15 listopada 2009

Julie and Julia

Umieszczony w * Oglądam o 23:22:02

Historia dwóch kobiet, które dzieliło kilkadziesiąt lat, ale dzięki gotowaniu i dobremu jedzeniu odkryły sens życia. Julia Child w latach 50-tych pojechała do Francji i spróbowała francuskiej kuchni, którą następnie pokazała Amerykankom (tym, które nie zatrudniały kucharek, oczywiście) w formie książki i cyklu programów. Współczesna Julie Powell zaczęła pisać bloga o gotowaniu potraw z książki Julia Child (ponad 500 przepisów w 365 dni) dla odreagowania nudnej i stresującej pracy jako sekretarka w agencji rządowej. I aby wreszcie coś w życiu osiągnąć.

Bardzo miły film o gotowaniu i blogowaniu, doskonały na jesienny wieczór z herbatą. Ładne wnętrza, trochę francuskich i nowojorskich pejzaży, pełen przegląd utensyliów kuchennych. Po obejrzeniu nabrałam ochoty na przeczytanie obu książek - i kucharskiej sprzed lat, i biograficzno-blogowej. Oraz na kupienie ślicznego naczynia do gotowania i pieczenia. Niestety jednocześnie jest to film bardzo słaby i irytujący. Afektowany głos Meryl Streep przypomina mi starą gdaczącą kurę i nie bardzo rozumiem, jaki był cel zmuszenia jej do mówienia w ten sposób. Sceny z Julią Child męczyły mnie przez to okrutnie. Wielkie wyzwanie, jakiego podejmuje się XXI-wieczna Julie, może wyzwaniem było w roku 2002; teraz bloga ma byle chłystek, co nie boi się powiedzieć "ni" do starej kobiety i zadęcie "ojej, co powiedzą czytelnicy mojego bloga! będą rozczarowani" budzi politowanie. Egocentryczna Julie, rzucająca naczyniami, bo jej nie wyszła galareta i robiąca awanturę mężowi jest jedynie smutna, a nie zabawna. Kręcenie filmu o tym, jak ktoś bloguje... cóż, to nie jest bardzo porywające, jak się patrzy z boku.

Za to aktor grający rudego kota - świetny!

Komentarze »

  1. KAnusia powiedział(a),

    15 listopada 2009 o 23:41:28

    " Afektowany głos Meryl Streep przypomina mi starą gdaczącą kurę i nie bardzo rozumiem, jaki był cel zmuszenia jej do mówienia w ten sposób." - Filmu nie wiedziałam, ale gdzieś czytałam, że Meryl Streep ponoć bardzo się upodobniła do swojego pierwowzoru pod każdym względem. Widocznie oryginalna Julie Child też gdakała.

  2. Zuzanka powiedział(a),

    15 listopada 2009 o 23:43:04

    Możliwe, Aykroyd też to parodiował. Tak czy tak, irytujące to było. Ale i Martha Stewart nie gdacze, a nie mogę jej oglądać.

  3. Anonim powiedział(a),

    16 listopada 2009 o 00:49:38

    Julie Child faktycznie miala bardzo gdaczacy glos i Meryl udlo sie doskonale to nasladowac. Mysle, ze dla kogos kto nigdy nie slyszal Julie Child na zywo jest to irytujace:))

  4. stardust powiedział(a),

    16 listopada 2009 o 00:52:52

    Ten anonim wyzej to tez ja, zabyla postawic krzyzyka:)
    I musze dodac, ze naczynie mimo, ze drogie jest warte kazdego grosza, czy tez w moim przypadku centa. Mam 3 takie naczynia roznej wielkosci i dwie patelnie, kocham je nad zycie. Wszystkie zupy gotuje w takich wlasnie garach i powoli skompletuje sobie calkiem przyzwoity set. Nawet Potomek zazyczyl sobie w prezencie urodzinowym takie naczynie:)))

  5. eri powiedział(a),

    16 listopada 2009 o 08:23:46

    Oryginalną Child można obejrzeć na YouTubie, ma taki wkurzający zaśpiew ;-)
    Mnie się tam rzucanie garnkami podobało. Ja też się obrażam na moje kuchenne wyroby.

  6. Cot powiedział(a),

    16 listopada 2009 o 08:41:34

    Ona naprawdę miała taki koszmarny głos, i tak sie smiesznie poruszała. Dwie sceny szalenie mi sie podobały w tym filnie: witające sie na peronie siostry oraz scena, w której Julia czyta list od siostry, w3 którym to liście siostra donosi, ze jest w ciąży. Aha, i jeszcze scena przy stole podczas slubu siostry. Samego wyzwania "540 potraw - 365 dni" nie rozumiem i nigdy nie pojmę.

Dodaj komentarz