03 grudnia 2006
Infiltracja
Na początku zupełnie nie łapałam, o co chodzi. Dlaczego raz pokazują tego samego faceta bez brody i jest gudgajem w policji, a raz z brodą i jest bedgajem w mafii? Potem mnie oświeciło, że to dwóch zupełnie innych facetów. Nic nie piłam, a udało mi się pomylić Matta Damona z Leosiem DiCaprio.
Dość słaby Nicholson, zaskakująco dobry DiCaprio. Film tak o dobre pół godziny za długi, wlecze się okrutnie, mimo że akcja wcale nie jest do przodu popychana. Całość dałaby jeszcze się wytrzymać, gdyby nie końcówka. Przyznaję, malownicza, ale - kaman - krew na ścianie to za łatwe. Ciężko mi było osadzić całość w jakichkolwiek realiach kryminalno-sensacyjnych, wiarygodność jakiejkolwiek akcji była niewielka. Było lepsze od Donniego Brasco, na którym się setnie wynudziłam, ale znacznie słabsze od Świętych z Bostonu.
rodzyneck powiedział(a),
03 grudnia 2006 o 23:41:10
Heh, też przez dobrą połowę tego filmu myliłem te dwie postacie... Ciężko odróżnić :)
pozdrawiam.
paradox powiedział(a),
03 grudnia 2006 o 23:41:20
and me like it, it's nice.. why not?!
dla równowagi oceny dodam, ze imho warto obejrzeć ;) ostatnimi czasy jedna z lepszych sensacji. jak obejrzę 'świętych' będę miał porównanie.
silver powiedział(a),
04 grudnia 2006 o 22:59:28
święci są klasą sami w sobie :)
a co do infiltracji, chyba się nie wybiorę, nie chcę psuć wrażeń z infernal affairs przez porównania z amerykańską wersją.