02 grudnia 2009
Nie lubię mydła i powidła
Fama głosi, że nie ma to jak małe sklepiki. Że tradycja, że rodzinny interes, że świeże warzywa w przeciwieństwie do tych molochów, w których zgniłek zgniłka pogania, że wędlinka pachnąca dymem, a nie konserwantem. Jak byłam młoda i naiwna, to wierzyłam, a teraz to już nie. Domyślam się, że są gdzieś takie miejsca. Ba, nawet w kilku byłam - w piekarenkach, sklepach z mięsem i wędlinami, straganach z warzywami. Co z tego, jak nie w Polsce. Wiem, wojna była. A mi żal.
Przycisnęło mnie dzisiaj na tyle, że musiałam jedną czerwoną paprykę i to natychmiast. Jedyna opcja na wsi to sklep w bloku, ostatnia deska ratunku. Long story short, zaryzykowałam. Szlag mnie trafił na widok 4 nędznych papryk, podeschniętych, miękkich, nieco opleśniałych, z brązowymi plamami, ale dumnie obklejonych naklejkami z ceną. Dumałam nad nimi przez sekund trzy, przeszło mi przez głowę skojarzenie z wysiedlonym jeżem, wybrałam najmniej zużytą i wróciłam. Male sklepiki mają sposób na takich frajerów jak ja, co zapomnieli kupić w sensowniejszym miejscu.
PS Uczciwie dodam, że sklepik ma fantastyczne ciasto o dźwięcznej nazwie "Domowe". Co z tego, jak tylko w piątki.
hoobloock powiedział(a),
02 grudnia 2009 o 17:50:53
osiedlowe tak, ale wyspecjalizowane - np. piekarenka i tylko wypieki, warzywniak i tylko warzywa, etc. mydłu i powidłu stanowcze NIE !
oshin powiedział(a),
02 grudnia 2009 o 20:10:24
Mydła i powidła czasami fajne są. Ja czasem jeżdżę na osiedlowy bazarek, gdzie można kupić wszystko, jest tam sklep szwarc, mydło i powidło, gdzie można kupić sztućce do gotowania, co to na dole mają plastik a u góry metal (co ja się naszukałam) ale też uszczelkę do starego malaksera, wiele różnych pudełek, trzy rodzaje moździerzy i tysiąc innych gadżetów z szeroko rozumianego gospodarstwa domowego. Na tym bazarku to chyba wszystko można kupić od steku z tuńczyka po polarowy szlafrok w kolorze rurz ;)
Zuzanka powiedział(a),
02 grudnia 2009 o 22:34:54
Takie typowe mydło i powidło to fajne jest. W ogóle uwielbiam różnego autoramentu sklepiki specjalizowane, bazary i targi. Cały czas zbieram siły na notkę o tym.
Theli powiedział(a),
03 grudnia 2009 o 10:48:54
Ale ten sklepik (i pewnie inne podobne) mają jedną wielką zaletę: jak nie masz drobnych albo zabraknie Ci parę złotych, to możesz usłyszeć ,,nie szkodzi, mąż jutro zapłaci jak będzie rano bułki kupował''.
agg powiedział(a),
03 grudnia 2009 o 13:27:42
A ja poproszę osiedlowy bazarek a) koło mnie, b) pracujący w godzinach, kiedy ja robię zakupy (między 20 a 22) :>
Swoją drogą, to chyba jest jakaś reguła. Im wygodniejsze godziny otwarcia i im bliższy sklep, tym gorsze ma warzywa i owoce. Po 20 to ludzie już tylko piwa potrzebują, no nie?
Zuzanka powiedział(a),
03 grudnia 2009 o 13:29:01
Theli, nie korzystam z takich zalet, zwłaszcza że w bundlu mam kiepski wybór czasem średnio świeżego pieczywa. Jak mi brakuje gotówki, płacę kartą.
Zuzanka powiedział(a),
03 grudnia 2009 o 13:30:29
Agg, niestety. W sklepiku w czasach bezsamochodowych walczyłam o żwirek dla kota ("może jutro, och, zapomniałam, może jutro, och znowu"), o naczosy zamiast czipsów ("może w przyszłym tygodniu przyjedzie dystrybutor, to zapytam") itp. Ale piwo jest zawsze.
autumn powiedział(a),
04 grudnia 2009 o 07:43:13
niby w takich małych sklepach powinni być nastawieni na przyciągniecię klienta, ale nie - po co się wysilać - piwo zawsze zejdzie ;/
w najbliższej okolicy nawet nie idę do małego sklepu bo wiem, że warzywa/owoce są stare, jogurty przeterminowane :( awaryjnie pozostaje Żabka :(
agg powiedział(a),
04 grudnia 2009 o 12:27:39
Zuzanka: mnie się w lokalnym sklepiku udało wywalczyć mrożony groszek (akurat mrożonki to nie ma siły, trzeba kupować jak najbliżej, jak się nie ma samochodu). Zbieram się do walki (metoda: upierdliwie pytać) o jajka dwójki (z groszkiem było łatwiej, z jajkami pani nawet nie wie, o co chodzi, zastanawiam się, jakimi popularnymi słowami się to określa). Bo poza tym to nie najgorszy sklepik jest. Blisko, do 22, pieczywo dobre, przeterminowanych jogurtów nie stwierdzono.
Zuzanka powiedział(a),
04 grudnia 2009 o 12:28:31
agg, ale to wszystko drapanie się lewą nogą za uchem.
oshin powiedział(a),
04 grudnia 2009 o 12:49:15
ej no, ja rozumiem, że zdechłe warzywa i przeterminowane jogurty to nie jest fajny klimat, ale ciężko wymagać, żeby mały sklepik sprowadzał produkty tylko dla jednej osoby. no chyba, że takie co mają b. długi termin ważności. ja tam nie narzekam sklepik mam miły a inne rzeczy kupuję siecią albo rajdami po innych sklepach.
Zuzanka powiedział(a),
04 grudnia 2009 o 12:50:51
Toteż ja nie wymagam. Głosuję nogami i nie kupuję, tylko jak mnie życie przymusi, to wchodzę i żałuję.
Theli powiedział(a),
05 grudnia 2009 o 09:35:56
Ciężko wymagać, żeby w tak małym sklepie był wybór jak np. w PiP-ie. Choć to boli, jak chce się kupić słodką nie-UHT-ą śmietankę (nigdy nie mają), czy płyn do płukania, a akurat jest tylko kwiatowo-duszący.
Zuzanka powiedział(a),
05 grudnia 2009 o 12:08:40
Theli, ja nie wymagam wyboru. Ja wymagam, żeby było świeże, a nie byle jakie i do tego drogie. Irytują mnie machinacje typu obklejanie parchatych papryk ceną jednostkową, jedzenie z krótkimi bądź przekroczonymi terminami ważności, dawanie margaryny zamiast masła (przecież to to samo) itp.
Theli powiedział(a),
06 grudnia 2009 o 17:10:31
Po prostu brak konkurencji zrobił swoje.