Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Praga, ale bez zdjęć

[20-23.05.2024]

Zdjęcia będą, kiedyś. Ale aktualnie z różnych względów otrząsa mnie, jak mam usiąść i przejrzeć, nie wspominając o delikatnej obróbce, żeby w oko nie kłuły. Nie problem ze zdjęciami, a ze mną i obowiązkami, co się ciągną jak ogonek za liskiem. A napisać chcę teraz już, bo memoria coraz bardziej fragilis est.

Skąd Praga w ogóle? To efekt lekkomyślnego rzucenia na szkolnym czacie, że jak klasa nastolatki będzie chciała jechać do Pragi (tej czeskiej, nie warszawskiej), to ja mogę robić za przewodnika. Rzuć czymś takim i nagle masz do przygotowania plan wyjazdu do zaakceptowania przez kuratorium (zdałam!), budżet do policzenia, komunikację do ogarnięcia i lądujesz na lotnisku Vaclava Havla z 19 nastolatkami. I trzema dorosłymi.

Plan był ambitny, wykonanie nieco mniej. Zamiast spaceru z Dejvic na Wzgórze Petřinskie, wieży, kolejki i powrotu przez Valdštejnską zahradę był park Letna, gdzie niedorostki igrały na trawie oraz plotkowały w skupiskach. Park Letna skądinąd bardzo przyjemny, widok z góry na Wełtawę i Nowe Miasto wart wszystkich pieniędzy. Hradczany udało się obejrzeć w całości, chociaż na Złotej Uliczce już nas złapał deszcz, ale do Muzeum Kafki trafiliśmy w okolicach 17 i nie sprzedano nam biletów, chociaż czynne było do 18. Nie żeby nastolatki narzekały, wystarczająco ich zaskoczyła rzeźba Cernego na podwórku. W Josefovie przeszliśmy przez 4 synagogi z 7, bo konkurencją okazał się sklepik z lodami i kilka sklepików z pamiątkowym badziewkiem. Ominęłam Lucernę ze Świętym Wacławem na zdechłym koniu, za to zaprowadziłam młodzież do Głowy Franza Kafki, zahaczając o Orloj, gdzie niestety święci bynajmniej nie maszerowali. Na Moście Karola nie było tłumów! Miminki na Kampie, Ściana Lennona (“A kto to był Lennon?”), najwęższa uliczka, metro. Nikt się permanentnie nie zgubił, chociaż czasowo i owszem, złośliwie powiem, że tu nie młodzież była problemem, było trochę teenage drama, ktoś skaleczył się w palec, jedną sztukę prowadziłam za rękę przez most, bo się bała, a moja osobista nastolatka kazała mi udawać, że się nie znamy i chyba dobrze się spisałam.

Po tym wyjeździe marzę o Pradze samemu albo z kimś, kto lubi chodzić, jeździć metrem, nie marudzi, nie pyta co 5 minut “a tak w kilometrach to daleko jeszcze i w ogóle zapomniałom, gdzie idziemy, powtórzysz?” i nie chce jadać w KFC.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwca 17, 2024

Link permanentny - Kategoria: Listy spod róży - Tagi: czechy, praga - Komentarzy: 2

« Edith Nesbit - Ród Ardenów - Ryszard Ćwirley - Niebiańskie osiedle »

Komentarze

A.I.
Spełniam wszystkie te warunki! ;-) A w Pradze byłam raz, całe pół h, które spędziłam na dworcu (w misji odebrania przywiezionego tam przez Tatę kociątka).
Zuzanka
A.I., zapisuję!

Skomentuj