Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o 2026

Douglas Stuart - John, syn Johna

Cal właśnie skończył studia w Edynburgu i mimo dobrych wyników tuła się po znajomych, szukając pracy w zawodzie; sypia na sofach, podjada z lodówek, pracuje za głodowe stawki. Jedyną stałą rzeczą jest telefon od ojca, który jak zegarynka dzwoni dwa razy w tygodniu, żeby usłyszeć, co u syna, opowiedzieć o życiu we wsi i wspólnie się pomodlić. Bo ojciec jest z tych ortodoksyjnie religijnych, jego życie kręci się wokół kościoła, na drugim planie jest hodowla owiec, wełna i tkanie. Kiedy Cal słyszy, że jego babka Ella nie czuje się za dobrze, stwierdza, że na jakiś czas wróci na rodzinną wyspę na Hebrydach. Na jakiś czas, bo po studiach w dużym mieście nie wyobraża sobie życia w zaściankowej społeczności, tym bardziej, że nie ma odwagi przyznać się nikomu w domu, że jest gejem. Nikomu poza Dollem, kumplem od dziecka i wielką miłością. Ale wraca i próbuje sobie znaleźć cokolwiek do roboty, żeby nie patrzeć na surową twarz ojca, wiecznie niezadowolonego ze wszystkiego - jak się Cal zachowuje, jakie ma włosy, jak się ubiera. Im dalej, tym trudniej, tym bardziej, że Doll wcale nie chce się z nim widywać, za to dużo pije. Za dużo. Wtem zmienia się narrator i ojciec, John, opowiada, jak to wygląda z jego perspektywy, ukrywającego się w małej religijnej wspólnocie geja, którego żona odeszła, żeby nie stać na jego drodze do szczęścia. Wydawałoby się, że to idealna chwila na wyznania i pojednanie, ale nie.

To historia ludzi, którzy nie umieją ze sobą rozmawiać, mimo że są sobie bardzo bliscy. John i jego była żona Grace, Cal i Doll, John i jego odchodzący w demencję brat, Cal i Grace, John i Innes, sąsiad i wielka miłość Johna, Innes i jego brat Sorley, wreszcie Cal i John; chyba jedyną osobą, która ze wszystkimi rozmawia jest Ella, tyle że ona jest napływowa, z Glasgow i nikt jej na wyspie nie traktuje poważnie.

#138

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday October 15, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Milena Wójtowicz - Alter ego

Sabina jest szczęśliwa, bo w firmie trwa kontrola ze skarbówki. Nie że jej padło na głowę, ale zdecydowanie na uszy - uwielbia głos inspektora Majewskiego i stara się przedłużać czas kontroli, żeby nasycić się pięknym brzmieniem jego głosu (a z poprzednich tomów pamiętamy, że zdarzało się jej jeździć pod dom kontrolera i obserwować, mimo delikatnych sugestii Piotrusia, że to niezbyt zdrowe). Jest też zaniepokojona, bo do Brzegu zjeżdżają z międzynarodowego tournee ojciec i matka; matka-strzyga, a ojciec z kolei obdarzony głosem, którego nienawidzi zarówno Sabina, jak i jej zmarła babka. Usiłuje wprowadzić rozdział między swoją rodziną a normalnym życiem, obawiając się, że komentarz o głosie ojca może rozwścieczyć jej matkę, a to niekoniecznie dobrze się skończy. Zabiera więc część ekipy do lasu, w teorii, żeby sprawdzić, czy nie ma w lesie magicznych odpadów, ale tak naprawdę, żeby być daleko od rodzinnej dramy. Tyle że znika. Najpierw na chwilę i odnajduje się w zapadlisku pod ziemią, potem już na tyle trwale, że do akcji włączają się wilkołaki, wampiry (a konkretnie Władzio) i bardzo entuzjastyczny czupakabra. Historia jest dość krótka, ale zostaje wyjaśniona kwestia złola z poprzedniego tomu, na szczęście dodatkowo w książce są dwa opowiadania - jedno o pechowych łowcach potworów, drugie o mumiach w piramidzie, które wychodzą i straszą.

