01 maja 2006
Match Point (Wszystko gra)
To chyba pierwszy Woody Allen, który mi się nie podobał. Nie miał nic z Woody'ego Allena, ani tekstów, ani dylematów, ani postaci. Kiepscy aktorzy (seksbomba Johanssen, mhar har har), akcja ani nie trzymała w napięciu, ani nie nudziła, ot, przeciętna obyczajówka z jednym ciut komediowym momentem (morderstwo). Psychologicznie nic mi nie pasowało. I opera oraz banda pretensjonalnych angielskich bubków. Tyle że ładny Londyn i ładne wnętrza z książkami. Ale zdecydowanie wolę filmy o nowojorskich Żydach.
meler powiedział(a),
07 maja 2006 o 18:44:56
nie zgadzam sie :) Allen zrobil w koncu cos innego. w ostatnich filmach zaczal sie powtarzac, nawet aktorzy grali z allenowska maniera. a tutaj fajnie zagrali. glowna postac miala niezly dylemat i czulem jak gosc sie szarpie. ciekawie pokazane jak z niemal idealisty robi sie kawal gnoja.
Zuzanka powiedział(a),
14 września 2006 o 10:55:21
Znaczy z czym się nie zgadzasz? Że mi się film nie podobał? ;-)