08 października 2006
Volver
Rzeczywiście, jest to ciepły rodzinny film o kazirodztwie i pedofilii. Piękna, chociaż dziwnie umalowana Penelopa Cruz. Almodovarowi znacznie lepiej wychodzi opowiadanie o pokręconych kobietach niż o pedałach. Film jak z początku lat 80., kiedy to A. miał najlepszą formę. Pewną klamrą jest rola Carmen Maury, m.in. żony w "Czym sobie na to zasłużyłam", a tutaj - matki wracającej po śmierci do córek. Bardzo bogate tło i sporo odwołań do poprzednich filmów - sąsiadka prostytutka, stare bloki jak z lat 80., stylowa knajpka, Penelopa śpiewająca szlagier, nielegalny salon fryzjerski. Ładny, ciepły, śmieszny, jest trup.
wonderwoman powiedział(a),
09 października 2006 o 08:05:00
a ja byłam na diable od prady. zakończenie jest lepsze niż w książce, a w kurwistość meryl streep nie mogłam uwierzyć. no ona jest za dobra, aby być wintour.
(volver da się obejrzeć ludziom, którzy nie lubią ambitnego kina- czytaj: mnie- czy trzeba wyższych predyspozycji?)
Zuzanka powiedział(a),
09 października 2006 o 08:06:25
E, Almodovar nigdy nie był kinem z ambicjami. Ot, historyjki o seksie, zbrodni czy innych koneksjach rodzinnych. Za to go lubię :->
wonderwoman powiedział(a),
09 października 2006 o 11:41:49
o :) to jest szansa, że obejrzę "almodowara" i będzie to przyjemne zarazem. zbrodnie w filmie są najlepsze ;)