01 kwietnia 2009

Mary Doria Russell - Wróbel

Umieszczony w * Czytam o 22:29:42

Bardzo mocna, zgrabnie napisana książka o tym, że ciągle nie jesteśmy przygotowani na kontakt z inną cywilizacją, nawet zakładając, że jest oparta na białku, mówi (a nawet śpiewa) używając strun głosowych i oddycha powietrzem o podobnym składzie. W 2019 roku na planetę odległą o kilka lat świetlnych leci wyprawa, dowodzona przez Jezuitów, żeby odkryć inteligentne istoty, na których ślad trafił przypadkiem jeden z astronomów. Po 20 latach wraca asteroid, którym poleciała wyprawa, ale na pokładzie ma tylko jednego z członków oryginalnej wyprawy - ojca Emilio Sandoza, błyskotliwego lingwistę, dodatkowo straszliwie zmasakrowanego i ledwo żywego. Podczas jego podróży na ziemię docierały tylko coraz bardziej drastyczne raporty na temat tego, co pierwsza wyprawa, a potem kolejna, wysłana w celu wyjaśnienia losów pierwszej, znalazła na planecie. Akcja pokazywana jest dwutorowo - Jezuici w celu ratowania dobrego imienia swojego zakonu usiłują przesłuchać ojca Sandoza po jego powrocie w 2060 roku, a jednocześnie w kolejnych odsłonach pokazana jest geneza wyprawy i cała jej historia. Obie spotykają się w środku, kiedy Sandoz ujawnia, również przed sobą, co zaszło na planecie.

Trochę thriller, trochę horror, stosunkowo mało sf, ale dużo rozważań o etyce, nauce i poznawaniu mechanizmów uczenia się. Przypomniał mi bardzo "Mówcę umarłych" O. S. Carda.

Komentarze »

  1. KAnusia powiedział(a),

    01 kwietnia 2009 o 23:04:23

    Czytam Twoje recki i bardzo często mam odruch: o, to musi być fajne, to jeszcze fajniejsze, koniecznie dodajemy do listy „to do”. Tym razem po przeczytaniu pierwszego akapitu odruch był: „wow, ja to chcę przeczytać NAOW!”, a po przeczytaniu drugiego – kopiowanie info i szperanie w necie, bo jak nie kupię teraz zaraz natychmiast, to mi będzie bardzo bardzo źle :) I pewnie będzie mi źle, bo jak widzę, to nie jest towar powszechnie dostępny, ale ja się tak łatwo nie poddam ;)

  2. Spike powiedział(a),

    02 kwietnia 2009 o 00:35:40

    Hmm, a wiesz może, jak to jest z „Dziećmi boga” – można czytać „Wróbla” solo, czy trzeba się od razu zaopatrzyć w obie?

  3. Zuzanka powiedział(a),

    02 kwietnia 2009 o 08:00:41

    Spike, "Dzieci Boga" jeszcze nie czytałam, stoją na półce. Powiem, jak przeczytam (ja się zwykle zaopatruję w komplet, zanim zacznę czytać, ale to moja prywatna idiosynkrazja). Kanusia, no prawda – nie jest łatwo, to starawe rzeczy, sama szukałam „Dzieci Boga” parę miesięcy na Allegro, „Wróbel” bywa częściej.

  4. agulha powiedział(a),

    03 kwietnia 2009 o 15:40:37

    Kiedy „Wróbel” pokazał się w Polsce, wzięłam książkę do ręki, przeczytałam kilkanaście zdań i odłożyłam. Parę lat temu przeczytałam w oryginale i poległam. Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam, porównywalna z „Cold heaven” Moore’a.

  5. JoP powiedział(a),

    03 kwietnia 2009 o 20:12:41

    „Wróbla” jak najbardziej można przeczytać solo, jedyne co grozi, to niezaspokojenie ssania na jeszcze. Kontynuacja tej samej historii, parę lat później. „Dzieci Boga” słabsze, ale tylko trochę i głównie dlatego, że pomysły nie są już tak świeże.

    A tak w ogóle – siedli w kącie i wstydzili się. ;-) Sikałam z zachwytu nad tą książką w Roku Pańskim 2000:

    http://www.sf.magazyn.pl/polecamy.php3?ID=591

  6. Beata powiedział(a),

    03 kwietnia 2009 o 23:24:46

    tez mam ochotę przeczytac i przede wszystkim kupic Maciejowi:)

  7. Zuzanka powiedział(a),

    05 kwietnia 2009 o 17:59:23

    Wygrzebałam „Dzieci Boga” i zdecydowanie nie warto od nich zaczynać, bo na początku skwapliwie streszczają całość „Wróbla”.

Dodaj komentarz