Tak jak teraz szłam przez kolejne strony jak przecinak, to zdecydowanie za drugim razem (bo będzie drugi) będę już powoli delektować się lekturą, bo warto.

Inne tej autorki.

#137

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday October 13, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, sf-f - Skomentuj


Milena Wójtowicz - Vice Versa

Znamy już kilkoro z nienormatywnych mieszkańców Brzegu i okolic, teraz pojawia się ich więcej. Sabina przysposobiła sobie jako asystentkę i podopieczną Żanetę, która ma w sobie krew dziadów borowych, co czyni z niej babę borową. Żaneta studiuje ochronę środowiska, bo może przekuć swoje zdolności w coś dobrego i jeszcze dostać na to granty. Tyle że ktoś ją śledzi. Ludmiła, współposiadająca z seniorką Strzelecką Siedlisko Rekreacji, okazuje się być potomkinią łowców potworów, na emeryturze, ale to się może zmienić, bo w lasach pod Brzegiem zaczyna się coś niepokojącego z żywiołami dziać. Wilkołaki z Wrocławia zaczynają dziczeć i trzeba uruchomić kontakty w nienormatywnej policji, żeby trzymać rękę na pulsie. Do tego w jeziorze opodal miasta pojawił się cudem ocalały złoty cuś, który jest samotny i lubi muzykę. Do wesołej gromadki dołącza też Agnieszka, siostra Ewy, przyjaciółki Sabiny; nie jest nienormatywna, ale jest w policji i dużo rozumie, podobnie jak Ewa, człowiek-taran, ale w pozytywnym sensie. W trakcie akcji ekipa ma do czynienia ze stalkingiem, napadem i porwaniem, jednocześnie próbując przeprowadzić skomplikowany logistycznie transport cusia wielkości średniego dinozaura. I to zaburzenie żywiołów.

Skądinąd wiem, że akcja tego tomu zazębia się z “W świetle nocy” z innego cyklu, ale tu jeszcze nie jest to krytyczne w przeciwieństwie do części trzeciej, o czym niebawem. W każdym razie warto przed kolejnym tomem zacząć cykl o wampirach. Ja nie zaczęłam, więc trochę narzekałam, że są wzmianki o akcji spoza cyklu, zamiast wyjaśnienia, kto był tajemniczym zleceniodawcą asystentki Ewy.

Inne tej autorki.

#136

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday October 12, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, sf-f - Komentarzy: 1


Milena Wójtowicz - Post Scriptum

Podwrocławski Brzeg. Małe miasto, wszyscy się znają, wiadomo więc, że specjalistką od BHP jest Sabina Piechota, a młody Piotr Strzelecki prowadzi coaching i terapię. Nie wszyscy jednak wiedzą, czemu ta dwójka prowadzi wspólnie - mimo rozbieżności kodów PKD - firmę, mimo że odpowiedź jest dość oczywista. Nie, nie łączy ich romans, za to miłość i owszem, ale platoniczna. Bo Sabina jest strzygą, a Piotr nie, ale też należy do koegzystującej i uczłowieczonej mniejszości nienormatywnych. Na co dzień wymaga to od nich nie lada opanowania, jako że Piechota ma krótki loncik i silną potrzebę rozrywania denerwujących ją osób na kawałki, pożera więc jako substytut niesamowite ilości wysoko przetworzonych cukrów, zaś Strzelecki w celu utrzymania zen - bo jak nie utrzyma, to będzie źle - wypala lawendowe świeczki i biega. Okazjonalnie mogą się jednak wykazać, bo wokół jest więcej nienormatywnych, którzy prowadzą firmy i dbają o bezpieczeństwo pracowników, a tych normatywnych czasem trzeba przekonać, że absolutnie nic dziwnego nie widzieli. Jednocześnie następują dwa incydenty - ktoś nieudolnie próbuje zabić jednego z pracowników znajomego zakładu przemysłowego, a grób pewnego szczególnie upartego nieboszczyka, którego Piotruś namawia na zaprzestanie nawiedzania rodziny, ktoś wysypuje mnóstwo soli. Niemiło.

