10 stycznia 2007
Jestem z siebie dumna
Popsuła mi się karta kredytowa. Już po trzech miesiącach używania popsutej ("proszę pani, ale ta karta się rozwala") poprosiłam o przysłanie świeżej. Po czym już trzeciego dnia rozpakowałam kopertę i... kartę posiałam. Koty mówią, że nie brały. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie mogłam ją w obrębie mieszkania wsadzić?
JoP powiedział(a),
10 stycznia 2007 o 22:06:54
Może masz mieszkanie, które zasysa i po jakimś czasie wypluwa, jak moje. Ostatnio przegięło, bo zassało moje imprezowe buty i oddało dopiero wtedy, jak - spanikowana w obliczu nadciągającego balowego grudnia - kupiłam następne.
Zuzanka powiedział(a),
10 stycznia 2007 o 22:09:03
Może być. Najgorsze, że mam całkowity blackout, co zrobiłam. Pamiętam fakt otwierania listu z kartą, mam koło biurka książeczkę reklamową od karty z rulesami i koniec, ciemność. Czy to już demencja starcza?
anetka powiedział(a),
10 stycznia 2007 o 22:19:50
Pod dywan przy pomocy kocich łapek, które jej nie dotykały?
McAaron powiedział(a),
10 stycznia 2007 o 22:24:13
Nie sądzę, aby koty zwinęły kartę (co innego dzieci). Według mnie czymś ją przyłożyłaś - może kolejną częścią przygód Adriana Mole?
Zuzanka powiedział(a),
10 stycznia 2007 o 22:32:29
Ja dość mało mobilna jestem, a sterty z książkami mam nie ruszane od świąt ;-) Pewnie znajdę ją za pół roku w jakimś sprytnym miejscu (nie, pod wykładziną nie ma, prosz mnię tu nie szkalować futrzanych).
JoP powiedział(a),
10 stycznia 2007 o 22:49:29
Niestety, blackout to w takich sytuacjach norma, i, co gorsza przeważnie sugestia, że człowiek zrobił coś, delikatnie mówiąc, niestandardowego. Wczoraj znaleźliśmy panel od radia, którego szukaliśmy, już nieomal rozpaczliwie, od soboty. Jakim cudem TŻ, który podobnie jak ja, ma odruch wyciągania panela i zabierania go ze sobą po zaparkowaniu, wydłubał panel, schował go do przynależnego mu pudełka, po czym położył go w samochodzie z tyłu na podłodze i poszedł sobie - to już jeden Alzheimer wie.