Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Seriale

Margo's Got Money Troubles

Margo studiuje literaturę i ewidentnie ma talent, bo jej prace wykładowca ocenia bardzo pozytywnie i chce się spotkać przy kawie. Widzka nie ma 20 lat jak Margo i zupełnie się nie dziwi, że to, co naprawdę ceni wykładowca, to młodziutkie ciało studentki. A ceni je aż do czasu, kiedy Margo zachodzi w ciążę i wtedy się okazuje, że jednak to kłopot, a nie miła popołudniowa rozrywka, żona, dzieci. Tyle że Margo niczego nie chce ułatwiać i decyduje się dziecko urodzić. Mija czasu mało-wiele, mały Bodhi jest już na świecie i najbardziej potrzebuje mamy, co sprawia, że odpada praca etatowa, matka Margo (Pfeiffer) nie pcha się do roli babci, bo właśnie wychodzi za mąż, a ojciec - były wrestler Jinx (Offerman) wraca z odwyku i jakkolwiek świetnie sobie radzi w roli niani, tak pieniądze stają się wrażliwym tematem. Dziewczyna zwraca się do ojca dziecka, ale ten wystawia ją na żer swojej matce-jędzy i prawnikowi. Na szczęście jest Internet i Only Fans, które wydaje się być idealnym miejscem na niekrępującą pracę zdalną. Do czasu.

Nie jest pierwszy serial o sprzedawaniu nagości; tym razem jednak dzieje się w pruderyjnej Ameryce, gdzie kawałek gołej piersi to przestępstwo gorsze od ludobójstwa. Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony jest świetnie nakręcony, aktorzy doskonali, ładunek humoru i tragedii ładnie zbalansowany z drobnymi elementami żenady, ale fabuła jest słaba jak niedożywiona dżdżownica. Nie mam problemu z tym, że młoda, aspirująca dziewczyna realizuje się w artystycznej nagości (i porównywaniu przesyłanym dick picków do Pokemonów), ale trudno mi widzieć w tym, co robi, specjalną wartość, zwłaszcza że wszystko sprowadza się do nagonienia obserwujących, którzy zapłacą, ale i chętnie poniżą ladacznicę, jeśli tylko będą mieli okazję (patrz doxing). Podsumowując, kolejna historia, która nie ma racji bytu poza USA, ale niezobowiązująco rozrywkowa.

Czekam, aż ebook się pojawi na promocji, ciekawa jestem materiału źródłowego.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela października 25, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


The Big Door Prize

Małe miasteczko Deerfield, gdzie - wbrew nazwie - od dawna nie ma jeleni. Pojawia się za to w lokalnym sklepiku dziwna maszyna o nazwie MORPHO, w której za 2 dolary można poznać swój unikalny potencjał. Ludzie reagują różnie - niektórzy są zachwyceni, jak właściciel sklepu, który zawsze chciał być iluzjonistą, inni - zdziwieni, bo dowiedzieli się, że są u szczytu swojego potencjału, jeszcze inni - załamani, jak ksiądz, któremu wylosowała się karta “OJCIEC”, zaś niektórzy w ogóle nie chcą o tym rozmawiać. Głównymi bohaterami są członkowie rodziny Hubbardów - Dusty[1], nauczyciel historii w lokalnym liceum, Cass, artystka, sprzedająca swoją sztukę w butiku matki-burmistrzyni i Trina, ich nastoletnia córka, która niedawno straciła chłopaka. To lekka komedia, ale niespodziewanie wchodzi w dość głębokie rozważania o przeznaczeniu, samospełniających się przepowiedniach, opiniach ludzie o sobie samych, samotności i wspólnocie. Nie wiadomo, skąd się wzięła maszyna, nie wiadomo, skąd ma tak dokładne informacje o każdym z mieszkańców, nawet o tych, którzy nigdy nie odważyli się z maszyny skorzystać. Ale wiadomo, że karty z przepowiedniami zmieniły miasteczko na zawsze.

Serial jest oparty na książce, niestety jeszcze niedostępnej po polsku, dlatego jednak trochę mnie martwi, że został zakończony nagle po drugim sezonie, bez rozwiązania wszystkich zagadek. A szkoda, bo pokazuje taki przyjemny, zostawiający ciepełko w serduszku świat, nawet jeśli niektóre z postaci są toksyczne, a inne zwyczajnie irytujące. Warstwa science-fiction jest całkiem zgrabna, ale nie przytłaczająca, tak naprawdę i tak chodzi o ludzi.

[1] Mam pewien problem z O’Dowdem, bo po “IT Crowd” nie jestem w stanie traktować go w jakikolwiek sposób poważnie, zwłaszcza w kwestii dylematów moralnych czy życia uczuciowego.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 20, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Pamiętniki Mordbota

Hybryda robota i człowieka, elektronika i białko, zwana Jednostką Ochroniarską (JedO), zostaje wynajęta po taniości do ochrony grupy naukowców na dość niebezpiecznej planecie. Po taniości, bo to nienajnowszy model, do tego z odzysku, był naprawiany i miał czyszczoną pamięć. JedO jest własnością Rubieży Korporacyjnej i dla bezpieczeństwa ma założoną blokadę, więc powinno[1] tylko wypełniać polecenia. Ale jakoś udaje się onu zdjąć blokadę, dzięki czemu może bez kontroli spędzać czas na ulubionym zajęciu, to znaczy na oglądaniu tysięcy odcinków ulubionej space opery. To jednak trochę wpływa onu na zdolność do wykonywania obowiązków, dodatkowo miewa też jakieś dziwne przebłyski pamięci z sytuacji, z której wynika, że zabijało ludzi. A, i zaczyna rozwijać empatię, najgorzej. I mimo że samo siebie nazywa Mordbotem, wcale nie zamierza nikogo mordować, nawet jeśli nie lubi kontaktu wzrokowego i ludzie w masie jednak irytują.

