Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

American Gods

Cień wychodzi z więzienia tuż przed terminem, co go nie cieszy, bo jedzie na pogrzeb ukochanej żony, Laury. Na miejscu dowiaduje się, że żona jednak nie była zbyt wierna, bo zginęła w sytuacji niedwuznacznej z jego (niegdyś) najlepszym przyjacielem. Świat mu się zawalił, więc jest mu wszystko jedno - zaczyna pracować dla tajemniczego pana Wednesdaya, który okazuje się być bogiem, a konkretnie Odynem. Świat poznawany w towarzystwie Odyna jest zupełnie innym światem niż znany do tej pory; dodatkowo zmarła żona Cienia nie jest do końca nieżywa, chociaż nie pachnie za ładnie i czasem odpadają jej kończyny.

Oglądanie serialu na bazie książki (a tym bardziej na bazie książki na tyle niedawno przeczytanej, że jeszcze nie zapomniałam treści) przenosi punkt zainteresowania z "co" (fabuła wszak raczej nie zaskoczy[1]) na "jak"[2]. Jakość obsady jest od dobrych (Cień, chociaż zupełnie nie wizualizowałam go sobie jako ciemnoskórego) do doskonałych (Czernobog, Wielkanoc, Zoria Wiecziernaja, Anansie, Bilquis, Mad Sweeney czy wreszcie Odyn, Media i Ifryt). W pierwszym sezonie w zasadzie dopiero zawiązuje się akcja - pokazano bohaterów, jest zarysowany konflikt między starymi bogami a nowymi bogami, obie strony usiłują przeciągnąć Cienia na swoją stronę i pada iskra zapalna przyszłej wojny. Bez znajomości książki trochę nie wiadomo, dokąd dalej, więc czas do drugiego sezonu może się dłużyć.

[1] Może i nie zaskoczy, ale tempo pierwszego sezonu jest nieco rozczarowujące. Przede wszystkim napięcie psują wprowadzenia historii kolejnych bogów, które w książce były krótkimi przerywnikami między akcją właściwą, a w serialu potrafią zająć i pół odcinka. Owszem, są bardzo malownicze, ale nie posuwają akcji do przodu. Po drugie rozwijane są wątki poboczne i retrospekcje (np. historia Laury, żony Cienia zajmuje cały odcinek); jak wyżej -- malownicze, ale to są rzeczy, które w książce są zarysowane jednym zdaniem.

[2] "Jak" podoba mi się nader, mimo braku zaskoczeń oglądam z dużą przyjemnością.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 8, 2017

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 3

« Wielkopolska w weekend - Gniezno - Andrzej K. Bogusławski - Świetliste ostrze »

Komentarze

Tores-
Same here, też miło się patrzy, chociaż niby wiem, co będzie, a te dodatkowe historie (wątek umarłej żonki rozwinął się jednak trochę ponad to, co było wspomniane w ksiażce, wydaje mi się) trochę mnie denerwują (dłużyzny), ale jednak bardzo na tak. Mnie się Czarnobog najbardziej podobał. A Cień jednak trochę drewniany, dwie miny na krzyż, nawet, jeśli założyć, że przez większość czasu był w szoku, to mimika trochę nie nadąża. Wielkanoc była cudna, ale z Jezusami to trochę taka zabawa przedszkolna, co by tu jeszcze wymyślić.
sliwka
Po pierwsze dzięki za podpowiedź, bo coś słyszałam, że kręcą, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to już. Zachwyciłam się prawie wszystkim i nawet o niespieszne tempo mi odpowiada. Boska (nomen omen) jest totemowa czołówka razem z muzyką.
Zuzanka
@sliwko, mnie też to specjalnie nie przeszkadza, bo wiem, jak się skończy. Ale nie wiem, czy nie jest to wada, jak ogląda ktoś bez książkowego backgroundu. Czołówka - piękna. Ale teraz chyba w ogóle urodzaj na czołówki - na przykład Good Fight: https://www.youtube.com/watch?v=hjMN12Zk5lI

Skomentuj