04 stycznia 2009
Brokeback Mountain
Ja wiem, że może i to kino przełomowe, bo dotarło tam, gdzie żaden mężczyzna nie dotarł wcześniej (pun intended), ale czemuż ach czemuż ten film jest tak długi, nudny i nic się w nim nie dzieje? Dwóch młodych, czystych, ale z obowiązkowym dwudniowym zarostem kowbojów pilnuje bydła i z nudów wchodzi w bliskie stosunki ze sobą (mimo całego stadka ponętnych owiec w okolicy). Życie na łące ciężkie, bo a to niedźwiedź, a to śnieg, a to stado się zmieszało z drugim i trzeba rozdzielać, żeby nikt stratny nie był. Po czym, kiedy kowboje wrócili do cywilizacji, założyli rodziny i spłodzili dzieci, okazało się, że obrzydza ich konieczność wycierania nosów potomstwu i zarabiania na pieluchy, a tak naprawdę tęsknią za prawdziwą piękną, idealną miłością pod namiotem na stoku góry. I przyznam, że to był ten moment, który ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że z tym filmem jest coś srodze nie tak. Potem przez połowę filmu szarpali się ze swoimi życiami, spotykając ukradkiem (bo społeczeństwo było im wbrew, a przygodnie poznane w barze panny nie łapały, że smutny kowboj roniący łezkę w tex-mex nie jest do wzięcia) i zmierzając do wielkiego a mistycznego finału z gatunku "jak wisi na ścianie strzelba, to w ostatnim akcie wypali", podczas którego jeden z nich wygłosił tzw. refleksję i poszły napisy.
Przypuszczam, że opowiadanie Annie Proulx było zgrabniejsze i krótsze, bo to, co reżyser wyciągnął z tego, to flaki z olejem. Plus trochę widoczków z górami. Nie jestem fanką gór, więc może dlatego nie zachwyciło.
PS I jak zobaczę tu jakąś egzaltowaną panienkę, co to Bergman wielkim reżyserem jest, która zacznie mnie wyzywać od pseudouironicznych konsumentów hollywoodzkiej pulpy, to poszczuję kotem. Tak, jestem konsumentem rzeczy błahych i jestem z tego dumna.
asiaque powiedział(a),
04 stycznia 2009 o 17:45:19
like, wow, chyba pierwszy raz od X lat podzielam Twoją opinię na temat filmu ;->
plask powiedział(a),
04 stycznia 2009 o 18:20:30
Zamiast filmu wystarczyłoby to:
http://www.angryalien.com/aa/brokebackbuns.asp
Zuzanka powiedział(a),
04 stycznia 2009 o 20:47:13
plask, święta prawda!
asiaque, widać się starzeję i wiek poczynił mi spustoszenie w mózgu ;->
wonderwoman powiedział(a),
04 stycznia 2009 o 21:39:44
i masz rację. od myślenia to jest życie codzienne. na relaks nie trzeba myśleć (i szukać wielkiego kina tam, gdzie zabrakło akcji)
stereoboy powiedział(a),
05 stycznia 2009 o 00:08:02
Alleluja, jak dobrze wreszcie przeczytać, że nie tylko mnie ten wybitny film wynudził.
Boska powiedział(a),
05 stycznia 2009 o 03:48:46
O a ja myslalam ze juz wszyscy ten film obejrzeli i jak go blipowalam to sie czulam taka retro :)
podzielam zdanie w pelni, dodatkowo pan Ledger wygladal jakos tak napuchnieto i nie moglam pasc ócz mych.
obejrzalabym natomiast jakis dobry film o gejach.
KAnusia powiedział(a),
05 stycznia 2009 o 07:58:40
Boska: w czasach studenckich zachwyciło mnie „Torch Song Trilogy”, spróbuj (aczkolwiek nie wiem, jak bym teraz go oceniła, muszę sobie powtórzyć...).
Manveru powiedział(a),
05 stycznia 2009 o 14:05:04
Cóż, na filmie nie płakałem, aktorstwo, reżyseria i zdjęcia mnie nie zachwyciły, opowiadanie oryginalnie krótkie zaiste jest (naście stron), ale jednak ich historia mnie nie poruszyła – może dlatego, że nawet kiedy historia jest „zwyczajna”, tzw. „z życia” i opowiedziana mniej lub bardziej stereotypowo, to jednak kiedy ogląda się to podane z perspektywy »naszej« a nie »ich«, to odbiór jest zupełnie inny – wreszcie można się z czyimś przeżyciem tak po prostu bez gender-changera zidentyfikować. Przynajmniej u mnie tak to działa.
Zuza, może po prostu nie wpadasz w żadną z przegródek tzw. odbiorców docelowych – nie jesteś ani politycznie poprawną i genderowo zorientowaną wyznawczynią krytyka z Kaliforni, który ogłosił do wierzenia gawiedzi że dzieło wielkie i przełomowe, ani pedałem po przejściach, który zobaczy na ekranie kawałek swojej, nikomu nieopowiedzianej historii.
Zuzanka powiedział(a),
05 stycznia 2009 o 14:07:41
No nie wpadam, prawda. Ale tutaj nawet związek dwóch pań czy zupełnie neutralnie pary mieszanej byłby nudny jak papier pakowy, „egzotyka” nie poprawiła. Ot, słabe.
wonderwoman powiedział(a),
31 stycznia 2009 o 22:31:15
właśnie kowbojów oglądam na tefałenie i aż mi przykro: film słaby bardzo. jakoś nie przekonuje mnie, że znudzony prozą życia facet rzuci się na dupcię swojego kolegi.