Pierwszy sezon oparty jest na pierwszej książce, w Polsce wyszły chyba trzy, w oryginale więcej. Alexander Skarsgård jest uroczym androidem, sarkastycznym, ale lojalnym, a lecący w tle serial z mydlaną operą w kosmosie jest prześmieszny. Całość naszkicowana jest na szerszym planie trochę w stylu “Firefly” - międzygwiezdna korporacja, która niekoniecznie przejmuje się dobrem kogokolwiek, tylko zyskami kontra idealiści-naukowcy, którzy przypadkiem wpadli w zawirowania finansowo-polityczne.

[1] Po angielsku to oczywiście nie brzmi, JedO jest adresowany jako “it”, bo nie ma płci, a do tego jest własnością RK, ale po polsku używa się pięknej frazy typu “zauważyłom”, “pomyślałom”.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpnia 6, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Wdowia Zatoka

Zmęczyłam ostatnio czwarty sezon “From”, który składał się z dłużyzn, powtórzeń i opowiadania tego, co się właśnie wydarzyło, a co najgorsze, totalnie odpłynął w schizy i mitologie. Z wielką radością dla odmiany obejrzałam uczciwy horror, gdzie nikt nie udaje, że jest jakieś realne wytłumaczenie, a do tego jest wartka akcja (chociaż czasem są jump scare’y).

Mała wyspa na wschodnim wybrzeżu USA, aktualny burmistrz chciałby zrobić z niej prestiżową destynację typu Martha’s Vineyard, ale wszystko układa się na przekór - a to dusząca mgła, a to biją dzwony, a ksiądz kracze o nieszczęściu, a to po miasteczku krąży ociekająca wodą zjawa, a jedyny hotel jest nawiedzony; jak w takich warunkach reklamować dziennikarzowi uroki wyspy? Do tego załoga ratusza nie jest specjalnie rzutka, raczej klimaty “Parks and Recreation”, co chwila ktoś torpeduje plany burmistrza, nawet nie ze złośliwości, ale z nieporadności. Oraz nieprzewidywalny syn, który pali za dużo trawy i znika z domu nocą. Mimo to udaje się uzyskać pochlebny artykuł w liczącej się prasie i turyści zaczynają napływać. Tyle że już wiadomo, że na miasteczko została rzucona klątwa i zamiast skupić się na ekspresie do cappuccino czy reklamie, trzeba iść walczyć z potworami.

Może nie jest to serial wybitny, ale zgrabnie łączy wątki komediowe i straszne, mimo że czasem rozwiązania fabularne są bardzo przewidywalne. Bohaterowie, których łatwo polubić, są też i tacy irytujący, oczywiście. I - co niespotykane - rozmawiają ze sobą, dlatego w ciągu jednego sezonu udaje się tajemnicę wyspy wyjaśnić. Czekam na drugi sezon z przyjemnością, a nie z irytacją.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipca 31, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Bait

Shah (Riz Ahmed) koncertowo zawala przesłuchanie do roli Bonda, po czym jest poproszony, żeby wyszedł ze studia dyskretnie, po co robić plotki o planach obsadzenia osoby niebiałej. Oczywiście aktorowi te plotki pasują, postępuje wbrew i wystawia się paparazzim, co rozpoczyna cały ciąg zdarzeń, które potencjalnie mogą doprowadzić Shaha do ścisłej topki kandydatów. Niekoniecznie są to zdarzenia pozytywne, bo z jednej strony wokół aktora robi się szum, z drugiej wpływa to na jego rodzinę i środowisko emigrantów. Nie nazwałabym tego komedią, raczej satyrą z elementami groteski (gadający świński ryj!), miejscami śmiesznie, chociaż raczej strasznie. Epizodycznie pojawia się Ritu Arya, którą zawsze miło zobaczyć.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipca 27, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


The Four Seasons

Trzy dojrzałe wiekiem [1] pary - Anne i Nick, Danny i Claude oraz Kate i Jack regularnie spotykają się co kwartał w różnych pięknych okolicznościach przyrody. Łączy ich przyjaźń z czasów studenckich, dzieci odchowane, przyjaciele na zawsze, wtem Nick oznajmia, że chce się rozstać z Anne, co wprowadza rozłam w grupę. Bo z kim trzymać - z Anne, która sobie z rozstaniem nie radzi czy z Nickiem, który błyskawicznie przygruchał sobie znacznie młodszą dziewczynę. Cztery pory roku, cztery spotkania aż do dramatycznego finału pierwszego sezonu, żeby w drugim spróbować wszystko, a przynajmniej to, co się da, naprawić. To amerykańska komedia ze wszystkimi tego konsekwencjami, więc dość przewidywalna i nieco toporna, ale całkiem przyjemnie wchodzi w temat zmiany przyjaźni czy związku z wiekiem.

[1] Jestem przekonana, że lata temu oglądałam oryginalny film z Alanem Aldą, którego pomysł był zalążkiem serialu, ale gdzie, kiedy i czy rzeczywiście - nie pamiętam. Ale zerknęłam na listę aktorów i jakże się świat od 1981 roku zmienił. Aktorzy grający wtedy 50-latków są, nawet jeśli młodsi metrykalnie (Alda - 45 wtedy, ale teraz pojawia się epizodycznie w serialu!), wyglądają bardzo staro, zarówno panie i panowie. Współcześnie patrzę na Tinę Fey (56 lat) czy Steve’a Carella (63 lata) i myślę “w średnim wieku, ale nie starzy”.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 14, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj