11 października 2006
Marian Keyes - Lucy Sullivan wychodzi za mąż
Na pierwszy rzut oka - kolejna historia o Bridżet. Bridżet ma na imię Lucy, z zainteresowań ma popijanie na imprezach i seks z właśnie poznanymi facetami. Ale Marian Keyes dokłada do banalnej historii coś więcej niż zabawną fabułę o tym, jak Lucy szukała męża. A szuka, bo męża przepowiedziała jej wróżka, do której zaciągnęły ją koleżanki z pracy.
Są świetni bohaterowie - wredna i wyrachowana sublokatorka Karen czy seksowny długowłosy i wiecznie pijany Gus, w którym zakochuje się Lucy. Gus niebezpiecznie przypomina mi pewnego chłopaka, w którym się kochałam w czasach licealnych. Przychodził, kiedy chciał, odchodził, kiedy chciał, a ja byłam zachwycona, jeśli tylko mogłam spędzić z nim trochę czasu. Popalał trawę i jakieś inne smrodliwe świństwa, palił papierosy, miał jednocześnie co najmniej jedną oficjalną dziewczynę, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Na szczęście człowiek w pewnym momencie dorasta ;-) Keyes świetnie opisuje pewne zjawisko - baby (a przynajmniej ja i Lucy) wyczuwają, kiedy kończy się sielanka, kiedy każda próba zadania pytania, o co jest kaman, może skończyć to, co jest teraz. Może i jest koślawe, może i sprawia czasem przykrość, ale lepiej, żeby było, niż zapytać i się dowiedzieć, że to i tak koniec, a facet właśnie miał nam powiedzieć, że on sobie idzie, świetnie, że pojawił się temat.
Oprócz wątku łóżkowo-przygodowego, pojawia się rodzina. Matka, która tylko opieprza i narzeka na córkę, bez przerwy truje o sąsiadach, sobie i o tym, jak bardzo męczy się z tym sukinsynem, ojcem. Ojcem, którego Lucy bardzo kocha, bo to swietny facet. A że trochę sobie popija? Każdy facet mu LUBIEĆ wypić, bo inaczej to nie facet.
Książka jest uczciwie gruba, wciąga jak diabli, zawiera bardzo przyzwoitą scenę łóżkową i pozostawia niedosyt, który można zaspokoić tylko innym książkami Marian Keyes, czego sobie i Państwu życzę.
Zapomniałam o tym, co w tej książce przefajne. Cytaty. Jeden z moich ulubionych:
Czasem Charlotte naprawdę mnie przerażała. Nie chciałabym mieszkać w jej głowie - to musiało być ponure, samotne, przerażające miejsce. Można by iść przez wiele kilometrów i nie napotkać ani jednej inteligentnej myśli.
wonderwoman powiedział(a),
12 października 2006 o 12:46:39
pytanie nr 1: skąd masz czas na czytanie tylu książek?
pytanie nr 2: gdzie można kupić tanie fajne książki?
pytanie nr 3 (z ciekawości): czy masz jakąś do której wracasz ciągle i ciągle i ciągle i wcale ci się nie nudzi?
Zuzanka powiedział(a),
12 października 2006 o 13:39:16
1) E, ja stosunkowo mało czytam. Trzy strony przed snem, kilka stron w drodze do pracy, więcej w weekendy, jak catsittuję koty u sąsiada, czasem czytam w kolejce do lekarza czy fryzjera. Takie uzależnienie.
2) Tanie fajne - na Allegro. Na promocjach w Zysku, KKKK czy Merlinie. W taniej książce. Ja jestem promocjowe zwierzę, w zasadzie poza Pratchettami, komiksami czy ostatnio Krajewskim dla TŻ nie kupuję książek w normalnej cenie.
3) Mam dużo takich. Do kryminałów wracam, bo po pół roku zapominam, o czym były i do połowy ponownej lektury nie pamiętam, kto zabił. Do Pratchetta wracam, bo lubię. I do Muminków. Tyle że ostatnio zbiera mi się coraz większa sterta nowych i coraz rzadziej wracam...