01 kwietnia 2007
Bad girls go to Berlin
Piosenka o JP2 na melodię Quantanamery pokazuje, że ludzie tworzący coś, co się szeroko nazywa piosenką religijną, nie mają poczucia obciachu.
Ale w zasadzie to ja o Berlinie. Lubię Berlin. Ma śliczne zakątki, wygląda jak mnóstwo kawałków Europy razem wziętych. Piękny park jak poznańska Cytadela, kamieniczki jak w Pradze, nabrzeże jak w Budapeszcie, ruinki jak w Łodzi, kawałki Wrocławia. W co drugiej bramie kryje się piękne podwórko. Jeśli jest brzydki blok z okresu błędów i wypaczeń, ktoś pomyślał i dobudował do niego coś takiego, że zaczyna być ładny i pasować do reszty domów w okolicy - a to kafelki, a to wykusz, a to zabawa kolorami. Tak mógłby wyglądać Poznań, gdyby ktoś o niego zadbał. Oczywiście z planów pt. najpierw namierzymy wieżę telewizyjną na Alexanderplatz, a potem przespacerujemy się do Bramy Brandenburskiej nic nie wyszło, bo poszliśmy w inną uliczkę. Ale i tak było uroczo, bo słońce, ciepło, Starbucks i kamienice. Zbieram się na więcej Berlina w czerwcu przy okazji koncertu Type O Negative. Jakiś tani hostel/pensjonat?
Rano na granicy ustawiła się kobylasta kolejka Niemców, którzy jechali na tanie przedwielkanocne zakupy do Polski. Pewnie naiwnością było jechać po to samo, ale w kierunku przeciwnym, ale mnie się podobało. W telegraficznym skrócie:
- w niemieckim Tchibo to samo, co u nas w Realu, ale mam wrażenie, że zamiast przeliczyć ceny, ktoś zmienił walutę z euro na złotówki (na korzyść reala),
- można dostać Jelly Beansy w kilkudziesięciu smakach (spróbuję ich dzisiaj nie zjeść),
- Peek&Cloppenburg jest całkiem niezłym ciuchowym sklepem, oczywiście po przecenach,
- gdybym mieszkała w .de, wpadłabym w alkoholizm (miętowy Baileys!),
- Sheba występuje w kilkudziesięciu smakach, ograniczyliśmy się do 16 różnych (ca 0,45e...)
- mam pełną szafkę ostrych papryczek nadziewanych serkiem,
- czekolady Dolfin są tańsze w pl i większy wybór (stąd wniosek, że bliżej z Belgii do Polski niż do Niemiec),
- rachunek na ponad 200e boli... No, nie aż tak - warto było.
Traktuję to jako 1. dzień wiosny.
iskanna powiedział(a),
01 kwietnia 2007 o 15:40:03
I fantastyczne jest to, że począwszy od peryferiów na centrum skończywszy, przy przystankach autobusowych i U-bahnie są miejsca na zostawienie rowerów. I nikt się nie boi ich zostawić na kilka godzin.
Zuzanka powiedział(a),
01 kwietnia 2007 o 15:43:18
I są rowery miejskie. Mnóstwo ludzi jeździ na rowerach. Jakby nie ten język... ;-)
Zuzanka powiedział(a),
02 kwietnia 2007 o 09:01:03
A, i co ciekawe - całkiem zniknął Garnier 100%. Są inne garniery, ale tego niet.
iskanna powiedział(a),
02 kwietnia 2007 o 09:21:30
Hmm, a to niedopsz, bo ten niemiecki to jednak wygodniejszy do nakładania był.
Mam nadzieję, że u nas nie zniknie.
wonderwoman powiedział(a),
02 kwietnia 2007 o 10:02:11
no to masz przechlapane: przyznałaś się do całej szafy papryczek i nie ma zmiłuj- część głodomorów już się oblizuje ;-)
Zuzanka powiedział(a),
02 kwietnia 2007 o 10:05:03
Papryczki w większości są dla głodnego narodu i w zasadzie już mi niewiele zostało. Za to wino i Sheba - zapraszam ;-)
aggresja powiedział(a),
02 kwietnia 2007 o 16:07:56
Hostel: Berolina Backpacker, http://www.berolinabackpacker.de/ , przy burdelowej ulicy na Charlottenburgu.
Też bym się przejechała do Berlina...
A Peek & Cloppenburg w PL występuje. Podobnie jak C&A, ale mam wrażenie, że w Niemczech większy wybór.
martwa powiedział(a),
03 kwietnia 2007 o 20:02:32
a ten Peek & Cloppenburg w polsce to gdzie? bo ja niestety ;) dwie spódnice i sweterek kupiłam i bardzo mi się tam podobało
Zuzanka powiedział(a),
03 kwietnia 2007 o 20:04:25
Niestety, tylko Kraków i Warszawa.
KAnusia powiedział(a),
04 kwietnia 2007 o 00:28:32
To jeszcze ja podesle hostel: http://www.eastener-hostel.de/
Testowany kilka lat temu, jak byl w rozruchu - wtedy byl jednym z tanszych, teraz nie mam porownania. Z pewnoscia bardzo fajna lokalizacja.
Zuzanka powiedział(a),
04 kwietnia 2007 o 07:56:25
To teraz już nie jest, obawiam się - nocleg w Berolinie bez śniadania to 13,5e.