02 maja 2009

Dolce far niente

Umieszczony w * Z fotkami o 09:20:57

Można mieć przebogate plany na życie, ale i tak miło jest spędzić dzień na bardzo zaawansowanym robieniu niczego. Książkę skończyć. Przejść siódmy i ostatni etap w żółwika. Prasę fachową wreszcie przejrzeć (i ponownie zastanowić się, skąd nagle taka popularność masła o dźwięcznej a ikeowskiej nazwie Lurpak w naszym kraju masłem płynącym), leniwie zastanowić się, co wsypać do pieczonego właśnie chleba (cebula i kmin rzymski) czy poturlać się z mruczącymi kotami w pościeli. Żeby nie było - na dziś i jutro mam szeroko zakrojone plany aktywności. Jak już się ubiorę... Zjem śniadanie... Kota pogłaszczę... Szeroko, ale bez przesady.

Z tulipanowego frontu - oszczędzę Wam smętnego zdjęcia tego, co nędznie wegetuje na balkonie (trzy pokręcone kikutki, z których żaden nawet nie wyemitował pąka, nie wspominając o czymś tak wyrafinowanym jak kwiat). Tyle o hodowli Queen of the Night w Suchym Lesie. Na szczęście poznańskie rynki pozwalają na to, żeby coś się w domu zieleniło, bieliło, fioleciło, a nawet na to, żeby było w paski.

Komentarze »

  1. wonderwoman powiedział(a),

    02 maja 2009 o 09:23:23

    to nie będę mówić, że moje queen of the night właśnie zakwitło…

  2. Zuzanka powiedział(a),

    02 maja 2009 o 09:25:55

    Ja sobie zdaję sprawę, że nie mam ręki do kwiatów ;-) Życie. Kupię sobie za to coś ładnego w botanicznym i tyle. Może mi dla odmiany nie uschnie (bo że trzoda będzie żarła, to nic nowego). Dla odmiany mam wegetujący od 9 sezonów wynobluszcz od teściowej. Biedny, chudziutki, mrożę go zimą, suszę latem, a on co roku, jak już mam wysypać zawartość doniczki razem z ziemią, wypuszcza świeże listki. Twardy jest.

Dodaj komentarz