Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Ferenc Máté - Prawdziwe życie

O, dawno się tak nie zgrzałam podczas lektury, prawie jak za starych czasów, kiedy pół nocy wyjaśniałam komuś, dlaczego nie ma racji w Usenecie. I najlepsze jest to, że co do meritum się z autorem zgadzam - tak, prawdziwe życie to te, które prowadzimy twarzą w twarz, z przyjaciółmi, rodziną, ukochanymi, jedząc dobre rzeczy zrobione samodzielnie z innych dobrych rzeczy, w pięknych okolicznościach przyrody. Autor niestety idzie dalej, bo piętnuje wszystko, co nowoczesne i ułatwiające życie jako złe i rozleniwiające. A do tego jest amerykańskim dziadersem, co nie pomaga. Tak, chciałabym, żeby mnie było stać na proste życie, takie że wstaję o świcie i robię same fajne rzeczy, mam czas na patrzenie na wyrastający chleb, zbieranie truskawek z własnego ogrodu, pakowanie lata w słoiki i siedzenie z kotem na kolanach, patrząc na zachodzące słońce. No school, no work, just hopsasa. Ale jest jak jest, mogę tak jak autor rantować, że człowiek nie jest stworzony do siedzenia cały dzień przed komputerem, robienia pracy, która nie daje namacalnych efektów i nie można się nią pochwalić przed tymi, na których opinii nam zależy, ale nie stać mnie - i tutaj dla ustalenia uwagi, nie chodzi tylko o kwestie finansowe, tylko o odwagę na zmianę i ryzyko - żeby wypiąć się na świat i robić po swojemu. Mam dziecko w wieku jeszcze szkolnym, które uczęszcza do placówki edukacyjnej; mogłabym oczywiście zrezygnować i prowadzić edukację domową, jak szanowny autor, ale w przeciwieństwie do niego wiem, że nie mam do tego kwalifikacji i poza przyjemnym albo wręcz przeciwnie, przymusem spędzeniem czasu razem, raczej bym do matury nie przygotowała. I tak, znam rodzinę, która zabrała trójkę małoletnich dzieci w podróż dookoła świata, zapewne to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, ale jakoś nie widzę egalitarności takiej wyprawy. Autor sugeruje wyrzucenie zmywarki, bo zmywanie ręczne jest przyjemne, samodzielne hodowanie warzyw i zwierząt oraz gotowanie i pieczenie, bo tańsze i zdrowsze niż żywność przemysłowa, budowanie własnego domu po taniości bez brania kredytu, wyrzucenie suszarki do prania, bo on ma ogród, w którym może pranie wywiesić. Zapytacie, skąd wziąć na to czas, jeśli się pracuje. Otóż można nie pracować na cały etat, tylko troszkę, bo pracujemy na niepotrzebne gadżety (wyrzucamy komputer, telefon, a nawet walkmana) i inne oznaki statusu typu za duży samochód albo trzy, za duży dom, złe jakościowo i drogie jedzenie z marketu, które sprawia, że chorujemy i potrzebujemy walorów na lekarza. Niestety, nie przeczytałam tych światłych porad 25 lat temu, kiedy wybierałam ścieżkę kariery we wczesnych latach 2000 w Polsce i jestem, gdzie jestem, licząc na to, że nie podniosą progu przejścia na emeryturę, a z tejże emerytury będę w stanie prowadzić życie pełne przygód i rozrywek.

Fajne to prawdziwe życie, panie Máté, ale się nie skaluje.

Inne tego autora.

#146

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 3, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj

« O rurach i listopadowym słońcu

Skomentuj