15 października 2007

Planet terror

Umieszczony w * Czytam * Oglądam o 21:29:56

Nie jest zapewne niczym dziwnym, że uważam Rodrigueza za niezłego zboka i psychopatę. Po Grindhouse vol. 2 tym bardziej. Ja wiem, że to komiks, postmodernizm, przymrużenie oka i taka konwencja. Rozumiem ideę filmu gore z zombiakami, gdzie flaki, krew i śluz występują w ilości nadmiarowej. Mimo to uważam dwie sceny w tym filmie za przegięte - jak zombiak jlpvfxn wrqarzh m obungreój jemóq m węmlxn an bxhynel oraz scenę, kiedy pojawiający się epizodycznie Tarantino ściąga spodnie. Poza tym film składa się z samych smaczków, które każdy niezbyt normalny widz doceni - zestaw aktorski składający się zarówno z castu Hollywood (Willis, Brolin), seriali (Federico z Six Feet Under czy Sahid z Losta) czy okolic Tarantino (szeryf Earl z KB i Grindhouse vol. 1 czy Butterfly z Grindhouse vol. 1), doskonałe efekty nawalanek, strzelanek, twórczego wykorzystania miejsc po oderżniętych kończynach i krwi, tryskającej strumieniami. Niestety, zestawienie z częścią 1 wypada na korzyść Tarantino - jest zabawniej, brutalniej i fabuła ciut ładniej się składa w całość.

Komentarze »

  1. Piotr 'Orlinos' Kozłowski powiedział(a),

    15 października 2007 o 21:40:54

    Sceny o których wspominasz: rzeczywiście, debilne, chociaż śmieszne. (taaa, jestem zboczony). Pewną zaletą sceny bez spodni jest chyba swoisty dystans reżysera do swojej osoby – kto inny pozwoliłby zrobić z siebie takie g..no? ;)

    Zgadzam się z Tobą co do porównania z Tarantino – feeria efektów specjalnych P.Terror przegrywa ze swoistą prostotą Death Proof. Aktorzy mają też tutaj znacznie mniej do grania – Death Proof to niezłe odegranie (Russell mówiący wiersz i dialog „o notatniczku”!) dość kiepskich dialogów; Tarantino wydaje się tracić formę w tej dziedzinie, podobnie jak w misternej budowie scenariusza dobrze, że rozwija się w innych – pomysły, sposób kręcenia ujęć, podejście do trików kaskaderskich.

  2. Piotr 'Orlinos' Kozłowski powiedział(a),

    15 października 2007 o 21:42:25

    Film Rodrigueza to jednak w znacznie większym stopniu typowy popcorn-movie – usiąść i nabijać się, nic poza tym.

    A ja np. naprawdę wczułem się i przeżyłem pojedynek na szosie między dziewczynami a Russellem.

Dodaj komentarz