18 marca 2007
Neil Gaiman - Chłopaki Anansiego
Z Gaimanem mam taki problem, że uważam go za hochszlaplera. Dobrze pisze, zręcznie i z polotem, ma dobre dialogi, ale nie kryje się za tym żadna treść. Czytam, czytam, przeczytałam i już w tym momencie nie za bardzo umiem powiedzieć, czemu mi się dobrze książkę czytało i o czym była. Ale pamiętam opisywane przez niego wątki i postacie z innych książek i innych miejsc kulturowych; Gaiman to zręcznie zbiera i przetwarza, ale często mam wrażenie, że nie dokłada od siebie żadnej wartości dodanej.
W porównaniu z innymi książkami Gaimana, jest mało brutalnie, bardziej mistycznie, ale ten mistycyzm taki na okrętkę szyty. Młody człowiek dowiaduje się, że umarł jego ojciec, który był bogiem i przy okazji on sam jest półbogiem (mimo że ciapą, któremu w życiu nic nie wychodzi). Pół, bo drugie pół to jego brat, który został w dzieciństwie odesłany gdzieś przez złą sąsiadkę-czarownicę. I jak to zwykle w post-modernistycznym fantasy, jest wędrówka przez przenikające się realnie i nierealne, żeby dwa scalić w jedno i rozwiązać przez lata narosłe problemy. Da się przeczytać, ale zdecydowanie lepiej wspominam brutalnych "Amerykańskich bogów" czy zabawne "Nigdziebądź" (chociaż ni cholery nie pamiętam, które wątki pochodziły z tej książki, a które z Resnicka "Polowania na jednorożca"[1]).
[1] I nie sprawdzę, bo ktoś wziął i obie pożyczył. SMJ, poproszę z powrotem.
JoP powiedział(a),
18 marca 2007 o 22:28:49
Rany, mam z Gaimanem dokładnie to samo: ile razy próbuję się do niego przekonać, dochodzę do tego samego wniosku, że bardzo dobrze pisze, ale nie ma o czym. "Chłopaki" są IMHO straszliwie nudne, jedyna fajna scena, która mi zapadła w pamięć, to pomyłka "nie ten pogrzeb".
Zuzanka powiedział(a),
18 marca 2007 o 22:29:55
Tam są fajne sceny. I to jest siła Gaimana. Ale dla mnie to wygląda tak, że Gaiman ma doskonały zmysł obserwacyjny, łapie śmieszne sceny, a potem je merdżuje w powieść, niestety na kanwę tej powieści już mu wiele nie zostaje.
agnus powiedział(a),
18 marca 2007 o 23:50:04
Oj, ale przynajmniej fajnie pisze i ma dobre pióro, czego o wielu współczesnych się powiedzieć nie da. Do autobusu niekoniecznie potrzebuję książki która jest o Czymś. :-)
anetka powiedział(a),
19 marca 2007 o 10:26:44
Lubię Gaimana, lubię te jego-nie-jego wątki. Chłopaki Anasiego nie są najlepszą jego książką, ale przyjemnie się ich czyta. Tylko pająki napawały mnie obrzydzeniem, bo nie ich lubię bardzo.
babelfish powiedział(a),
19 marca 2007 o 14:45:19
Gee. No nie mów, że należysz do ludzi, którzy, mając ochotę na czekoladę, jedzą chrupki ryżowe? :-> (dla mnie książki Gaimana są jak małe przyjemne słodycze, i mogą sobie takie zostać - jak będę chciała sięgnąć po coś, od czego mózg mi eksploduje z nadmiaru geniuszu autora, to mam z czego wybierać).
Zuzanka powiedział(a),
19 marca 2007 o 15:01:22
Nie bardzo rozumiem metaforę. Napisano na świecie miliony książek, a nie ma jednej obiektywnej listy rankingowej, według której można ocenić, czy książkę czytać warto, czy nie. O Gaimanie ciągle słyszę, że jest wpytę, więc sięgam po kolejne książki, przekonana w swojej naiwności, że może ta właśnie będzie miała coś, czego inne nie miały. Ale nie ma ;-)
Moim problemem jest to, że chciałabym jeść tylko czekoladę, ale mam anonimowe pudełka ze składem chemicznym i mogę z jakąś szansą trafić na ryż, albo zupełnie niespodziewanie na czekoladę.
anetka powiedział(a),
19 marca 2007 o 15:06:04
A czytałaś Sandmana? Tam smaczki okraszone świetną grafiką oddają w pełni zamysły Gaimana.
Zuzanka powiedział(a),
19 marca 2007 o 15:07:39
Czekam, aż wydadzą w pl w całości. Nie cierpię czytać po kawałku, bo mam sklerozę i przez pół roku, zanim wydadzą następną część, zapominam, o czym czytałam.
Z tego, co pamiętam z pierwszych części, podobało mi się mimo tego, że rysunki w każdym tomie robił ktoś inny, przez co całość się nie trzymała kupy.
anetka powiedział(a),
19 marca 2007 o 15:09:51
Jest z tego co pamiętam trzech rysowników. Dalej raczej głównym rysownikiem jest Dave McKean (jeśli mnie pamięć nie zawodzi ;)). Trzyma się kupy i to nieźle ;) A jak czegoś nie pamiętam to wracam do tego, bo wszystkie komiksy stoją na półeczce i są moje :)
Zuzanka powiedział(a),
19 marca 2007 o 15:10:45
A mnie szkoda czasu na wracanie co pół roku do tego samego. Rośnie mi sterta rzeczy do czytania szybciej niż jestem w stanie ją przeglądać.
babelfish powiedział(a),
19 marca 2007 o 17:50:50
Metafora being taka, że człowiek ma w domu różne książki (i różne przekąski) na różne okazje. Jak sięgam po Gaimana, to nie z nadzieją, że autor będzie mnie zmuszał do zastanawiania nad istotą życia, tylko z nastawieniem, że mnie zaciekawi (ma talent do doszukiwania się niezwykłości w zwyczajnych rzeczach i za to go lubię).
A jak ktoś bez takiego wprowadzenia powiedział po prostu: "Spróbuj Gaimana, utoniesz w potokach własnej śliny", to faktycznie przesadził :>
Zuzanka powiedział(a),
19 marca 2007 o 18:29:37
To się zgadzam. Gaimany są sprawnymi czytadłami. Ale ze względu na to, że mają taki dobry PR, oczekuję od nich więcej. Dlatego też mam je na półce, ale rzadko wracam.