19 marca 2007
Stranger than Fiction
Jak już wspomniałam, w kinach będzie można obejrzeć w maju (albo i nie, bo do maja może będą ważniejsze filmy do pokazania). Jak dla mnie StF jest filmem z pierwszej dziesiątki moich filmów. Ciepły, inteligenty, odkrywczy, dowcipny i zwyczajnie ładny. Trochę Kaufmann ("Eternal Sunshine"/"Being John Malkovic"), trochę Neverending Story, trochę "Czekolada". Bohater, Harold, jest urzędnikiem skarbówki, prowadzi uporządkowane życie i nagle zaczyna słyszeć narratora, który opowiada jego życie. Nie przeszkadza mu to aż tak bardzo do momentu, kiedy nie słyszy, że zginie. Niebawem. Wielowątkowa akcja (dzieciak z rowerem, pani kierowca autobusu, pisarka z niemocą twórczą i wspomniany urzędnik), w której wszystkie elementu się na koniec splatają.
Prześliczne wnętrza, ciepłe kolory, ładne miasto (Chicago), fajni aktorzy (boska Queen Latifah, dobry 70-letni Dustin Hoffman). Świetne efekty specjalne (życie jako prezentacja multimedialna).
Mnie się bardzo. Bardzo bardzo. Może to kwestia, że film nie dostał żadnej nominacji do Oskara.
anetka powiedział(a),
20 marca 2007 o 08:26:50
Coś w tych nominacjach jest. Mnie od razu odrzuca od nagrodzonych oskarami filmów.
3stan powiedział(a),
20 marca 2007 o 13:46:35
Zuzanka: To żałosne, że tak bardzo nikt cię nie chce słuchać, tak bardzo musisz się wygadać, że musisz łazić po cudzych joggerach i komentować nie na temat.
Zuzanka powiedział(a),
20 marca 2007 o 13:47:32
Robię to z nieustającą przyjemnością.