Jakie to jest ładne i świeże! Przeczytałam już dwa kolejne tomy, więc absolutnie się z tej oceny nie wycofuję, nie że efekt nowości. Osadzenie nienormatywnych w małomiasteczkowej rzeczywistości i realiach XXI wieku, gdzie trzeba rozliczać faktury, żeby się Urząd Skarbowy nie przyczepił, a ustawy związane z BHP trzeba śledzić na bieżąco, jest urocze. Tak jak wspomniałam, nienormatywni się nie obnoszą, ale i tak ci, co powinni, swoje wiedzą, bo wszyscy wszystkich znają. Ale przymykają oko, bo w zasadzie to nienormatywni są przydatni. Chyba że komuś zaczynają przeszkadzać.

Inne tej autorki.

#135

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday October 10, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, sf-f - Komentarzy: 2


Zośka Papużanka - Solo

Nie ważne, czy bohaterkami (i jednym rodzynkiem-bohaterem) są królowe czy zwykłe kobiety bez tytułu, częścią wspólną ich doświadczenia jest odrębność. Jedne były w związkach, ale zostały opuszczone mniej lub bardziej nagle. Inne zdecydowały same, że lepiej im będzie solo, z różnych względów. Jeszcze inne wchodziły w kolejne związki, żeby się zorientować, że to nie dla nich. Dawały się oszukiwać, same się oszukiwały, chyba tylko korespondująca z amerykańskim żołnierzem kobieta wie, że jego tak naprawdę nie ma, ale ładnie do niej się zwraca, jak nikt inny. Ale to nie są historie o dramatach, raczej pokazane z łagodną rezygnacją, bo tak bywa.

Inne tej autorki.

#134

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday October 6, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, opowiadania, panie - Skomentuj


Ken Kalfus - Choroba małżeńska

Kiedy 11 września 2001 roku runęły wieże WTC, cały świat patrzył na to z przerażeniem, a zwłaszcza ci mieszkańcy Nowego Yorku, którzy mieli bliskich czy to w biurowcach, czy w samolotach. Zaskakujące jest więc, że zarówno Joyce patrzy się na ruinę z nadzieję, bo liczy na to, że był tam jej mąż, zaś Marshall myśli z radością o tym, że jego żona miała lecieć jednym z tych samolotów. Jak się łatwo domyślić, para się od jakiegoś czasu burzliwie rozwodzi, ale skoro oboje cudem uniknęli śmierci - on uciekł z płonącego budynku, ona jednak nie miała potrzeby lecieć - to może się coś zmieni. Ale nie, jeśli już, to pojawia się jeszcze większa zajadłość, żeby skrzywdzić to drugie; mimo że mają dwójkę małych dzieci i wspólne mieszkanie z kredytem, którego żadne z nich nie utrzyma samodzielnie.

Okładka zapowiada czarną komedię, ale obserwowanie rozkładu niegdyś kochającego się związku jest zwyczajnie smutne. Zmroziła mnie scena, w której Marshall buduje bombę, żeby wysadzić w powietrze siebie, żonę i dzieci, a Joyce beznamiętnie próbuje zlokalizować usterkę, skoro do wybuchu nie doszło. Narracja przeskakuje między obojgiem małżonków, a nawet przez chwilę do głosu dochodzi ich czteroletnia córka, która widzi zaskakująco dużo, co niekoniecznie stawia oboje w dobrym świetle. Powtórzę - humoru nie znalazłam, do czytania niekoniecznie, chyba że kogoś interesuje amerykańska trauma po 9/11.

#133

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday October 5, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj