12 czerwca 2009

Dollhouse (debiuty)

Umieszczony w * Oglądam * Seriale o 09:44:32

Ogląda się niemęcząco, bo i trochę sf, dużo kryminału i sensacji, a do tego scenariusz specjalnie pisany dla głównej aktorki - Echo (i jednocześnie producentki), żeby mogła się trochę poprzebierać, błysnąć ciałem i w odpowiednich miejscach znacząco powydymać wargi. Miałam duży kredyt zaufania, jako że większość scenariusza napisał Joss Whedon; niestety "Firefly" to to nie jest. Całkiem przyzwoity serial o najemnikach różnego typu[1], dodatkowo o tyle wygodnych, że po całej akcji mają resetowaną pamięć i wracają do stanu szczęśliwego warzywka (nie ma problemu z wyrzutami sumienia, nie ma PTSD, poprzednie doświadczenia nie wpływają na następne akcje, chyba że je sprytny operator komputera wszczepi do karty z osobowością). W tle całego sezonu przemiata się problem pierwszego nieudanego eksperymentu, Alphy, który z rozchwianą osobowością uciekł z Domu Lalek i gdzieś tam sobie z zewnątrz na niego czyha oraz śledztwo upartego policjanta, usiłującego odnaleźć dziewczynę, która aktualnie jest lalką o nazwie kodowej Echo.

Kilka odcinków przypomina ideą "Modyfikowany węgiel" Morgana, gdzie można robić okazjonalne "zrzuty pamięci" do zewnętrznego nośnika i w razie wypadku, choroby bądź morderstwa kontynuować życie w innym ciele (czyimś bądź klona trzymanego w przestronnej chłodni na wszelki wypadek). Obiecujący kierunek, ale raczej poboczny w serialu.

[1] Zaczynając od wszczepionej osobowości specjalistki od włamań na ekskluzywnej call-girl w koronkowych podkolanówkach kończąc (przy czym to ostatnie co najmniej podśmiarduje etycznie i serialowa rzeczywistość bynajmniej tego nie usprawiedliwia). "Ciał" do wynajęcia jest więcej, są i panowie, więc dla każdego coś miłego.

Komentarze »

  1. opi powiedział(a),

    12 czerwca 2009 o 10:12:58

    Od trzech miesięcy w TODO, potem przestałem się zabierać za, bo Fox miał uciąć po 12 odcinku i pomyślałem, że nie warto. Potoczyła się jednak głowa "Sahra Connors Chronicles", a Dollhouse przedłużono.

    Podobno zaczyna się robić ciekawie od 6 odcinka. Taka jest przynajmniej opinia kilku osób, które oglądały.

  2. Zuzanka powiedział(a),

    12 czerwca 2009 o 10:17:29

    Mnie bardziej się początek podobał, potem zaczęły się trochę chaotycznie splątywać wątki. Zapomniałam oczywiście o bardzo zabawnej postaci geeka-operatora maszynerii do zamiany osobowości, podobna postać ożywiała dość statyczne 4400 (ale to moje prywatne skrzywienie, że lubię okularników, którzy z nieco zblazowaną miną opowiadają o komputerowym foo-schmoo, po czym reszta postaci ziewa i prosi o powtórzenie takimi słowami, żeby zrozumieli).

  3. opi powiedział(a),

    12 czerwca 2009 o 10:49:59

    Ludzie marudzili, że aktorka grająca te pierwsze role jest dość słaba, a potem dobiło poziomem do Firefly. Mi nie oceniać, jak mówiłem, czeka na wolny weekend.

    A mogę coś zasugerować? Widziałaś Arrested Development? Jak nie to zdobądź pilota i zobacz, czy Ci wejdzie.

  4. Zuzanka powiedział(a),

    12 czerwca 2009 o 11:00:58

    Obmacam. Na razie mam zaległe Pushing Daisies, Life on Mars US i ostatni sezon Prison Breaka (co, ja nie zmęczę?). Ale AD sobie zwlekę.

  5. dot. powiedział(a),

    12 czerwca 2009 o 17:45:31

    No wlasnie z Dollhousem największy problem zawsze będzie z Elizą Dushku (Echo). Każdy, kto oglądał kiedyś Buffy z łatwością zauważy, że Eliza gra w Dollhouse dokładnie tę samą postać, tylko po kilku operacjach plastycznych. Ograniczony wachlarz aktorski Elizy nie zmienił się odkąd grała córkę Arnolda w "True Lies", a tym bardziej boli fakt, że Whedon pisał postać Echo i cały premise serialu właśnie pod nią.
    I mimo obiecanego rozbiegu serialu po 6. odcinku, rozpędu nabiera on dopiero pod sam koniec S1. Gdyby całość była taka, jak 3 ostatnie odcinki, byłby to kawał warsztatowego whedoństwa.
    A co do morałów i etyki, potem robi się już tylko lepiej (chciałem wcisnąć tu jakiś pun z "lepko", ale nic się nie da, a co gorsza, wychodzi żenująco).

Dodaj komentarz