27 października 2008
Z kuchni
W niedzielę padało (google przepowiedziało, że w sobotę słońce, a w niedzielę mżawa/deszcz i rację miało). Przed rekreacyjną (bo po sobotnim skakaniu z kanału na kanał nogi bolą, kondycja jednak nie ta) wizytą w Instytucie Techniki NEMO[1] poszliśmy na śniadanie na Westerstraat. To, że w Amsterdamie mają obłędną kawę, to wiadomo. Ale oprócz kawy mają też obłędne kanapki - ciężko wybrać, kiedy jest łosoś z twarożkiem, sałatka tuńczykowa, Old Amsterdam i inne dobra. Dlatego zdecydowałam się na inne dobra: częściowo roztopiony kozi ser (na brzegach płynny, a w środku krucho-twarożkowy), ciemna zgrillowana bułka, orzechy włoskie i miód.
Obok kawiarenki była pizzeria, zamknięta jeszcze w niedzielny poranek. Na stole siedział i spał (jednocześnie, koty umieją) piękny szaro-biały kot. Na widok dziwolągów za szybą się ożwawił i stwierdził, że będzie rozkoszny i chce się z nami podotykać. Nie przeszkadzała mu w tym szyba. Nam trochę tak, bo kota się nie da głaskać przez szybę.
[1] NEMO to budynek w kształcie łodzi koło Centraal Station. W środku poza wrzeszczącym holenderskim przychówkiem w liczbie milion znajduje się instytut naukowy, pokazujący w jedynie słuszny, bo przez doświadczenia, jak działa świat. Skąd się biorą bańki mydlane (i czy można zrobić takie duże, żeby w środku zmieścił się człowiek [2]), co to siła odśrodkowa, czy można zrobić z wody prąd, skąd się biorą dzieci (o, holenderski przychówek jest naprawdę dobrze wyedukowany) i czy myszy legną się ze zgniłych liściów[3]. Więc ja się pytam - czemu tak nie można w polskiej szkole? Czemu nie można pokazać procesu łańcuchowego (i dać wersji demo Incredible Machines)? Czemu nie uczyć ekologii i fizyki?
[2] Można, po części też, że człowiek był mały.
[3] Nie. Od czasów Sapkowskiego okazało się, że jednak potrzebne są myszy i myszowe.
wonderwoman powiedział(a),
28 października 2008 o 08:28:34
nie da się w polsce z jednego powodu: trzeba byłoby chcieć cos takiego zrobić. a nauczycielom się nie chce (odbębnić i do chaty), politykom też nie (bardziej ich zajmują samoloty), a na tego, komu się chce- patrzy się jak na wariata.
autumn powiedział(a),
28 października 2008 o 09:11:53
ale smaaaaaczna kanapka!!! robisz takie zdjęcia, że czuje zapach koziego sera ;-))
a co do tego co się da w polsce … przykre, że sie nie da, a nawaet jak by było to obawia się że za moment by rozkradli, zdewastowali :( Jak byłam w Toronto to odwiedziła jako 10latka tego typu muzeum i oniemiała bo mogłam wszystko dotykać, eksperymentować ... wiecej sie nauczyłam będąc w tym uzeum niz na lekcjach w szkole
KAnusia powiedział(a),
28 października 2008 o 09:42:03
U nas się nie da, bo póki co nie ma gdzie. Zapotrzebowanie jest – co roku w Wawie są organizowane pikniki naukowe, gdzie pokazują proste eksperymenty i jest ogólny fun dla każdego wieku – tłumy są zawsze. Ale idzie ku lepszemu – budują nam Centrum Nauki Kopernik, gdzie właśnie tak to ma funkcjonować (bawiąc – uczyć. Nawet jeszcze nie zbudowane, już od jakiegoś czasu działa i organizuje różne pokazy weekendowo i gościnnie.
@wonderwoman: nie wiem, jak jest teraz, ale za moich czasów podstawówkowych ciągle nas ciągali po muzeach, kinach, galeriach… W LO trochę mniej, ale też. A zatem całkiem sporej grupie osób się chciało i się dało.
wonderwoman powiedział(a),
28 października 2008 o 09:46:23
> KAnusia no za moich czasów również. ale widocznie to było przed dinozaurami, bo moi siostrzeńcy (13 i 15lat) już są ciągani jedynie do kina (multipleks+pepsi+popcorn) na harego potera itp.
Boska powiedział(a),
28 października 2008 o 12:37:53
i nie poczekaliscie grzecznie przy szybie do otwarcia pizzerii zeby miachnac kota bezposrednio? podle, podle dziwolagi. a kotek sie staral!
i tak, tez jestem glodna.
Zuzanka powiedział(a),
28 października 2008 o 12:49:05
Chciałam! Ale otwierali dużo później.
JoP powiedział(a),
28 października 2008 o 21:08:21
@ instytut naukowy
Takie coś jest w Krakowie w Muzeum Inżynierii Miejskiej. Na wielokrążkach się huśtać i gigantyczne bańki robić zdarzyło mi się osobiście. („Interaktywna wystawa „Zabawy z nauką” przeznaczona jest głównie dla dzieci i młodzieży szkolnej.” He he.)
Komuś się chciało, jak dotąd nikt nikt nie zdewastował i nie rozkradł. (To tak w temacie „a w Polsce to nie ma, bo…”)
Zuzanka powiedział(a),
28 października 2008 o 21:18:26
JoP, trouble is, że o tym w Krakowie nikt nie słyszy. A AMS się reklamuje.
JoP powiedział(a),
28 października 2008 o 21:50:19
@ ASM się reklamuje
A gdyby MIM się nie reklamowało, to zrobiłoby puff i przestałoby istnieć? :->>
(Niereklamowanie się w sumie nie nie jest prawdą, w Krakowie to dość popularne miejsce i nie znam nikogo z dziećmi w wieku szkolnym, kto by nie był.)
Zuzanka powiedział(a),
28 października 2008 o 21:53:04
No, zważywszy, że szybciej usłyszałam o NEMO w AMS niż MiM w Krakowie, to jednak stawiam, że więcej się mówi o pierwszym. Tak, wiem, w prężnych kręgach krakowskiej inteligencji… ;->