobre książki, ma pomysł, umie ubrać go w słowa, pokazuje kupę emocji i umie napisać scenę łóżkową tak, że nie jest ani wuglarna, ani naiwna. Co z tego, jeśli trzeba przebić się przez tysiące panasamochodzikowych opowieści o Jezuitach, poszukiwaniu skarbów, nawigacji, starych dokumentach, w których ważny jest każdy szczegół. I tak przez kilkaset stron.

Marynarz Coy wywalony z marynarki spotyka seksowną panią kustosz, jedzie za nią przez pół Hiszpanii, podejmuje z nią prace w celu wydobycia zatopionej przez kilkuset laty karaweli. Prześladuje ich tajemniczy biznesmen z dwukolorowymi oczami wraz ze swoim pokracznym acz demonicznym pomagierem. Wyścig z czasem, Coy tu komuś przywali, tu powzdycha miłośnie do pani kustosz, tu się nawali jak szpadel w portowym barze. Pani kustosz jest seksowna i tajemnicza, a do tego piegowata, więc nie dziwimy się Coyowi. Autor obmyślił sobie, że jest tajemnicza i dzięki temu ciurka kolejnymi kawałkami intrygi, żeby trzymać i czytelnika, i biednego marynarza w suspensie. Grzebią więc sobie w dokumentach, mierzą sekstansami i cyrklami po mapach, udaremniają kolejny zakus bedgaja, rozpoczynają poszukiwania i tak aż do dość nagłego finału.

Na pewno coś dla miłośników żeglarstwa, tajemnic w starych mapach i historycznych erudytów. Dla dziecka onelinerów i epoki przedesemesowej to dwa tygodnie orki strona po stronie, z przerwami na czytanie innych książek.

Komentarze »

  1. oshin powiedział(a),

    29 stycznia 2007 o 21:55:07

    choroba, wygląda na to, że mimo żem żeglarka, to jestem dzieckiem onelinerów ;/ bo swego czasu ledwie przebrnęłam i jakoś mi intryga zgubiła się po drodze.

  2. Anonim powiedział(a),

    29 stycznia 2007 o 21:56:33

    No ja pieczołowicie wyławiałam wśród tych mielizn żeglarsko-historycznych samo mięsko. Ale ciężko było, chociaż warto, bo kryminał uczciwy.

  3. Zuzanka powiedział(a),

    29 stycznia 2007 o 21:57:24

    To byłam ja, LeClerk.

  4. oshin powiedział(a),

    29 stycznia 2007 o 21:58:51

    Mówisz? Ja to dawno z tym walczyłam, może spróbuję wrócić i przeczytać. Zwłaszcza, że skoro już od 1,5 roku mnie na żaglach nie było, to jest szansa, że i te mielizny jakoś przyjaźniej potraktuję :)

  5. Zuzanka powiedział(a),

    29 stycznia 2007 o 22:00:17

    Kwestia uporu :-) Jest sporo fajnych książek, które się sprawniej czyta i też warto. Revertego musiałam przeczytać, bo zażyczyłam sobie od brata w prezencie.

Dodaj komentarz